Zaloguj

Wydanie 05/2018

Bez brań
Bez brań
Norbert Regulski

Wszyscy opisują, jak łowią, gdzie łowią, a najbardziej, ile łowią. Ja postanowiłem opisać drugą stronę medalu, bo nie zawsze łowimy i nie zawsze mamy czas na odpoczynek nad wodą, nawet gdy brakuje brań. Karpiarze, tacy jak ja, spędzający bardzo dużo czasu nad zbiornikami PZW, gdzie w większości ryb należy szukać, łowią tak naprawdę niewiele w porównaniu z łowiącymi na zbiornikach komercyjnych.

Większość czasu pochłania poszukiwanie i dobór odpowiedniego miejsca oraz zachęcenie ryb do współpracy. Zupełnie inaczej niż na wodach komercyjnych, gdzie wystarczy nęcić miejsca, do których nauczyły się one przypływać i umiejętnie kusić do brania.

Pomost drzwiowy - jedno z najtrudniejszych miejsc.

Czy brak brań oznacza brak ryb w miejscu, które wytypowaliśmy? Czy to może nasze błędy, które popełniamy podczas doboru przynęty, zestawu końcowego? Czy też złe decyzje, które podjęliśmy już na samym początku? Chcemy łapać szybko i jak najwięcej, ale nie zawsze jest to możliwe. Pamiętam swoje dwa najsłabsze sezony, które zakończyły się totalną porażką, ale łowiąc na trudnych, często mocno przełowionych wodach, należy liczyć się z tym, że możemy zamknąć sezon na jednej czy dwóch złowionych rybach.

Jedzonko do punktowego nęcenia przygotowane.

Początek sezonu wyzwala pozytywne myślenie u karpiarza. Porównałbym to z momentem, gdy się zakochujemy i szaleją w nas endorfiny. Może to mocne określenie, ale dla prawdziwego pasjonata karpiarstwo to stan fizyczny i psychiczny, który silnie uzależnia od chęci poszukiwania i łowienia tych niesamowitych ryb. Przygotowania do pierwszej zasiadki w nowym sezonie u mnie rozpoczynają się już na przełomie grudnia i stycznia. Sprawdzam, w co muszę się doposażyć, jakie wody obłowię. Wtedy także biorę się za kulanie protein na wiosenne zasiadki, szykuję sprzęt, przeglądam, pakuję. Wszystko to daje mi wiele przyjemności. Kiedy już zasiadam nad brzegiem jeziora, jestem w siódmym niebie. Oczekuję na pierwsze piki sygnalizatora, bieg do wędek. Jest wielka moc, która drzemie w tym sygnale. Nie zna go tylko ten, kto nigdy nie usłyszał go tak, jak karpiarz. Jest gorzej, gdy opuszczam stanowisko bez ryby i bez magicznego dźwięku.

Poranny smakosz protein.

Jednonocne mini obozowisko.

Czy to karpie mnie pokonały, przechytrzyły, czy to ja popełniłem gdzieś błąd? Chwila zastanowienia i czas ruszać w stronę domu. Optymizm i chęć złowienia karpia są we mnie tak duże, że pomimo braku brań już myślę o kolejnej zasiadce.

Sprawdzenie co kryje się na dnie to podstawa.

Druga zasiadka w sezonie. Dużo większe zaangażowanie w samo przygotowanie zestawów, miejsca. Pełne przygotowanie do walki z moim sprytnym rywalem. Jestem tak nastawiony na walkę z przebiegłym karpiem, że nie biorę pod uwagę możliwości porażki. A jednak... Po dwóch dobach schodzę pokonany, ale nie tracę nadziei na karpia na trzeciej zasiadce, którą mam zaplanowaną już za tydzień. Jak to się mówi, „do trzech razy sztuka". Piątkowy wieczór rozpoczyna moje trzecie starcie z karpiami z mojego ulubionego „bagienka". Miejsce wybrane, taktyka opracowana, zestawy i zanęta gotowe, czas na wywózkę. Mija pierwsza noc, mija druga noc, a brań i ryb brak. Wszystko było przygotowane, obmyślane i nic. Dlaczego? Co robię nie tak? Czy źle przygotowałem się do zasiadki, czy jednak karpie opuściły znane mi od lat miejsca?

Jeden z moich ulubionych zestawów, wymyślony przeze mnie kilka lat temu.

W oczekiwaniu na odjazd.

Po trzech zasiadkach z brakiem brań decyduję się na zmianę stanowiska. Wybieram miejscówkę, w której również od kilku lat, co jakiś czas, były łapane karpie. Jednak kolejne trzy zasiadki nie przynoszą zmian. Nie złowiłem karpi. Mijają dwa miesiące łowienia i nie udało mi się złapać ani jednej ryby. Decyduję się na kolejną zmianę miejscówki. Typuję obszar wody, w którym jeszcze nigdy nie łowiłem. Może to nie po mojej stronie jest wina, może to w jeziorze wszystko się zmieniło?

Długo oczekiwany karp.

Miejsce wybrane. Po dwóch tygodniach przygotowywania miejscówki (nęcenia) przychodzi dzień zasiadki. Pierwsza noc, godzina 2:05, jest strzał. Wyjazd jest tak mocny, że wyrywa wędkę z podpórek. Dobrze, że podwiązałem ją sznurkiem, gdyż liczyłem się z takim właśnie braniem, łowiąc na granicy z zatopionymi drzewami. Ryba raptownie zawraca i kieruje się w stronę zatopionego na środku jeziora drzewa. Szybka decyzja – wskakuję w ponton i kieruję się w jej stronę. Walka trwała około 20 minut, po czym najprawdopodobniej karp niestety parkuje w zatopionym drzewie na głębokości około 5 metrów. W tym momencie już wiedziałem, że nie dam rady odhaczyć zestawu z tego podwodnego lasu. Zestaw strzela, a ja wracam na brzeg. Wiążę wszystko jeszcze raz, uzbrajam haczyk w kulkę i wywożę w to samo miejsce. Do rana nic już się nie dzieje. Karpia nadal brak, ale jest nadzieja. Był kontakt z rybą, był hol, może teraz wszystko się odmieni i będą kolejne strzały.
Szykuję się do następnej zasiadki. To samo miejsce, ten sam zestaw, ta sama przynęta, ruszamy. Trzy kolejne nocki niestety nie przynoszą brań. Mój optymizm został już mocno wystawiony na próbę. Tyle wypraw za mną i zero ryb. Mój dotychczasowy sukces to jedno branie i strata ryby w zaczepach. Nie jest dobrze. Znowu podejmuję decyzję o zmianie, a że już niedaleko do końca wakacji, decyduję się na obranie już typowo jesiennego miejsca w głębszej części zbiornika. Ze stanowiska, w którym znajduje się moje obozowisko, mogę obławiać trzy ciekawe miejsca oddalone od siebie o około 50 metrów. Decyzja jest prosta. Nęcę i siedzę tam już do końca sezonu. Pierwsza zasiadka - nic. Druga zasiadka, nic. Na usta cisną mi się już niecenzuralne słowa, a moja wiara w wody PZW została bardzo mocno zachwiana. Zmęczony i już trochę zniechęcony postanowiłem, że jeszcze tylko kilka razy usiądę i ten sezon uznam za zamknięty.

Chwile które cieszą.

Moje małe bivvy.

Kolejne zasiadki niewiele zmieniają, co prawda udaje mi się przechytrzyć jeszcze dwie ryby i dwie stracić w podwodnych zaczepach, ale to tylko dwie ryby na cały sezon! Jest już listopad i czas zamknąć karpiowy sezon. Ryby z tego zbiornika dość szybko zapadają w sen zimowy, więc nie ma sensu dłużej się łudzić. Czas pomyśleć o tym, co się wydarzyło. Zamykam sezon. Lekcja pokory zaliczona, ale to właśnie ta lekcja była początkiem pewnych zmian, które na pewno jeszcze poruszę w kolejnych artykułach.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ