Zaloguj

Wydanie 02/2018

Krótka sesja na komercji
Krótka sesja na komercji
Marcin Cichosz

Co powinniśmy zrobić, aby nasza sesja feederowa pomimo małej ilości czasu jaki możemy tego dnia na nią poświęcić była jak najbardziej efektywna?

Najgorzej jest się przełamać
Nie wiem jak Wy, ale ja nie potrafię sobie odmówić pobytu nad wodą. Nie ważne czy miałbym do dyspozycji cały długi dzień czy tylko trzy krótkie godziny i tak pojadę wędkować. Jakiś czas temu moje wewnętrzne „ja” wzbraniało się przed takimi skróconymi sesjami feederowymi. Dlaczego? Bo jestem typem wędkarza, który lubi mieć wszystko poukładane. Dzień przed wyjazdem układam sobie w głowie wstępny plan działania, jestem spakowany, przynęty, zanęty i pellety mam przygotowane, wszystko mniej więcej obmyślone, wystarczy tylko rano strzelić szybką kawę i wsiąść do auta. Z tego powodu, z tej mojej wędkarskiej pedantyczności miałem problem aby zebrać się na ryby od tak po prostu w sposób spontaniczny, a nie raz miałem taką możliwość, gdy prywatne plany z jakiegoś powodu nie wypalały i nagle w ciągu dnia zmieniał się grafik. Musiałem się przełamać. Zrozumiałem, że w ten sposób tracę wiele cennych chwil z wędką w ręku.

Przetarcie zanęty to bardzo ważna czynność.

Ostatnio właśnie nadarzyła mi się taka okazja. Miałem umówione spotkanie ale rano okazało się, że niestety (a może dla mnie właśnie „stety”) nie dojdzie ono do skutku. Wtedy przemknęła mi przez głowę tylko jedna myśl – „a mogłem być dziś nad wodą”. Ale zaraz! Nic straconego! Marcin weź się w garść, pakuj sprzęt do samochodu i jedź! No ale nie byłbym sobą gdybym nie dywagował co ja mam spakować na dziś do torby przynętowej… Postanowiłem, że spróbuję działać spontanicznie i prosto. Pomieszczenie w którym przechowuję moje zanęty i pellety jest jakimś cudem zawsze pełne po brzegi. Skoro ma być prosto, to niech tak będzie. Jest zimna pora roku, woda na moim łowisku krystalicznie czysta, to też tylko jedna myśl przychodzi do głowy na temat produktów – zanęta o ciemnej tonacji kolorystycznej, która nie będzie tłusta i nie będzie sycąca. Miałem taką na wyciągnięcie ręki, więc zabrałem ją ze sobą. Jednocześnie przyszło mi na myśl, że skoro mam mało czasu na feederowanie to równie mało czasu będę miał nad wodą na kombinowanie i grzebanie w poszukiwaniu najskuteczniejszej przynęty. Postanowiłem nie zabierać ze sobą nic z półki, mimo że kolorowe pudełeczka i wyszukane smaki mocno kuszą. Czasem mocniej mnie niż ryby! Zdecydowałem, że spróbuję skusić ryby do brań na prostsze naturalne przynęty. Po drodze na łowisko odwiedziłem sklep spożywczy i zabrałem z półki kukurydzę i chleb tostowy. Robaki wędkarskie miałem na szczęście jeszcze z zaszłego weekendu, trochę już zmęczone życiem, ale były.

Karp złowiony na kukurydzę.

Na łowisko dotarłem późno, przynajmniej jak dla mnie, bo silnik w aucie zgasiłem kilkanaście minut po godzinie jedenastej. Założyłem sobie w myślach, że na wszystkie czynności związane z przygotowaniem stanowiska nie powinienem poświęcić więcej czasu niż pół godziny aby móc łowić, lub starać się łowić przez najbliższe trzy godziny. W końcu to zima, więc dni są krótkie, a słońce zmierza w stronę horyzontu już po piętnastej.

Szybko ale dokładnie
W takiej sytuacji pierwszą czynnością jaką należy zrobić to przygotowanie towaru na jaki będziemy wędkować. Jednakże, mimo uciekającego czasu trzeba się do tego przyłożyć, nie może to być przygotowanie w byle jaki sposób, bo później odbije się to na naszych wynikach. Ja jak pisałem wybrałem zanętę. Sesja będzie krótka i zimowa, więc nie ma po co przygotowywać jej w dużych ilościach. Temat jest prosty – wsypujemy zanętę do miski, wlewamy odpowiednią ilość wody i całość dokładnie mieszamy rozcierając o dno i brzegi aby nie pozostały zbite grudki. Jak większość z Was wie to jeszcze nie koniec jej przygotowywania, bo za około 15 minut trzeba będzie do zanęty wrócić. Mamy więc czas aby zająć się czymś innym. Trzeba teraz sprawnie przygotować stanowisko dowodzenia nad brzegiem zbiornika – rozstawić siedzisko. W moim przypadku rozstawienie kosza wędkarskiego to kilka chwil, rozkładałem go już tyle razy, że mógłbym robić to już z zamkniętymi oczami. Stawiam go w szybkim tempie blisko wody, poziomuję tylne i środkowe nogi – pomaga mi w tym malutka poziomica zamontowana na stałe na ramie kosza, następnie wysuwam podnóżek oraz dopasowuję jego nogi do spadu na brzegu. Teraz siadam na stanowisku i sprawdzam jego stabilność. To jest bardzo ważna czynność. Czasem może okazać się, że wybrane przez nas miejsce jest grząskie, albo w gorszym przypadku burta zacznie się osuwać. Kiedyś miałem taką wpadkę, na szczęście nic poważnego się nie stało, ale mało brakowało abym z tym całym moim majdanem zanurkował pod wodą. Dlatego teraz zawsze po wypoziomowaniu mojego kosza staję na podnóżku i mocno wbijam swoje kilogramy w „podłogę” - taka moja prewencja. No dobra, ale co dalej? Przy swoim siedzisku mam bardzo dużo uchwytów których raczej po sesji nie zdejmuję, są one zamontowane na nóżkach, dzięki temu wystarczy, że nakieruję je tak jak aktualnie tego potrzebuję. Teraz szybko montuję Feeder Arm, wyjmuję z torby półkę boczną z materiału EVA i jak zawsze zakładam ją na lewą stronę stacji dowodzenia.

Kosz wędkarski musi stać stabilnie na podłożu, aby się nie zdziwić i nie wylądować w wodzie.

Wyrobiłem się w około 15 minut, więc jest to najwyższy czas aby wrócić do zanęty i skończyć ją przygotowywać. Tak jak pisałem wcześniej, właśnie po mniej więcej takim czasie potrzebuje ona kontroli. Moja jest prawie idealna, wymaga lekkiego nawilżenia wodą ze spryskiwacza. Teraz już tylko solidnie ją mieszam i obowiązkowo przecieram przez sito. Taki zabieg pozwala mi usunąć zbite frakcje oraz napowietrzyć zanętę – to ważne, bo procentuje to później prawidłową pracą w wodzie i przekłada się na efektywne wędkowanie.

Podajnik gotowy do lotu.

Wszystko gotowe!
Mogę zaczynać zabawę! Według kalendarza aktualnie jest pora zimowa, więc raczej nie mam co liczyć, że ryby znajdą mój podajnik ponieważ w zimnej wodzie mają spowolniony metabolizm, przez co są strasznie leniwe. Zasada jest taka, że skoro one nie szukają pożywienia to musimy tak kombinować aby wspomniane pożywienie znalazło je. Jednym słowem musimy zlokalizować ryby w zbiorniku. Na początek odmierzam sobie na szybko na patyczkach dystansowych dwie odległości na których będę szukał ryb. Później w razie potrzeby będę zmieniał dystans zwiększając go za każdym razem o kilka metrów.

Proste produkty, aby nie mącić sobie w głowie na krótkich sesjach.

Jaka przynęta dziś wiodła prym?
Na tej sesji nie mam czasu na szukanie idealnej przynęty. Postanowiłem w końcu, że nie będę tym sobie zawracał głowy nie mając wiele czasu do dyspozycji. Ale mam to co najważniejsze, pomysł na działanie – dystans oraz podstawowe, często odłożone do Lamusa przynęty! Nigdy nie można na sto procent stwierdzić, co danego zimowego dnia zadziała. Czy kolor, czy zapach czy może okaże się, iż znaczenie miała wyporność. Mimo, że nie chciałem kombinować z gotowymi kulkami i postawiłem na prostotę, to nie bez powodu wybrałem właśnie taki zestaw przynęt.
Zacząłem od kukurydzy. Nabiłem podajnik swoją zanętą, a na włosie powiesiłem jedno ziarno. Czemu kukurydza? Argument jaki przemawiał za wyborem to jej kolor. Bardzo często w chłodnych porach sprawdzały mi się przynęty typu „fluoro”, i właśnie ta przynęta bez dwóch zdań jest jaskrawa. Dlatego postanowiłem ją ze sobą zabrać. Tego dnia kukurydza dała mi dwie ryby – jednego karasia i jednego karpia.

Wszystko pod ręką.

Następne w kolejce były mady. Nie ma według mnie drugiej tak popularnej przynęty w feederze. Nie jest to na komercji selektywna przynęta, można na nią spokojnie łowić każdy gatunek ryb w zależności od dnia. Łowiłem na nie zarówno karasie, liny, leszcze, płocie, amury i karpie. Dwa uśmiercone przed założeniem na hak robale jako przynęta pozwoliły mi w tym dniu wyholować trzy sztuki karpi.

Do sprawdzenia pozostał jeszcze chleb tostowy. Zdecydowałem się na niego, ponieważ jest to dla mnie przynęta typowo zimowa. Ma jasny kolor i przede wszystkim jest opcją unoszącą się w toni. Zgnieciony przed zarzutem w podajniku może nie jest jak pop-up, ale działa bardziej w stylu popularnych ostatnio waftersów. Dlatego bardzo go sobie cenię. Wykrawam z tostowej kromki kilka małych dysków w wymaganym rozmiarze i zakładam na włos przy niewielkim kutym haku. I właśnie to był hit – 6 sztuk karpików to zasługa krążków chlebowych.

Wycinak do dysków chlebowych.

Czyli jednak mi się udało! Potrafiłem się zebrać w sobie, przełamać utarte kanony na temat wcześniejszego długiego przygotowywania do wyprawy i doskonale poradziłem sobie podczas tej krótkiej sesji na komercji, czego Wam również życzę!

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ