Zaloguj

Wydanie 01/2018

Jakub Vágner - wywiad
Jakub Vágner - wywiad
rozmawia J. Dłubak

Czech, który jako dziewiętnastolatek zaczął prowadzić swój pierwszy program w telewizji. W ciągu kilku lat przemierzył ziemię wzdłuż i wszerz, a efekty tych podróży mogliśmy śledzić na National Geographic czy Discovery. Obecnie mieszka nieopodal dwóch łowisk, które prowadzi – Katlov i Pohan. Z Jakubem Vagnerem rozmawia Jakub Dłubak.

Jakub Dłubak: Ciężko było nam się spotkać, niełatwo też było dogadać się poprzez e-maile, bo masz wiele obowiązków. Jak wygląda Twój typowy dzień lub tydzień?
Jakub Vagner: Przez większość mojego życia cierpię na brak czasu - każdego z nas czas ogranicza. Jest wiele miejsc, które chciałbym zobaczyć, wielu rzeczy chciałbym doświadczyć, jednak naturalnie nie wszystko zdążę zrealizować. Do tego nie muszę chyba wspominać, że połowę swojego życia przesypiam. Niezależnie od tego, czy łowię, czy nie, zazwyczaj staram się wstawać około 6.00 rano. Wtedy czuję, że nie marnuję swojego życia. Poświęcam się nagrywaniu dokumentów dla czeskiej i zagranicznej telewizji, prowadzeniu wykładów dla dzieci w szkołach, a także szerszej publiki. Staram się poświęcać swój czas młodzieży i moim sklepom wędkarskim. Jednak największą przyjemność sprawia mi wędkowanie, zwłaszcza bez kamer...

Cofnijmy się nieco w czasie. Jak zaczęła się Twoja przygoda z wędkarstwem? Zaraził Cię tata, wujek, a może pomysł narodził się w Twojej głowie sam?
W mojej rodzinie łowił pradziadek. Niestety zmarł, kiedy miałem zaledwie rok, więc nigdy nie miałem okazji go poznać. Podejrzewam, że pasję do wędkarstwa przejąłem po nim. Moja mama zawsze mawiała, że kiedy byłem małym chłopcem i widziałem wodę, a nie daj Boże jeszcze ryby, natychmiast pędziłem w tym kierunku. Swoją pierwszą rybę złowiłem mając pięć lat i od tej pory miłość do natury i ryb tylko się pogłębia, czego wielu ludzi pewnie nie zrozumie. Im więcej wędkuję, tym większą sprawia mi to przyjemność.

A jak zaczęła się Twoja kariera w telewizji?
Moim największym autorytetem, oprócz mojego ojca, był mój „wędkarski ojciec”, a mianowicie Rex Hunt. W swoim czasie był jednym z najsłynniejszych, australijskich wędkarzy. Porzuciłem trzyletnie konserwatorium i z kilkoma dolarami w kieszeni poleciałem na moje wymarzone spotkanie z Reksem Huntem. Wszystko z powodu ryb. Kiedy opuszczałem Australię po roku, Rex dał mi ważną radę. Powiedział: „Nigdy się nie poddawaj i podążaj za swoimi marzeniami”. Wróciłem do Czech pełen energii i zapału. Wydawało mi się, że ludzi to zachwyci. Oczywiście, tak - niestety - nie było i musiałem zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Przez ponad pół roku wydzwaniałem do czeskiej telewizji i prosiłem o spotkanie. Prawdopodobnie byłem bardzo uciążliwy i w końcu dostałem swoją szansę, a dyrektor programowy zaakceptował moją propozycję. Już na wejściu zapytał mnie, czy to ja jestem tą osobą, która cały czas zawraca głowę jego sekretarce i prosi o pięć minut. Powiedziałem mu wtedy, że chciałbym prowadzić program wędkarski. Spojrzał na mnie jakbym był niespełna rozumu, po czym zapytał, czy naprawdę jestem poważny, skoro chcę kręcić program, w którym wędkarz siedzi po cichu w łódce na środku rzeki w grudniu, a po całym dniu bezrybia, wraca do domu ze złapanym… przeziębieniem. Odpowiedziałem, z małą przesadą, że dokładnie o to mi chodzi, ale że można to zrobić w fajny sposób, z nutką adrenaliny. Wciąż nie wiem, dlaczego, ale po pół roku w wieku dziewiętnastu lat miałem swój program wędkarski w czeskiej telewizji.

Jak powstaje scenariusz do Twoich programów? To Ty go tworzysz, czy producent narzuca Ci temat?
Jeżeli chodzi o kierunki i wybór gatunków ryb, zawsze zajmowałem się tym sam. Zaś w kwestii nagrywania, jest to sprawa zależna od wymagań telewizji.

Jak wygląda praca nad programem? My widzimy jedynie 45 minut. Ile dni Ty spędzasz nad wodą nagrywając? Ile dni masz na przygotowania (zorganizowanie licencji, przewodników itd.)? 
Warto tutaj wspomnieć, że zanim zacząłem współpracować z dużymi stacjami, takimi jak National Geographic czy Discovery, w niektórych miejscach spędziłem kilka miesięcy, a czasami nawet lat. Na przykład zanim pojechaliśmy z ekipą filmową na Amazonkę, spędziłem tam 18 miesięcy. Śmiem twierdzić, że to właśnie dlatego większość filmowych ekspedycji kończy się sukcesem

. Jeśli mamy kręcić w nieznanym mi miejscu, zawsze najpierw jadę tam sam, żeby nieco zbadać lokalizację. Zazwyczaj staram się dowiedzieć, co i jak należy zrobić, czego unikać, jakich wyzwań, z jakimi ludźmi warto się tam spotkać, jakiego wyposażenia będziemy potrzebować i w końcu, jak złowić docelową rybę. W kolejnej ekspedycji bierze udział zaledwie jeden kamerzysta, a dopiero później przyjeżdża cała ekipa. Długość ekspedycji zawsze zależy od celu podróży. Niektóre z miejsc na Amazonce są tak odległe, że czasami potrzebujemy 14 dni na dostanie się tam i powrót, nie wliczając w to łowienia. Większość moich wypraw filmowych trwa przynajmniej trzy tygodnie.

Dlaczego postanowiłeś otworzyć własne łowisko?
W dzieciństwie zawsze marzyłem sobie, że pewnego dnia będę mieszkał nad brzegiem własnego jeziora i oglądał wodę każdego ranka. Ciężko pracowałem przez całe życie, aby spełnić to marzenie, ale znalezienie odpowiedniego miejsca nie było łatwe. W moim życiu zazwyczaj jest tak, że jeśli coś mi się podoba, wiem o tym od razu. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Katlov, po prostu się zakochałem. Wiedziałem, że będę chciał się tam zestarzeć.

A jak było z łowiskiem sumowym?
Katlov to jezioro o idealnym ukształtowaniu dna i okolicy, co stwarza doskonałe warunki do wędkarstwa karpiowego. Jednak moją największą pasją są sumy. Na szczęście staw Pohan znajduje się zaledwie sto metrów od Katlova. W 2016 roku na Pohanie zostały przeprowadzone prace rekultywacyjne, a w 2017 łowisko sumowe wystartowało jako druga z prywatnych wód.

Jaka była Twoja największa wędkarska przygoda, prywatnie i zawodowo?
W życiu doświadczyłem wielu przygód, zarówno podczas filmowania, jak i wypraw eksploracyjnych. Prawdę mówiąc, najlepiej pamięta się wyprawy, które były najtrudniejsze. Widziałem już tyle pięknych zachodów i wschodów słońca, że tak naprawdę ich nie pamiętam. W życiu jest tak, że te momenty odbiera się inaczej po jakimś czasie. Najcięższe sytuacje zawsze wspomina się jako najzabawniejsze.

Ile dni w ciągu roku poświęcasz na łowienie?
Do niedawna spędzałem ponad 300 dni w roku na wędkowaniu. W momencie, kiedy zacząłem prowadzić swój interes w branży wędkarskiej, ilość moich wypraw znacznie się ograniczyła. Nigdy jednak nie pozwoliłbym sobie na to, żeby nie wygospodarować czasu na ryby. Wędkarstwo jest dla mnie wielką pasją, całym życiem.

Jak wygląda wędkowanie w Czechach?
Chciałbym zmienić wiele rzeczy w przepisach, a w szczególności dostosować pewne zapisy do realiów dzisiejszego życia i trendów. Przede wszystkim absurdalne są dla mnie godziny, w których można wędkować, a w szczególności w kwietniu, wrześniu i październiku, kiedy można łowić zaledwie do 22.00, a od listopada do sierpnia można łowić tylko do 18.00. W praktyce oznacza to, że jeżeli kończysz pracę o 17.00-18.00, nie masz szans powędkować lub możesz połowić przez krótki czas. Ta kwestia została poruszona ostatnio publicznie, ale również przez Czeski Związek Wędkarski i ministerstwo rolnictwa, więc prawdopodobnie wkrótce będziemy mogli zmienić te archaiczne regulacje. Pomijając te kwestie, muszę przyznać, że natura i wody w Czechach są wręcz przepiękne i naprawdę je cenię.

Macie jeden związek wędkarski, czy wody są gospodarowane przez kluby?
W Czechach mamy dwa związki - Czeski Związek Wędkarski i Morawski Związek Wędkarski. Łącznie gromadzą około 350 000 wędkarzy. Ponadto jest wiele prywatnych jezior, które zyskują popularność ze względu na lepsze warunki oferowane wędkarzom.

Jak wygląda sprawa jezior prywatnych? Łowienie w nich to kwestia wstydliwa, czy nie postrzegacie tego w ten sposób?
Mam prostą i jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Zarówno wody publiczne, jak i wody prywatne, mogą być dobrze zarządzane lub źle zarządzane. Wszystko zależy od gospodarzy i ludzi, którzy odwiedzają te łowiska.

 

 

Czy masz jakiegoś wędkarskiego idola?
Moim wzorem był, jest i będzie Rex Hunt. Jestem dumny i wdzięczny losowi za to, że mogłem go poznać. Poza tym znam wielu dobrych wędkarzy, ale nie nazwałbym ich dobrymi ludźmi. Znam też wielu wyjątkowych ludzi, których nie nazwałbym dobrymi wędkarzami. Dobry człowiek znaczy dla mnie o wiele więcej niż świetny wędkarz.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ