Zaloguj

Wydanie 05/2018

Karpie na urlopie
Karpie na urlopie
Przemysław Wamberski

Nie ma nic lepszego niż wspaniały urlop z najbliższymi nad brzegiem czystego jeziora w pięknym lesie. Piękne poranki na łonie natury, śniadanko na trawie w promieniach słońca, kąpiel w jeziorze, gry, zabawy, wieczorne ognisko, a co najważniejsze - możliwość spotkania jeziornych karpi, które, choć kapryśne i dzikie, można jednak przechytrzyć.

Wyprawę nad brzeg tego jeziora i karpiowy połów zaplanowałem, gdy za oknem były jeszcze przymrozki i wiało chłodem. Miał to być początek rodzinnego urlopu, a dla dzieci, które miały wypoczywać ze mną, początek wakacji. Ponieważ nie przepadam, jak i reszta mojej rodziny, za tłokiem nad wodą, ten pen ciszy zakątek miał być odskocznią od codziennego, gwarnego życia. O tej wodzie słyszałem od kolegi poznanego na Rybomanii i czytałem w Internecie. Chociaż jest to młode łowisko - udostępnione karpiarzom dopiero drugi sezon - to rybostan jest bardzo urozmaicony. Pierwsze karpie wpuszczane były do jeziora w latach dziewięćdziesiątych i tak naprawdę nie wiadomo do końca, jak duże ryby w nim pływają.

Pogoda w dniu wyjazdu nie była urlopowa, raczej jesienna i karpiowa. Nie zapowiadała się rewelacyjnie, gdyż przez najbliższe dni miały przechodzić różne fronty z północy i spadki ciśnienia. Tak też było przez pierwsze dwa dni. Co godzinę mieliśmy inną porę roku. Jednak wcale się nie przejmowałem, bo wiedziałem, że do dyspozycji mam sześć nocek nad tym urokliwym jeziorkiem i jeszcze uda mi się przechytrzyć niejednego jego mieszkańca. Jeziora polodowcowe, a takie jest to małe, kilkuhektarowe jeziorko, zazwyczaj są dość głębokie, z różnej wielkości zatokami, cypelkami. Wodna roślinność, zazwyczaj trzcinowiska lub grążele, są niezłymi matecznikami jeziornych karpi.

Płytkie, zarośnięte zatoki, graniczące z otwartą tonią jeziora, charakteryzują się czystym dnem. W takich miejscówkach możemy spodziewać się ryb z toni jeziora, jak i z zarośniętych zatok, dlatego okolice roślin czy stok z czystym dnem to pewne miejsca w jeziorach polodowcowych. W związku z tym nieodzowne jest znalezienie na brzegu takiego miejsca, które pozwala na obłowienie zarówno płytkiej zatoki, jak i wychodzącej w jezioro toni. Dobrze jest zrobić ścieżkę zanętową, łączącą obie miejscówki i umieścić w nich zestawy. Gdy taka strategia zawiedzie, to w dni upalne w jeziorach polodowcowych szuka się ryb na głębokiej wodzie lub nawet w toni wody.

Strategię i plan miałem przygotowaną na to jezioro, a wiadomo, jak to wychodzi w rzeczywistości. Jak już wspomniałem, pogoda nie sprzyjała żerowaniom karpi i w typowych miejscówkach, jakie wspomniałem wcześniej - zatoka sąsiadująca z pasem grążeli, jak i głęboka woda - nie miałem brania przez dwie doby. Sam siebie usprawiedliwiałem złą pogodą i tym, że karpie nie żerują. Aż do drugiego wieczoru nad wodą, gdy usiadłem nad brzegiem i przez lornetkę w skupieniu i ciszy zapadającego zmroku wypatrywałem oznak bytności karpi. Skupiłem się na dużej połaci porośniętego trzcinami brzegu po drugiej stronie jeziora. Sondując to miejsce wcześniej wiedziałem, że przy samych trzcinach głębokość nie przekracza trzech metrów, a samo trzcinowisko jest dość obszerne i głębokie. To była moja rezerwowa miejscówka.

Gdy przyglądałem się trzcinom, zauważyłem ich powolne ruchy. Nie były one spowodowane przez wiatr, bo w owym momencie się uspokoił, a ruch, który poruszał trzcnami, pochodził z dna. Przyglądając się dłużej trzcinowisku, wytypowałem niemal dokładne drogi karpi, które wyrobiły sobie trasy szybkiego ruchu. Sprzyjała im głębokość wody, wiedziałem, że w trzcinach czują się bezpiecznie i mają dużo naturalnego pożywiania. Szybko przed zapadnięciem całkowitego zmroku jeden z zestawów z podwodnej górki, który nie przynosił nawet brania leszcza, umieściłem na środku autostrady, którą wyrobiły karpie przy samych trzcinach. Delikatnie zasypałem dwudziestomilimetrową kulką i pelletem, całkowicie rezygnując z ziarna. Na włos założyłem dwie kulki dwudziestki o ostrym paprykowo-pikantnym smaku o nazwie ZOŁZA podpięte trzecią kulką pływakiem fluo. Ktoś powie, że przesadziłem, ale chciałem wyeliminować brania leszczy czy też ich delikatne skubania.

Tak zapadł zmrok. W ciszy i skupieniu wsłuchiwałem się w nocne życie, jakie budzi się nad jeziorem. Noc jest od spania, ale karpiarz powinien łowić, ale ta noc minęła spokojnie, bez piku. Wspomnę, że spędziłem nad tym jeziorem sześć nocek i tylko w jedną miałem dwa brania, ale to tak na marginesie. Ranek przywitał nas piękną pogodą. Po wspólnym rodzinnym śniadanku około dziewiątej rozpoczęło się mocne, zdecydowane branie na zestaw spod trzcinowej autostrady. Z mojej strony mocne przytrzymanie i ryba, zamiast zagłębić się w trzcinach, ruszyła w toń jeziora. Spokojny hol i kilka odjazdów ryby na głęboką wodę, szybkie podebranie i pierwszy karp wylądował na macie. Waga pokazała niecałe trzynaście kilo. Ale i tak gęba mi się uśmiechnęła, bo wiedziałem że już mam sposób na karpie z tego zbiornika. Teraz na potwierdzenie będę czekał na następne branie. Wyszukałem drugą podobną autostradę i tam postawiłem drugi zestaw uzbrojony w podobny asortyment co pierwszy.

Następne branie potwierdziło moją teorię. Nie czekałem tym razem dwóch dni, bo już w okolicach obiadu potwierdzenie przyszło z drugiej miejscówki. Przez następne cztery dni regularne brania ze ścieżeczek w trzcinach dawały ryby raz z jednej raz z drugiej strony i trochę pogubiłem się w rachubach, ale na pewno przez dwa dni brań było to na przemian. Jak z jedynki rano, to dwójka po południu lub na odwrót, a to pokazało, że karpie wpływają i wypływają tymi ścieżkami z trzcin.

W taki właśnie sposób doczekałem się piętnastu brań karpi, w tym dwanaście wylądowało na macie, dwa okazały się tak cwane, silne, że zaparkowały w dobrze znanych sobie trzcinach, a ja, wypływając po nie, zdołałem wyciągnąć pusty zestaw. Trzeci po emocjonującym holu spadł z haka tuż pod podbierakiem. Może waga ich nie była duża i znacząca, ale emocje, jakie towarzyszyły ich złowieniu, rekompensowały wielkość ryb. Łowienie w polodowcowych jeziorach dobrze prowadzonych przez rzetelnego gospodarza może dać wiele adrenaliny i wspaniały wypoczynek nawet z całą rodziną, Do takich miejsc wracamy.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ