Zaloguj

Wydanie 01/2018

Anatomia zasiadki
Anatomia zasiadki
Paweł Popowicz

Piąty dzień mojej zasiadki dobiega końca. Po raz kolejny wypad nad Solinę nie przyniósł mi upragnionego brania. No cóż, zdarza się, przecież nieraz wracałem z wody o kiju. Ale zaraz... Czy na pewno moja zasiadka była bezowocna?

Czy ten wyjazd na karpie był kolejną z rzędu porażką? No właśnie, ciekaw jestem, ilu z was po nieudanej wyprawie na ryby uważa, że znalazło się na przegranej pozycji. Czy tak naprawdę każda nasza wyprawa bez ryby jest dla nas porażką? A może powinniśmy spojrzeć na to w nieco innej, szerszej perspektywie? Chciałbym was przekonać, że taki tok myślenia ma sens i powinniśmy każdą, nawet bezrybną wyprawę starać się analizować.

W końcu bezrybna, nie oznacza bezowocna. Aby tak się stało, spróbujmy postawić sprawę w nieco innym świetle. Musimy naszą „porażkę” potraktować jako kolejne z rzędu doświadczenie. W końcu poprzez doświadczenia stajemy się coraz lepszymi wędkarzami. Takie założenie pozwoli nam na każdą zasiadkę spojrzeć pozytywnie, bez względu na jej końcowy wynik. Osobiście uważam, że na każdej wyprawie można się wiele nauczyć. Nawet wtedy, gdy w łowisku nic się nie dzieje, a sygnalizatory milczą, staram się analizować po kolei wszystkie czynniki, które mogły złożyć się na to, że zjechałem znad wody bez brania.

Wiara w użyte przynęty pozwala mi dostrzec znacznie więcej czynników odpowiedzialnych za końcowy wynik nad wodą.

Przykłady z życia
Aby lepiej wyjaśnić wam to, o czym mówię, podam w skrócie przykład jednej z moich ostatnich wypraw nad Solinę. Jest listopad. Przez ostatnich kilka dni dość mocno padało i woda na mojej kochanej zaporówce znacznie się podniosła. Z góry obrałem sobie miejsce mojej zasiadki, którym była niewielka, solińska zatoczka. Postanowiłem, że dwa dni przed moją zasiadką tam pojadę i podnęcę swoją urokliwą miejscówkę w zatoce. Po dotarciu na miejsce szybko napompowałem ponton i zapakowałem wiadra z konopiami, rzepikiem oraz kilka kilogramów kulek. Miejsce było mi już wcześniej znane. Jako że ostatnim razem miałem niewielkie problemy z leszczami, postanowiłem posłać im wiadro rzepiku z konopiami, by ryby zajęły się nasionami, a kulki zostawiły dla swoich większych wąsatych kolegów. To założenie wydawało się słuszne tym bardziej, że żerujące leszcze powinny szybko zwabić karpie w zanęconą miejscówkę. Gdy znalazłem się we wcześniej obranym miejscu, odpaliłem echosondę. Co było dziwne, na ekranie zauważyłem spory ślad, podobny do tego, jaki zostawiają karpie, które nagle podnoszą się z dna, gdzie właśnie żerowały. Pomyślałem sobie, że równie dobrze może to być jakiś drapieżnik. Poza tym echosonda nigdy nie gwarantuje nam, że to, co widzieliśmy, jest akurat karpiem. Na brzegu widać było tlące się jeszcze ognisko, a w pobliżu miejsca, gdzie miałem zamiar łowić, zakotwiczona była butelka, która zapewne miała służyć za bojkę. Zignorowałem również ten fakt i od razu zanęciłem miejsce, w którym zamierzałem łowić. Po dwóch dniach przyszedł w końcu upragniony dzień mojej zasiadki. Gdy już się przeprawiłem i rozłożyłem cały swój sprzęt, były późne godziny wieczorne. Wkrótce zapadł zmrok, a ja - czekając na branie - smacznie zasnąłem w swym śpiworze. Koło drugiej w nocy coś mnie obudziło. Postanowiłem sprawdzić, co dzieje się z moimi wędkami i wyszedłem z namiotu. Od razu usłyszałem ładny spław w okolicach miejsca, gdzie miałem zarzucone wędki. Tak, to na pewno był spław ładnej ryby i zapewne nie był to drapieżnik. Stało się jasne, że w mojej miejscówce są karpie. Jednak do rana nic się nie wydarzyło. Gdy tylko zrobiło się jasno, postanowiłem pochodzić po brzegu i zauważyłem trochę rozsypanej suchej kukurydzy. Stało się jasne, że bojka, którą dwa dni wcześniej znalazłem obok swojej miejscówki, oznaczała miejsce nęcenia wędkarzy, którzy byli tutaj przede mną... Pomimo zmiany zestawów kolejne dwie doby również nie przyniosły żadnego brania. W nocy nadal słychać było spławy karpi, mimo to brania nie doczekałem się do końca mojej zasiadki. Teoretycznie mógłbym zwinąć się i uznać moją zasiadkę za nieudaną, gdyż nie wyjąłem nawet leszcza, o karpiu nie wspominając. Przecież nic szczególnego się nie wydarzyło. W końcu wyprawa jak jedna z wielu, raz się wraca z tarczą, a innym razem na niej...

Gdy kulki znikają z włosa przeważnie stoją za tym ryby inne niż karpie.

No właśnie, czy aby na pewno wszystko zrobiłem dobrze? A może ta zasiadka zakończyłaby się zupełnie inaczej, gdybym w inny sposób do niej podszedł? Przecież w łowisku słyszałem spławiające się karpie.

Czy dostrzegacie już jakie błędy popełniłem? Zatrzymajmy się w tym momencie i pomyślmy, co można było zrobić inaczej. Czy powinienem winić za to przynęty? Myślę, że wiele osób właśnie ten czynnik uznałoby za winny całej sytuacji. No właśnie, dużo prościej jest zwalić winę na kulki, które przecież nie skusiły do brania karpi, choć te były w moim łowisku. A może należy spojrzeć bardziej krytycznie na siebie i to, w jaki sposób podszedłem taktycznie do tej zasiadki? Tak, to właśnie pokora sprawia, że możemy dostrzec nie tylko to, co chcemy, ale też to, co powinniśmy zobaczyć. Zwłaszcza błędy, które popełniamy, przecież jesteśmy tylko ludźmi. Może gdybym wysiadł wtedy z pontonu i sprawdził, co działo się w czasie, gdy nie było mnie nad wodą, zauważyłbym rozsypaną kukurydzę? Bojka przecież oznaczała miejsce nęcenia. Bądź co bądź nie mogłem wiedzieć, ile kukurydzy zostało wysypanej tuż obok mojego miejsca. Biorąc pod uwagę, że jest listopad i kukurydza jest zanętą ciężko strawną, wędkarze mogli nasycić nią już żerujące ryby. Czy aby na pewno wsypanie wiadra drobnych ugotowanych nasion było właściwym rozwiązaniem? No właśnie, a co jeśli tamten ślad na echosondzie oznaczał żerującego karpia? Z doświadczenia wiem, że gdy pojawiają się karpie, przeważnie leszcze ustępują im miejsca. W końcu na kulkach znajdujących się na włosie nie było żadnych śladów żerowania drobnej ryby. Idąc tym tokiem rozumowania, mogę śmiało stwierdzić, że popełniłem błąd w taktyce nęcenia. Karpie, które spławiały się nocą, mogły być już nakarmione, zarówno przez wędkarzy, jak i przeze mnie. W końcu sam wsypałem im kolejne porcje zanęty. Leszcze, które miały wyjeść moje konopie z rzepikiem, zapewne zostały odsunięte na bok, a ja nakarmiłem nimi karpie. Wsypanie dodatkowo kilku kilogramów kulek sprawiło, że rybom ciężko było odnaleźć moją przynętę na haczyku. Nawet jeśli to im się udało, to najedzone stały się bardziej ostrożne i czujne. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to są tylko moje spekulacje i za przyczynę braku brań uzna kulki, których użyłem. Jednak przynęty robię sam już ładnych parę lat i są ostatnią rzeczą, na którą zwaliłbym winę.

Wystarczyła zmiana głębokości z 4 na 8 metrów, by kilka minut po wywózce doczekać się pięknego odjazdu.

Wiem już, że następnym razem podejdę inaczej do tematu i nie zaryzykuję takiej taktyki nęcenia w listopadzie. Choćbym nawet łowił na tak dużej zaporówce, jaką jest Solina. Moje doświadczenia z poprzednich lat pokazały, że taktyka nęcenia, którą stosowałem wcześniej, była słuszna i nie powinienem był jej zmieniać, licząc na jeszcze lepsze efekty. Jak widać, można w bardzo prosty sposób zniweczyć cały trud naszych przygotowań poprzez nieodpowiednią taktykę nęcenia i ignorowanie sygnałów, jakie daje nam natura i same karpie.

Przewiezienie zestawów w niewielką, z pozoru nieatrakcyjną zatoczkę, pozwoliło złowić tego karpia.

Przemieszczanie się ryb
Aby ułatwić wam wyciąganie wniosków z zasiadki, spróbuję omówić kilka głównych czynników, na które warto zwrócić uwagę, a które w głównej mierze decydują o tym, czy nasza zasiadka będzie udana czy nie. Nie będę się tutaj rozpisywał na temat zestawów końcowych czy też rodzaju użytej zanęty. I choć są to czynniki równie ważne, to postaram się omówić te najważniejsze.
Jak wiadomo głównym czynnikiem, który może popsuć nam wyprawę, jest niewłaściwa lokalizacja ryb. Przecież nie złowimy karpi, jeśli źle wytypujemy naszą miejscówkę. Im większa woda, tym częściej karpie będą się w niej przemieszczać. Tak, to właśnie przemieszczanie się ryb jest najczęstszym powodem braku brań w wytypowanym przez nas miejscu. Musimy zadać sobie pytanie, dlaczego ryby się przemieszczają? Wiadomym jest, że poszukiwanie pokarmu naturalnego skłania ryby do zmiany stanowiska. Jednak z doświadczenia wiem, że dużo ważniejszym czynnikiem powodującym migrację karpi w łowisku jest ilość tlenu rozpuszczonego w wodzie, a dopiero w drugiej kolejności pokarm naturalny. Takie wędrówki karpi w poszukiwaniu tlenu najczęściej mają miejsce latem. To właśnie wtedy ryby mają pod dostatkiem naturalnego pokarmu, natomiast z zawartością tlenu w wodzie bywa już nieco gorzej. Jeśli już znajdziemy ryby, warto zaopatrzyć się w przenośną stację meteo, która na bieżąco będzie dla nas śledzić ciśnienie atmosferyczne dokładnie w tym miejscu, w którym aktualnie się znajdujemy.

Latem karpie lubią żerować w roślinach, które poprzez fotosyntezę wytwarzają sporo tlenu.

Musimy wiedzieć, że wahania ciśnienia powodują przemieszczanie się tlenu w poszczególnych warstwach wody. Nawet jeśli odnaleźliśmy karpie, to takie nagłe skoki ciśnienia mogą spowodować zanik brań, szczególnie w gorące, letnie dni. Oczywiście ciśnienie jest tylko jednym z czynników, które decydują o zawartości tlenu w wodzie. Równie ważne są opady deszczu, roślinność wodna czy też kierunek i siła wiatru. Jednak jest to temat tak obszerny, że można by napisać o nim osobny artykuł.

Taktyka nęcenia
Kolejnym czynnikiem, który w głównej mierze decyduje o naszym końcowym wyniku, jest taktyka nęcenia. To właśnie na tym etapie najczęściej popełniamy błędy, które mogą przesądzić o naszym wyniku końcowym. Myślę, że priorytetowo powinniśmy pamiętać o zasadzie, która mówi o tym, byśmy uważali z wrzucaną do wody zanętą. Lepiej mniej zanęcić niż z nęceniem „przedobrzyć”. Wcześniej opisana sytuacja jest doskonałym przykładem, że przenęcenie miejscówki może przekreślić nasze szanse na udany wypad nawet wtedy, gdy odnaleźliśmy karpie. Nie będę tutaj opisywał po kolei taktyk nęcenia, gdyż o tym już napisano wiele artykułów i nie chcę zbytnio przynudzać, tłukąc to samo po raz kolejny. Postaram się natomiast przybliżyć wam moje sposoby na uniknięcie niekorzystnego czynnika, jakim jest przenęcenie łowiska. Dzięki temu będziemy mogli z łatwością dobrać ilość zanęty, którą umieścimy w naszym łowisku.

Duża woda to duże wyzwanie - lokalizacja ryb jest tutaj kluczem do sukcesu.

A więc jak możemy sprawdzić to, czy nasza zanęta jest wyjadana? Pierwszym i chyba najłatwiejszym sposobem jest użycie do tego kamery podwodnej. Jednak nie każdy ją posiada i według mnie jest to tzw. pójście na łatwiznę. Osobiście nie używam kamery. Tak więc, by dowiedzieć się, czy nasza zanęta jest wyjadana i czy w ogóle w łowisku są jakiekolwiek ryby, musimy zadbać o kilka szczegółów. Przede wszystkim o to, by nasza sygnalizacja brania była możliwie najlepsza. Ja robię to w sposób następujący. Szczytówki wędzisk ustawiam w jednej linii z linką główną. Jak wiadomo, im mniej kątów, na których załamuje się nasza linka, tym lepiej zostanie przekazana próba podjęcia przez rybę przynęty. Staram się nie używać Backledów, jeśli to nie jest konieczne, gdyż tworzą niepotrzebnie dodatkowe kąty między sygnalizatorem a przynętą. Tutaj również lepsze okazują się zwykłe podpórki, dzięki którym każdą z wędek możemy skierować w jednej linii z linką główną prosto do naszej przynęty. Dodatkowo zamiast swingerów używam hangerów, które doskonale przekazują informację o braniu. W tym miejscu radzę wybrać te cięższe bądź z regulacją obciążenia. Zwłaszcza na większych dystansach cięższe hangery spisują się znakomicie. Moje hangery mają wagę nawet do 30 gramów i spisują się świetnie wtedy, gdy łowię ponad 200 metrów od brzegu. Linka główna to kolejny element, na którym się skupiam, jeśli zależy mi na dobrej sygnalizacji brania. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest niezbyt gruba plecionka, którą dość łatwo można zatopić. Im cieńsza, tym szybciej zatonie pod powierzchnią wody. Jeśli ktoś stroni z jakichś powodów od plecionek, polecam użycie żyłki głównej o średnicy najlepiej 0,4 mm. Im grubsza, tym mniej rozciągliwa. Przy wyborze żyłki musimy zadbać, by była możliwe jak najbardziej miękka i o małej „pamięci”. Po co to wszystko? Te wszystkie wyżej opisane elementy pozwolą nam na bardzo dobrą sygnalizację brania. Jeśli w naszym łowisku są karpie, to dzięki tym zabiegom z pewnością zostaniemy poinformowani o tym, że odnalazły nasze przynęty na włosie. Jeśli tak się stanie, będzie to dla nas informacja, że nasza zanęta, którą wrzuciliśmy do wody, prawdopodobnie została wyjedzona. Wtedy możemy śmiało donęcić naszą miejscówkę bez obaw o przenęcenie. Oczywiście należy robić to z głową.

Kolejnym sposobem, który podaje mi rzetelne informacje o tym, czy w moim łowisku są ryby, jest użycie jako przynęty dość miękkich i dobrze pracujących kulek proteinowych. Jest to dobry sposób, by dowiedzieć się, jakie ryby zainteresowały się naszymi przynętami. Jeśli miałem piknięcia na sygnalizatorze, a przynęty na włosie nie są obgryzione, to jestem prawie pewien, że w łowisku mam karpie. Jest to dla mnie informacja, że moje zestawy mogą być niewłaściwe i wtedy zaczynam je zmieniać. W takim przypadku również muszę uważać z donęcaniam, gdyż ryby, które zainteresowały się moimi kulkami, prawdopodobnie nie są za bardzo wygłodzone. Stąd brać się może ich ostrożność w podejmowaniu przynęty. Co innego, gdy miałem brania, a na zestawie nie ma kulek bądź są objedzone. Z reguły świadczy to o braniach małych ryb i wtedy śmiało mogę donęcić łowisko bez obawy o przenęcenie miejscówki.

Pojedyncze podpórki oraz odpowiednio ciężkie hangery zarejestrują każdą próbę podjęcia przynęty przez karpia.

Wiara w przynętę
Z pozoru to mało ważny element zasiadki, który przez wielu wędkarzy jest ignorowany. Śmiem twierdzić, że jest jednym z głównych, które przyczyniają się do naszej klęski. Brak wiary w przynętę... To właśnie zwalanie winy na przynęty powoduje, że stajemy się ślepi na wszystko, co dzieje się wokół nas podczas zasiadki. Podobnie po zakończeniu połowu nie będziemy w stanie wyciągnąć wniosków, jeśli winą za wszystko obarczymy nasze kulki. Jak wspomniałem na wstępie, analiza naszej zasiadki nie polega jedynie na tym, że odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego udało nam się złowić karpia? Musimy też wyciągnąć wnioski z zasiadki, która nie przyniosła nam upragnionego odjazdu. Jeśli zwątpimy w nasze przynęty, sprawa dla nas będzie jasna. To przez nie nie złowiliśmy ryby. Jednak jakość przynęt, mimo że jest to kwestia istotna, powinna być brana pod uwagę na samym końcu, czyli wtedy, gdy poprzez naszą analizę wyeliminujemy wszystkie inne czynniki, które mogły wpłynąć niekorzystnie na nasz wynik końcowy. Dlatego też uważam, że wiara w przynętę jest dla nas bardzo ważna. To właśnie wtedy, gdy jesteśmy pewni swoich przynęt, zaczynamy rozumieć oraz zauważać więcej rzeczy, które mogły mieć wpływ na naszą zasiadkę. Uwierzcie mi, że dzięki temu możemy bardzo szybko nabrać doświadczenia i łowić skuteczniej niż do tej pory.

Nawet niewielka falka pozwala natlenić wodę nawet na sporych głębokościach.

Na koniec chciałbym zachęcić, szczególnie młodych adeptów karpiowania, abyście nie ulegali ciągłej gonitwie za super kulkami i nie szukali tej jednej, najskuteczniejszej. Nie ma czegoś takiego jak cudowna przynęta, która odwali za nas całą robotę sprawiając, że karpie nagle porzucą dla niej swoje żerowiska i przypłyną w naszą zanęconą miejscówkę. Zacznijmy bardziej wierzyć w kulki, które już nieraz nam się sprawdziły, a przyczyn naszych niepowodzeń szukajmy gdzie indziej. Jak widać, dużo ważniejsza od wyboru przynęty jest lokalizacja samych karpi. Jest mnóstwo czynników, które powodują ich migracje. Jeśli mój wybór miejsca połowu jest nietrafiony, po kolei analizuję, co mogło wpłynąć na to, że karpie obrały sobie inne rejony łowiska. Właśnie w ten sposób nabiera się doświadczenia. Gdy tylko uda nam się odnaleźć ryby, starajmy się nęcić „z głową”, czyli tak, by utrzymać je w łowisku, ale ich nie przenęcać. Tylko wtedy będziemy w stanie skutecznie łowić. Jestem przekonany, że gdy tylko zaczniecie dokładniej analizować wasze udane, bądź też nieudane, zasiadki, wasze wyniki znacznie się poprawią. Mamy tę przewagę nad karpiami, że jesteśmy istotami myślącymi, dlatego też starajmy się to wykorzystywać.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ