Zaloguj

Wydanie 04/2018

Tajemnice wielkich wód – cz. 2
Tajemnice wielkich wód – cz. 2
Łukasz Lechowski

W pierwszej części artykułu o tajemnicach wielkich wód opowiedziałem wam, jak przygotować się do skutecznego łowienia oraz jak dużą rolę odgrywa dobra lokalizacja ryb. Tym razem przejdziemy do następnego etapu, czyli zwabienia i utrzymania ich w obrębie naszej miejscówki.

Wielkie zbiorniki charakteryzują się dużą populacją białej ryby. Oprócz karpi możemy spotkać w nich takie gatunki jak leszcze, płocie, jazie czy liny. To właśnie te ryby potrafią wyczyścić naszą miejscówkę i sprawić, że cała wrzucona przez nas zanęta zniknie w mgnieniu oka. Pamiętam, jak kiedyś umieściłem pod wodą kamerę i wsypałem trzydzieści kilogramów gotowanej kukurydzy. Ku mojemu zdziwieniu po dokładnie dziewięćdziesięciu minutach na dnie nie było ani jednego ziarna. Jak to możliwe, skoro nie miałem w tym czasie ani jednego brania? Sytuacja rozwiązała się po obejrzeniu materiału filmowego. Po kilkunastu minutach od zanęcenia w łowisku pojawiło się, liczące kilkaset osobników stado jazi, które błyskawicznie wyczyściło wszystko, co zalegało na dnie. Dlatego podczas łowienia w kilkusethektarowych zbiornikach nie ma mowy o przekarmieniu. Nęcimy bardzo dużo i co najważniejsze musimy robić to regularnie. Nie może być sytuacji, kiedy karpie przepłyną przez wytypowany przez nas obszar w momencie, gdy nie ma tam rozsypanej przez nas zanęty. W wodach o dużej przejrzystości mamy możliwość sprawdzenia, czy zalega ona na dnie. Trudniej jest wtedy, gdy łowimy na większych głębokościach lub w zbiornikach o słabej przejrzystości wody. Wtedy możemy spuścić kamerę i podejrzeć sytuację na dnie. Wiem, że nie każdy taką kamerę posiada. Co robić w takiej sytuacji? Moim wykładnikiem są pojedyncze piknięcia sygnalizatora wywołane przez obtarcia ryb albo po prostu brania innych gatunków niż karpie. Jeśli złowiłem dwa lub trzy leszcze, to wiem, że nie były one same, lecz moją miejscówkę odwiedziło całe stado i mam gwarancję, że na dnie nie ma już nic.

Amury uwielbiają słodkie przynęty.

Sypać czy nie sypać?
Zawsze zastanawiam się, co robić w sytuacjach, kiedy wiem, że mam niechcianych gości. Pamiętam wiele nieprzespanych nocy, kiedy co chwilę musiałem pływać po kilkaset metrów, tylko po to, by odczepić kolejnego wielkiego leszcza i ponownie wywieźć zestaw. Nie pomagało nawet wydłużenie włosa i założenie dwóch dużych kulek proteinowych. Sposoby są dwa - albo przestajemy na pewien czas nęcić i liczymy, że po dobie stado odpłynie w inny rejon zbiornika, albo - to sposób, który bardziej lubię i częściej stosuję - wysypujemy duże ilości drobnej zanęty, składającej się głównie z ziaren, około trzydziestu metrów od miejsca połowu, by przekierować niechcianych gości właśnie tam. Miejsce, w którym łowię zasypuję tylko kulkami o średnicy co najmniej dwudziestu milimetrów. Po dobie znowu wracam do pierwotnej strategii sypania dużych ilości różnorodnej zanęty w rejon moich markerów.

Długo wyczekiwany amur złowiony na małego pop-upa.

Zaufaj sobie
Wybierając się na dłuższe zasiadki, zakładam jakąś strategię, której potem się trzymam. Wiadomo, że chodzi tu o wody, które znam i wiedza o ich dnie, naturalnym pokarmie, który tam występuje, daje mi możliwość wybrania odpowiedniej taktyki nęcenia. Tak było też ostatnim razem. Założyłem sobie, że podczas amurowej zasiadki jedna wędka powędruje na głębszą wodę i tam złowię pięknego, dzikiego karpia. Czemu akurat głębsza woda? Już to tłumaczę. W zbiorniku, w którym łowię, ulubionym pokarmem karpi są ślimaki i małże. Na głębszej wodzie karpie czują się bezpiecznie, a dodatkowo mają naturalny pokarm, który uwielbiają. Używam wtedy dwóch rodzajów kulek: mniejsze, dość miękkie i większe, twardsze – są to te same kulki, tylko bardziej wysuszone. Raki zainteresują się tymi mniejszymi, bo każdy z nas wie, że one także lubią kulki, a karpie zainteresują się rakami. W tej sytuacji swoją rolę muszą spełnić duże, twardsze kulki, których zadaniem jest zainteresować karpie. Na naszym włosie także musi powędrować duża i twarda kulka. Tym razem ta strategia także się sprawdziła i dała pięknego, nigdy nie będącego na haku, prawie dwudziestokilogramowego karpia. Nie ukrywam, że moim killerem podczas takiego nęcenia i łowienia są kulki NLT, robione według własnej receptury: #KRYL i #extraSQUID. Złowienie pięknej ryby z takiego miejsca cieszy podwójnie, ponieważ ciężko przekonać karpia, który żyje kilkanaście lat i zawsze żywi się tylko naturalnym pokarmem.

Duże ilości zanęty, to podstawa podczas łowienia na dużych wodach.

Duża woda, dużo zanęty!
Nęcenie dywanowe to chyba najbardziej popularny i najbardziej skuteczny i efektywny sposób nęcenia. Trzeba użyć naprawdę dużych ilości, żeby zatrzymać wędrujące stada karpi i amurów. Oczywiście, tak jak już wspominałem, w pierwszej części artykułu musimy je wcześniej dokładnie zlokalizować. Jednym z najlepszych sposobów ściągnięcia karpi jest utworzenie wielkiego prostokątnego dywanu (obszar oznaczony nr 2), o dłuższych bokach równoległych do brzegu. Jego długość może wynieść nawet do stu metrów. Wszystko zależy od tego, w ile osób będziemy chcieli później łowić. Zestawy możemy położyć w środku nęconego obszaru, jak i za oraz przed nim. Mamy wtedy szanse na złowienie ryb żerujących zarówno wewnątrz nęconego obszaru, jak i na jego obszarach. Statystycznie więcej brań jest z środka, ale większe ryby, zachowując ostrożność, rzadko ryzykują i wpływają do wewnątrz nęconego placu i ich brania najczęściej są na obszarach naszego prostokąta.
Drugi sposób (obszar oznaczony nr 1) to dywan o szerokości od czterdziestu do stu metrów oraz szerokości trzech metrów. Zaletą takiego ułożenia zanęty jest to, że każdy z łowiących ma taką samą szansę na branie, niezależnie od wiejącego wiatru. Podczas takiego nęcenia najczęściej daję zestawy: jeden do wewnątrz nęconego, a drugi na skrajach lub poza nęconym obszarem. To właśnie tam udało mi się złowić te największe okazy.

Jedna z aplikacji do oznaczania miejsc na GPS.

Ostatni sposób to nęcenie koliste (obszary oznaczone nr 3). Każdy zestaw nęcimy osobno, w obszarach kolistych o średnicy do pięciu metrów. Staram się, aby każdy z tych obszarów był w innej odległości od brzegu i na różnych głębokościach. Takie łowienie jest skuteczne, szczególnie kiedy nie do końca znamy wodę i staramy się znaleźć obszary, gdzie w danym momencie karpie pobierają pokarm. Idealne rozwiązanie podczas łowienia na zawodach. Dzięki niemu możemy obławiać różne obszary wody i trafić w miejsca, gdzie przebywają karpie. Podczas tego rodzaju nęcenia, najczęściej stosuję różnorodną zanętę. W jej skład wchodzą między innymi: ziarna, pellety, kulki. Proporcja 10:5:3. Ważny jest także sposób rozłożenia zanęty. Im bliżej środka, tym więcej zanęty. Co do położenia zestawów, to jeden zawsze wędruje na obrzeża nęconego obszaru, a drugi tuż poza nim. Nigdy nie daję zestawu do środka koła, ponieważ większe karpie bardzo rzadko tam zaglądają i zbierają zanętę ułożoną tylko na obszarze okręgu, a także poza jego obrębem.

Moje rodzaje nęcenia i rozmieszczenia przynęty.

Warto być dokładnym
Kiedy już wybierzemy miejsce, w którym będziemy łowić, warto je dobrze oznaczyć. Najlepiej podczas szukania miejscówek sprawdzają się H-bojki, które szybko się rozwijają i błyskawicznie lądują w miejscu, które nam się spodoba. Później należy zastąpić je markerem w postaci tyczki, który jest bardzo dobrze widoczny, a także nie spowoduje, że karp po braniu oplącze wokół niego żyłkę. Ja zawsze dodatkowo oznaczam miejsce na GPS. W obecnych czasach każdy z nas ma smartfon i może to w bardzo łatwy sposób zrobić. Jest dużo darmowych aplikacji, które możemy pobrać. Co najważniejsze, takie oznaczenie jest bardzo precyzyjne, może posłużyć podczas następnych zasiadek i oszczędzi wiele czasu na sondowanie i szukanie dobrych placów.

Piękny, dziewiczy karp złowiony z odległości kilkuset metrów od brzegu.

Łowiąc na dużych zbiornikach powinniśmy zaopatrzyć się w bardzo duże ilości zanęty. Musi być ona dobrej jakości, ponieważ ryby, tak samo jak i ludzie, przyzwyczajają się, a co najważniejsze wracają i mamy przez to dużą szansę na ich złowienie. Dodatkową podpowiedzią, która mnie się sprawdzała podczas łowienia tych największych ryb, jest sukcesywna zmiana drobnej zanęty na kulki proteinowe. W konsekwencji podczas długoterminowego nęcenia, w końcowej fazie, nęcę tylko kulkami własnego wyrobu, bo tylko wtedy mam gwarancję, że uda mi się złowić te największe okazy. I właśnie jak najczęstszych spotkań z tymi największymi karpiami wam życzę.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ