Zaloguj

Wydanie 05/2018 - PREMIERA

Uwierzyłam w pellet
Uwierzyłam w pellet
Kasia Kozłowska

Przez całe życie byłam wielką zwolenniczką stosowania kulek oraz ziaren na włosie. Nigdy nie lubiłam i w zasadzie nie stosowałam pelletu haczykowego, ponieważ nie miałam do niego większego przekonania. W ciągu ostatniego roku wszystko się zmieniło, a pellet stał się jedną z moich „złotych przynęt”.

Co to takiego pellet?
Z pewnością w gronie osób, które czytają ten artykuł znajduje się grupka nowicjuszy, którzy mogą nie wiedzieć, czym jest tytułowy pellet. Jest to nic innego jak przede wszystkim rodzaj zanęty, której kształt przypomina walce w przeróżnym rozmiarze – zaczynając od 1 mm, kończąc nawet na 50 mm. Pellet jest również często stosowany jako przynęta, do której osobiście przekonałam się w tym roku. Stosują go zarówno karpiarze, feederowcy, jak sumiarze. Jego skład może być bardzo zróżnicowany. Począwszy od pelletów tworzonych na bazie mączek rybnych, kończąc na smakołykach wykonanych na bazie produktów pochodzenia roślinnego. W zależności od jego rodzaju i rozmiaru ma on jedno zadanie – ma zwabić ryby. Jego wielkim atutem jest to, że bardzo szybko pracuje w wodzie i jest w stu procentach rozpuszczalny. A na dnie łowiska tworzy coś na rodzaj dywanu zanętowego.

Cisza i spokój - to, co kocham najbardziej nad wodą.

Nigdy nie byłam zwolenniczką stosowania pelletu jako przynęty…
Przez większą część mojego karpiowego życia na włos zakładałam różne rodzaje kulek, ziaren oraz wiele nietypowych smakołyków, o których pisałam we wcześniejszych artykułach. Jednak nigdy nie mogłam przekonać się do pelletu, mimo chęci nie potrafiłam uwierzyć w tę przynętę. Wychodzę z założenia, że gdy człowiek nie wierzy w daną przynętę, wtedy ona po prostu nie zadziała, choćby była złotem. W tym roku wszystko uległo zmianie i po kilkunastu tygodniach spędzonych nad wieloma różnymi wodami zrozumiałam tak naprawdę moc i skuteczność tej oto przynęty. Odkryłam również, ile rzeczy możemy wykonać dzięki tej zwykłej-niezwykłej zanęcie.

Kolejna z gosławickich zdobyczy.

Doszłam do pewnego wniosku… Większość karpiarzy, w szczególności na łowiskach komercyjnych, stosuje pellet do nęcenia. Oczywiście na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic podejrzanego. Pellet ma wiele plusów – jest znacznie tańszy od kulek proteinowych, bardzo szybko zaczyna pracować w wodzie, przez co szybko uwalnia swoje wszystkie aromaty i wabi ryby oraz jest rozpuszczalny w przeciwieństwie do innych zanęt, jak np. ziaren, przez co przy jego użyciu nie przekarmimy ryb.
A jego najważniejsza zaleta – karpie na łowiskach komercyjnych nieraz poczuły bólu bycia na haku, ponieważ skusiły się na bałwanka, pop upa bądź inną kombinację wykonaną z kulek – są więc ostrożniejsze w stosunku do tego, co pobierają do jedzenia. Gdy każdy stosuje pellet do nęcenia, ryba zostaje wprowadzona w błąd. Jest ona przekonana, że każdy kolejny pellet jest również bezpiecznym jedzeniem i nie przypuszcza, że może się ona znaleźć za chwilę na haku.

Krok 1 - pellet wsypujemy do wiadra.

Każda zasiadka uczy nas czegoś nowego
W tym roku odwiedziłam naprawdę sporo łowisk, zarówno PZW, dzikich opuszczonych jeziorek, jak i oczywiście specjalnych łowisk karpiowych. Często były to zasiadki samotne, jak również takie, na które wybierałam się wspólnie z moim chłopakiem, Kacprem Stępniem, który jest bardzo dobrym karpiarzem. Jednym z celów naszego wspólnego wyjazdu było odwiedzenie przepięknej polskiej wody – łowiska Gosławice. Od lat chciałam tam pojechać, lecz nigdy mi się to nie udawało. Na pierwszy rzut oka łowisko robiło na nas bardzo dobre wrażenie. Bardzo zadbane miejsce, z dobrym zapleczem dla wędkarzy. Piękna woda wcale nie okazała się łatwym łowiskiem. Po pierwszym dniu obraliśmy pewną taktykę i wiedzieliśmy mniej więcej, jak się za nią zabrać. Kluczowym elementem okazał się sam pellet, którego zużyliśmy blisko 50 kg. Tamtejsze karpie bardzo dobrze go znają, ponieważ praktycznie każdy, kto łowi na tej wodzie, używa go do nęcenia. Nie chciałam sypać bezpośrednio suchego pelletu, dlatego wykonałam bardzo fajną, bogatą w różne składniki zanętę, której głównym elementem był właśnie pellet halibutowy. Ulepiliśmy z niej sporo kul wielkości pomarańczy, którymi porządnie obsypaliśmy nasze miejscówki. O tym, jak ją przygotować, będziecie mogli przeczytać poniżej. Przyrządziłam również pastę pelletową, którą wykonałam podobnie jak zanętę. Taką pastą wspólnie z Kacprem oblepialiśmy ciężarki oraz nasz smakołyki na włosie. Takie ciasto jest bardzo fajnie i przez dość długi czas utrzymuje się na włosie, przez co efektywnie wabi karpie. W ciągu siedmiu dni, pomimo ogromnych upałów, które nie odpuszczały, udało nam się złowić naście karpi, w tym kilka ładniejszych wagowo sztuk. Dwa największe okazy ważyły 23 oraz 24 kg. Jak widać zanęta pelletowa okazała się rewelacyjnym wyborem.

Krok 2 - zalewamy go wodą wraz z atraktorem i odstawiamy na około 20-30 minut.

Kolejną wodą, którą odwiedziliśmy, było łowisko Jarosławki. Bardzo dużo czasu spędzamy z Kacprem nad tym łowiskiem, więc znamy je już bardzo dobrze. Karpie bardzo się tam wycwaniły i chętnie pobierają nietypowe przynęty, ale nie zawsze można je niestety kupić, ponieważ w dzisiejszych czasach każdy z nas ma bardzo mało czasu. Podobnie jak na większości komercyjnych wód i tam grono karpiarzy próbuje zwabić nasze ukochane rybki za pomocą pelletu. Kacper, w przeciwieństwie do mnie, bardzo często preferował łowienie na pellet, kiedy ja kombinowałam z różnymi kulami. Oczywiście każde z nas miało wyniki, lecz muszę przyznać szczerze, że po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że większość ryb przez nas łowionych decydowała się pobierać 12-milimetrowy, czerwony Dynamite Baits Robin Red Carp Pellet. Pomyślałam wtedy sobie, że może faktycznie warto przekonać się do tej przynęty. Zmieniłam więc kule na pelleciki. Ilość brań się znacznie zwiększyła. Pomimo wielu karpi, których waga była bliska, a niekiedy przekraczała 20 kg i tak nie miałam jeszcze stupprocentowego przekonania do tej przynęty. Można powiedzieć, że podchodziłam do niej z pewnym dystansem.
Kolejną wodą, na której zdecydowaliśmy się łowić, był Staw Sumowy, który mieści się niedaleko wyżej opisywanego łowiska Jarosławki. Znajduje się na nim ogromna ilość bardzo walecznych karpi. Tym razem zamieniliśmy nasze „ciężkie” karpiówki na delikatne zestawy karpiowe z malutkimi haczykami, lżejszymi ciężarkami i z malutkimi przynętami. Tym razem sięgnęliśmy po mały kaliber przynęt – 8-milimetrowe pelleciki o różnych smakach i kolorach. Stosowaliśmy smaki halibut, Robin Red, ananas, orzech tygrysi oraz czosnek. Do zestawu podczepialiśmy woreczek PVA z kilkoma ziarenkami takiego pelletu. Kilka minut po zarzucie następował magiczny i upragniony dźwięk naszego sygnalizatora, a na brzegu pokazywały się przepiękne karpie i amury.
Ostatnią wodą, nad którą zawitałam, był całkiem dziki staw położony nieopodal miejscowości, w której mieszkam. Tym razem podczas zasiadki towarzyszyła mi moja siostra, Aleksandra. Była to jedna z pierwszych zasiadek Oli, dlatego też bardzo mi zależało na tym, by moja siostra coś złowiła i polubiła łowienie karpi. Przygotowałam więc dla niej bardzo delikatny zestaw karpiowy z koszyczkiem do method feederka i małym haczykiem w rozmiarze 8. Na gumeczkę założyłam 8-milimetrowy pellecik o smaku ananas & skopeks. W koszyczku znalazł się natomiast miks wykonany z 3-milimetrowego pelletu o tym samym smaku, co ten haczykowy. Tak przygotowany zestaw zarzuciłam na przeciwną stronę stawu. Po upływie około 30 minut nastąpiło branie. Po niedługim holu na brzegu zameldował się niedużych rozmiarów karp, który dla mojej siostry był przeogromny i sprawił jej wiele radości.

Krok 3 - dodajemy pozostałe składniki jak kukurydza konserwowa i gotowana, pokruszone kulki, konopię itd.

Kolejne branie pojawiło się na mojej wędce, którą postanowiłam uzbroić w żółty pellet o smaku słodkiej kukurydzy i wanilii. W woreczku PVA podałam bardzo mały 3-milimetowy pellet w tym samym smaku. Dodatkowo zalałam go liquidem o tym samym smaku, co moja przynęta. Jak widać taka kombinacja okazała się słusznym wyborem, gdyż udało mi się złowić naprawdę piękną jak na tę wodę rybę. Muszę przyznać szczerze, że trochę żałuję, że wcześniej nie miałam przekonania do pelletu, który okazał się naprawdę bardzo skuteczną przynętą na różnych rodzajach wód. Dzięki niemu udało mi się złowić wiele ładnych ryb.

Krok 4 - tak wyglądają gotowe kule.

Jak przygotować zanętę pelletową?
Jej wykonanie jest bardzo proste, lecz potrzebujemy na nie trochę czasu. Na początek pobieramy trochę wody z jeziora, którą warto wzbogacić. Ja dodaję liquid o smaku słodkiego orzecha, który wykonuje w wodzie ogromną smugę. Dokładnie mieszamy wodę z liquidem, a następnie wlewamy do wiaderka z pelletem i odkładamy na około 30 minut, by z pelletu zrobiło się coś na wzór papki. W międzyczasie możemy sobie przygotować składniki, którymi warto wzbogacić naszą mieszankę. Ja dodaję ziarna gotowanej i konserwowej kukurydzy, tuńczyka z puszki oraz sporą ilość pokruszonych kulek. Jeśli mam przy sobie, zawsze dodaję również białe robaki. Po upływie 30 minut wszystkie z wyżej wymienionych składników dodajemy do pelletu i porządnie mieszamy. Robimy kule i gotowe.
Pastę przygotowuje się w bardzo podobny sposób. Wszystko, co należy zrobić, to zalać pellet wodą z liquidem i odstawić na pewien czas. Nie można jednak przesadzić z jej ilością, by z pasty nie zrobiła się za duża papka. Tak przyrządzona pasta sprawdzi się świetnie podczas oblepiania ciężarka, jak również tego, co znajduje się na włosie.

Kule zanętowe wykonane na bazie 8 mm pelletu i liquidu orzechowego.

Uważam, że pellet jest bardzo dobrą przynętą karpiową, która sprawdzi się na przeróżnych wodach i warto mieć ją pośród swoich karpiowych smakołyków. Dostępne są one w wielu wariantach smakowych i rozmiarowych, tak więc każdy znajdzie dla siebie coś dobrego.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ