Zaloguj

Wydanie 04/2018

Mistrzostwa Europy Wschodniej
Mistrzostwa Europy Wschodniej
Paweł Krzemianowski

Nie każdemu będzie dane przeżyć ekstremalne łowienie w trybie szwajcarskiego zegarka, w dodatku z przyrodą i aurą, stojącą nieustannie w kontrze do człowieka. Jednak jeśli chcecie spróbować takiego wyzwania, oderwać się od rzeczywistości i powalczyć, jezioro Krychevichi i Mistrzostwa Europy Wschodniej są czymś dla was.

Niejednokrotnie przygoda życia zaczyna się niewinnie i spontanicznie. Tak było i tym razem, kiedy przyjaciel z Ukrainy zadzwonił do mnie i zaproponował udział w zawodach rzutowych, które miały się odbyć na jeziorze Krychevichi na Ukrainie. Pomimo rangi, jaką miały te zawody, bo były to Mistrzostwa Europy Wschodniej według zasad federacji FIPSeD, dosyć długo musiał mnie namawiać na udział. Wiedziałem, z czym to się je, gdyż miałem okazję już niejednokrotnie podczas zawodów obserwować ukraińskie teamy karpiowe w akcji.

Stanowisko Invaders Team Poland.

Udało mi się jednak namówić paru kolegów z Polski do udziału w tym wydarzeniu. Jako zespół reprezentujący Polskę uzyskaliśmy akredytację PZW okręg Poznań. Dyrektor okręgu wyposażył nas nie tylko w gadżety PZW, ale i przygotował także koszulki reprezentacyjne dla całej drużyny, nie zapominając również o kolegach z Teamu Invaders Ukraina. Z takim wsparciem i mocnym zapleczem nie mogliśmy odmówić startu w tym wydarzeniu.

Przygotowania zaczęliśmy parę tygodni wcześniej, od trenowania rzutów i obsługi kobr zanętowych. Sprzętowo opieraliśmy się na firmie Orient Rods - wędki, Invader - przynęty i zanęty oraz Korda i Steel Carp – akcesoria karpiowe. Używaliśmy wyczynowych, cienkich żyłek, robionych na specjalne zamówienie firmy Climax serii Z-Sport line. Wszystkie teamy z czołówki walczącej o podium używały tych samych wędek, podobnych akcesoriów i żyłek, także walka miała bazować na szczęściu w losowaniu i umiejętnościach rzutowych.

Narada po losowaniu.

Gdy nadszedł czas zawodów, jednym samochodem w sześć osób wyruszyliśmy z Polski, aby przeżyć przygodę życia. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością nastąpiło już na granicy, w postaci 9-godzinnej kolejki. Zmęczeni i niewyspani dotarliśmy na miejsce, parę godzin przed startem. Naszym oczom ukazał się równy zbiornik o wielkości 55 ha, z kładkami do połowu na każdym z 39 stanowisk. Słoneczna pogoda, którą zapowiadano na czas trwania zawodów, nie napawała optymizmem, ponieważ próżno było szukać cienia na tym akwenie. Niestety, co później się okazało, nie upał był największym problemem, lecz miliardy, nienasyconych komarów, które atakowały dzień i noc, w cieniu i w słońcu. Było ich tak wiele, iż wybiegając do brania wieczorem, w szczycie ich żerowania, ręce, które manewrowały wędziskiem i wszystkie odkryte części ciała, w kilka sekund pokrywały się chmarami głodnych owadów, skutecznie uprzykrzających hol ryb. Ponieważ problem dotyczył wszystkich, każdy miał takie same przeszkody do pokonania na zawodach.

Kolejne ryby do ważenia - sektor B.

Na każdym stanowisku był prąd 220 V oraz dostęp do Wi-Fi, co przy wysokich cenach roamingu poza UE dawało komfort kontaktu z bliskimi z kraju bez groźby bankructwa.
Powracając do zawodów: losowanie wg. FIPSeD jest bardzo sprawiedliwe i wpisując numerację poszczególnych drużyn na karcie zgłoszeniowej, losujemy najpierw kolejność drużyn, a później ich miejsca w sektorach. Trzy drużyny rozjeżdżają się do trzech sektorów, gdzie zajmują ściśle wylosowane miejsca. Od tej chwili rozpoczyna się rywalizacja przez duże R. Sondowanie, markerowanie, nęcenie to zwykłe czynności przed i podczas zawodów. Natomiast w przypadku tej imprezy, wszystko wyglądało na dużo większe i szybsze. Spomby latały na odległość 170-180 m, zestawy również były kładzIone na takich odległościach. Wcześniej nie widziałem i nie doświadczyłem takich ekstremalnych odległości, jak te osiągane przez zawodników zza wschodniej granicy. W ukraińskich drużynach byli nawet zawodnicy, którzy tylko rzucali, a do przygotowywania zestawów i ładowania spombów byli oddelegowani inni. W drużynach, które stanęły na podium, wszystko funkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku. Każdy znał swoje miejsce i pracował na końcowy wynik. Każda drużyna, z każdego sektora, musiała starać się zająć jak najwyższą lokatę u siebie, bo punkty składały się na wynik końcowy całego zespołu.

Ekipa z sektora C.

Nasz team, za sprawą kolegów z Ukrainy, był trochę lepiej przygotowany z topografii zbiornika przed zawodami, a taktykę mieliśmy obraną już przed pierwszym gwizdkiem. Niestety, jak to zazwyczaj bywa, życie i warunki zweryfikowały szybko nasze założenia taktyczne, i chaos w niektórych drużynach zaczął wkradać się do umysłów, dyktując zmianę obranej strategii, co skutkowało mniejszą ilością ryb na macie. Na tym zbiorniku i na takich zawodach konsekwencja w działaniu i umiejętność dostosowania się do warunków jest bardzo ważna.

PB amura także się zdarzyło.

My, po pierwszej dobie, zdaliśmy sobie sprawę, iż realna walka dla nas to ta o trzecią lokatę, i tak zrobiliśmy. Sąsiedzi z Pirania Ukraina w sektorze B zajmowali pierwsze miejsce, a nasza drużyna skutecznie nawiązała z nimi potyczkę, depcząc im po piętach i utrzymując do ostatniej doby mocną, drugą lokatę. Ta zaciekła rywalizacja w sektorze B pozwalała nam plasować się na trzecim miejscu w klasyfikacji ogólnej do ostatniej doby zawodów. Pozostałe drużyny w sektorach A oraz B miały mniej szczęścia, i tam walka toczyła się o każdy kilogram ryby. Jeśli już jesteśmy przy temacie łowionych ryb, to muszę przyznać, że w zbiorniku jest ich bardzo dużo. Pomimo swojego niewielkiego wymiaru, w porównaniu ze standardami, do których przywykliśmy na naszych łowiskach, ryby te są bardzo waleczne i silne, co daje dużo satysfakcji przy holu i podbieraniu. W regulaminie zawodów było napisane, iż jedna drużyna musi posiadać co najmniej 10 worków karpiowych. Po pierwszej dobie zdaliśmy sobie sprawę, iż nie jest to w żaden sposób istotny punkt regulaminu pisany na wyrost.

Ekipa z sektora B.

Szybkie brania, akcje, brak lęku ryb na odgłosy spombów powodowały, iż na niejednej kładce kilkanaście zapełnionych worków czekało na ważenie. Sprawni sędziowie, którzy obsługiwali tę imprezę również nie zawodzili i bardzo umiejętnie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Jedyną żółtą kartkę, jaką otrzymała drużyna, była to ekipa właściciela łowiska i organizatora tej imprezy, która zapomniała o limicie czasowym, używania spomba za dnia. Po godzinie 19.00 dozwolone było używanie już tylko rur zanętowych. Każda ekipa, która chciała liczyć się w klasyfikacji końcowej, musiała ciężko pracować na wynik. Brak snu, czuwanie przy zestawach, częste ich przerzucanie, nęcenie, przygotowywanie alternatywnych miejscówek - to była codzienność. Dokładając do tego nieznośny upał, brak cienia i miliardy komarów, które nie bały się nawet słońca, powodowały szybkie wyczerpywanie się energii, przygotowanej na kilka dni rywalizacji. Jednak adrenalina i stawka zawodów powodowały, iż żadna z ekip startujących nie poddała się do samego końca.
Nasza taktyka opierała się na używaniu małych przynęt, krótkich przyponów i częstym przerzucaniu zestawów. Do nęcenia używaliśmy wszelkiego rodzaju ziaren, drobnego pelletu i kozackich kulek, które podczas nocnego łowienia skutecznie utrzymywały ryby w łowisku. Pomimo odczuwalnego ducha rywalizacji, nie było żadnych napięć, konfliktów i nieprzyjemności pomiędzy sąsiadującymi ekipami. Atmosfera była bardzo pozytywna, wiele drużyn integrowało się i wymieniało doświadczeniami z sąsiadami.

Kolejne ryby do wagi.

Ostatecznie zajęliśmy czwarte miejsce, tracąc podium w ostatnią noc. Nasz spadek w sektorze B spowodował nie tylko utratę podium przez naszą drużynę, ale także wyprzedzenie przez drużyną gospodarzy, czyli prowadzącą przez cały czas ekipę z Odessy. Uważam, iż jest to sprawiedliwy wynik, gdyż ekipa z Białorusi, która nas wyprzedziła, to doświadczony zespół i pracował dzielnie od samego początku. Nam zabrakło niestety doświadczenia i trochę sprytu, aby dowieźć dobry rezultat do końca.

Puchary ręcznie rzeźbione za 3 pierwsze miejsca.

Podczas zawodów istniała możliwość wykupienia cateringu, dowożonego na poszczególne stanowiska. Były to dwa posiłki, wraz z napojami, dostarczane w porze obiadowej i kolacyjnej. Przy tej pogodzie, którą mieliśmy, większość miejsca w samochodzie cateringowym zajmowało jednak chłodne piwko.

Sektor A

Podsumowując relację, muszę stwierdzić, że nie jest to impreza dla mięczaków i osób, które lubią pospać z zatyczkami w uszach, bo czują się zmęczone, są maruderami i narzekają - bardziej od innych - na warunki pogodowe lub inne okoliczności przyrody. Taka impreza, jak Mistrzostwa Europy Wschodniej w karpiowaniu, wymaga od uczestników wykazania się ponadprzeciętnymi umiejętnościami w łowieniu z rzutu, wysoką odpornością psychiczną oraz hartem ducha i wysokim morale. Brak snu i praca od pierwszego do ostatniego gwizdka - to cechy wymagane na tego typu zawodach. Dlatego tak bardzo spodobała mi się rywalizacja na Krychevichi. Wcześniej nie rozumiałem kolegów z Ukrainy, kiedy miałem okazję obserwować ich podczas innych zawodów, że są zmęczeni, że pracowali, zamiast wypoczywać. Teraz już wiem, że taka jest cena podium.

Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ