Zaloguj

Wydanie 05/2018

Solińskie lato
Solińskie lato
Paweł Popowicz

Tegoroczne lato na Podkarpaciu było wyjątkowo upalne. Zazwyczaj nie wybieram się nad zbiornik soliński o tej porze roku, gdyż ciężko osiągnąć wtedy przyzwoite efekty. Również łowione wówczas ryby przeważnie nie powalają wielkością. Ale jak to ostatnio bywa, wiele moich wypraw w Bieszczady nie zależy tylko ode mnie.

Być może brzmi to nieco dziwnie, ale w rzeczywistości tak właśnie jest. Od jakiegoś czasu wolę jeździć na ryby z kimś, na kim mogę polegać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Może się starzeję, a może już odwykłem od samotności na zasiadkach. Jednak najważniejszym powodem, dla którego nie lubię tam jeździć sam, jest po prostu bezpieczeństwo nad wodą. Z biegiem lat Solina coraz bardziej się zaludnia, co sprawia, że dzikie zwierzęta przyzwyczajają się do obecności ludzi i stają się śmielsze. Częściej niż dotąd podchodzą pod obozowiska i w którymś momencie może to dla nas nie być przyjemne spotkanie. Nie jestem strachliwy, ale jeśli chodzi o wilki czy w skrajnych przypadkach niedźwiedzie, których teraz tam nie brakuje, na plecach nie raz czułem dreszcze, gdy coś zbliżało się nocą w kierunku mojego namiotu. Do pewnego czasu myślałem, że to tylko mity, ale gdy po raz któryś z rzędu pod mój namiot podszedł sporej wielkości wyrzutek z wilczego stada, którego wcale nie odstraszały płomienie ogniska, stwierdziłem, że odpuszczę sobie takie samotne wypady. Pomyślałem, że za którymś razem może to być niedźwiedź. Jeśli śpisz, a on cię nie usłyszy i wejdzie do środka twojego namiotu... Wolę nawet nie myśleć, co by się wtedy działo.

Kolega Leszek, którego znam już ładnych parę lat, poinformował mnie, że w sierpniu jedzie nad Solinę i nie mam innej opcji, jak tylko jechać tam razem z nim. Choć Leszek często jeździ nad Solinę, to jakoś nigdy nie mogliśmy się razem zgrać w czasie. Tym razem stwierdziłem, że innej możliwości nie ma i muszę wykombinować choćby kilka dni, by razem z nim i jego bratem, Sławkiem, wybrać się na wspólną zasiadkę. Ta woda ma w sobie coś magicznego i mogę tam jechać tylko z ludźmi, którzy są według mnie naprawdę w porządku.

Król Soliny odpływa do swojego domu.

Nadszedł w końcu czwartek, czyli dzień mojego wyjazdu. Lechu z bratem siedzieli tam od środy. Jak na Leszka przystało, nie liczą się dla niego kilometry, które musi przepłynąć na wymarzone miejsce. Tak było też i tym razem. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że lepiej byłoby wybrać takie miejsce, do którego dopłynąłbym w pół godziny, a nie w dwie... No tak, tylko on miał lekką łódź, trzy akumulatory, solarną ładowarkę i silnik dwa razy mocniejszy od mojego. Ale czego się nie robi dla kolegów. Przytaknąłem Leszkowi, bo i co miałem zrobić? Po przyjeździe na miejsce zapakowałem swoją łódź, wsiadłem do niej i zaczęła się moja solińska przygoda.

Podmuchy wiatru były tak mocne, że moja ciężka łódka z włókna szklanego i podpięta Minnkota 30lb ledwo sunęła po wodzie. Gdy dotarłem na miejsce, przywitali mnie Leszek ze Sławkiem i jak się okazało, ich trzeci brat, Olek. Innymi słowy rodzinna wyprawa nad Solinę. Wszyscy przyjęli mnie tak serdecznie, jak tylko mogli. Oczywiście procentów też nie zabrakło, jednak wszystko w granicach rozsądku. Przecież w każdej chwili może zajść potrzeba wypłynięcia do ryby nocą, a wtedy kończą się żarty i w chwili nieuwagi można przepłacić to życiem swoim lub kolegi. Dlatego tak bardzo przykładam uwagę do każdorazowego zakładania kapoka. Szczególnie przy wypływaniu nocą, o czym wkrótce miałem się przekonać, ale o tym za chwilę.

Moja pierwsza ryba tej zasiadki.

Walka z lisem i piękny karp, który uciekł...
Pierwsza noc minęła spokojnie, przynajmniej na moich wędkach. Koledzy mieli parę odjazdów z miejscówki, którą zanęcili sobie noc wcześniej. Właściwie wszystkie ryby wyjechały z głębokości około 6 metrów. Nie były to duże karpie, jednak jeden z nich był szczególnie urodziwy, długi o barwie brązowo-złotej z przepięknymi dużymi łuskami. Nigdy jeszcze nie widziałem tak dużych łusek u karpia. Na boku miał dwa rzędy niczym karp lampasowy z tym, że jego ciągnęły się w linii górnej i dolnej, podczas gdy u lampasa są tylko na środku. Niestety mój opis musi wam wystarczyć, gdyż podczas sesji zdjęciowej nad ranem karp postanowił wyskoczyć z kołyski znajdującej się w wodzie. Zrobił to tak szybko, że nie zrobiliśmy mu choćby jednego zdjęcia. Jak stwierdził Sławek” „tak widocznie miało być...". U mnie choć brań nie było, to i tak się nie wyspałem. Nasze obozowisko odwiedził lis, który dobierał się do kulek proteinowych kolegów. Sławek postanowił z nim zaciekle „walczyć”, starając się go odstraszyć, co też konsekwentnie czynił przez resztę nocy, aż do samego rana. O poranku obudziło nas ostre słońce. Zapowiadał się upalny dzień. Tak też było do końca weekendu. Upały stawały się nie do zniesienia, co tym samym odbiło się na żerowaniu karpi. Postanowiłem łowić w nieco innych miejscach niż do tej pory. Zestawy kładłem w jeszcze płytszych rejonach, dość blisko brzegu, jednak z dala od naszego obozowiska. Taktyka była prosta: na każdy zestaw szły maksymalnie dwie garści kulek na miksach rybnych wykonanych przeze mnie. Już po niecałej godzinie nastąpiło pierwsze branie. W krótkim czasie złowiłem trzy karpie. Nie były to jakieś wielkie ryby, jednak wyjątkowo urokliwe, co dodało mi ochoty do działania.

Na Solinie burza zawsze przychodzi nagle.

Pożegnanie Leszka i przyjazd Kuby
Skończył się weekend i niestety musiałem pożegnać się z Leszkiem i jego braćmi. Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Na szczęście nie musiałem długo być sam, gdyż następnego dnia miał przyjechać mój dobry kolega, Kuba. Pod wieczór zerwał się potężny wiatr i rozpętała się burza. Musiałem szybko zabezpieczyć łódkę, gdyż fale były tak mocne, że do jej środka zaczęła wlewać się woda. Gdy burza się uspokoiła, zdążyłem jeszcze przed spaniem wywieźć swoje zestawy. Jednak nocą nic więcej nie zainteresowało się moimi przynętami, prócz kilku pazernych kleni.
Samotna noc niestety nie była przyjemna. Co chwilę coś łaziło po krzakach. W myślach powtarzałem sobie, że to tylko jeleń. Jednak dźwięk łamiących się gałęzi za plecami nie należał do najprzyjemniejszych. W końcu przyszedł ranek. Pojedyncze piśnięcia sygnalizatora zamieniły się wkrótce w potężny odjazd. To jest właśnie ten moment, dla którego ponosi się trudy wyprawy nad Solinę. Szybko wybiegłem z namiotu i wskoczyłem do łódki. Ryba wybrała już sporo żyłki, jednak gdy dopłynąłem do niej, nie walczyła zbyt mocno. Karp po kilku odjazdach dał się szybko podebrać. Po przybyciu do brzegu udało mi się zrobić kilka zdjęć i ryba wróciła do wody. Niedługo potem przypłynął Kuba i zaczęliśmy przygotowywać kolejne kije do wywózki. Gdy już wszystko było ogarnięte, przyszedł czas wypić sobie wspólne piwko. Rozmowy przy browarku upłynęły nam w miłej atmosferze do późnych godzin wieczornych. Około godziny drugiej w nocy obudził mnie ponownie sygnalizator. Gdy tylko wybiegłem z namiotu, zaskoczyła mnie gęsta mgła. Obudziłem Kubę i spytałem, czy ze mną popłynie? Jego wzrok dawał wiele do myślenia. Nie był pewny, czy mówię serio, ale nie mieliśmy dużo czasu na zastanowienia. Karp szybko jechał wzdłuż zaczepów i nie było mowy o przyholowaniu go. Szybko ubraliśmy na siebie kapoki i odbiliśmy od brzegu. Chwilę później nie wyglądało to za dobrze. W świetle latarki nie było widać zupełnie nic. Momentalnie straciliśmy orientację. Nie wiedziałem, gdzie jesteśmy. Mgła robiła się coraz gęstsza, a ja nie mogłem odnaleźć linii drzew na brzegu. Jedyne, co mogliśmy zrobić, to zgasić latarki. Gdy tylko oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegłem czubki drzew oraz lampkę solarną, która tliła się przy naszym obozowisku w miejscu, gdzie cumowałem łódkę. Kuba trzymał wędkę, na której ciągle był jeszcze karp, a ja skierowałem łódź w kierunku brzegu tak, by nie stracić orientacji na wodzie. Płynęliśmy do ryby dosłownie kilka metrów od brzegu. Żyłka szła wzdłuż skał i musiałem bardzo uważać, aby nie uderzyć o nie łódką, gdyż to mogłoby się skończyć nieciekawie. Gdy już dopłynęliśmy do karpia, ten stał spokojnie nieopodal skał i w ogóle się nie ruszał. Wiedziałem, że jest na końcu wędki i musiałem naprowadzić go sprawnie na podbierak, by ryba nie weszła nam w skały. Nie miałem teraz ochoty na jakiś dłuższy hol przy skałach w takiej mgle. Szybko podniosłem karpia do powierzchni, a Kuba sprawnie włożył rybę do podbieraka. Gdy dopłynęliśmy już do brzegu, kamień spadł mi z serca. Wiedziałem, że już nigdy nie zaryzykuję holu z łódki nocą w tak gęstej mgle. Rybę włożyliśmy do worka, a wędkę odłożyłem na podpórki, by z ulgą położyć się w wygodnym łóżku.

Soliński dzikus, który wziął nocą podczas gęstej mgły.

Kontrola straży rybackiej
Następnego dnia słonko również obudziło nas, mocno grzejąc w namiot. Kolejny dzień też miał być gorący. Temperatura już od godziny dziewiątej stawała się nie do wytrzymania. Gdyby nie odrobina cienia tuż przy leśnej skarpie, który dawał trochę ulgi, nie wytrzymalibyśmy zbyt długo w tym słońcu. Wkrótce pojawiła się łódź straży rybackiej, która codziennie patrolowała nasz rejon. Jednak od czasu pierwszej kontroli u nas, która miała miejsce pierwszego dnia mojego pobytu, dopiero teraz zawitali ponownie. Po okazaniu rejestru połowu, który zawsze skrupulatnie sprawdzają, zamieniliśmy z nimi kilka zdań. Okazało się, że tylko my złowiliśmy jakieś karpie w promieniu kilkunastu kilometrów. Co więcej, znajomy strażnik z Przemyśla opowiedział nam historyjkę o wystraszonej rodzinie i niedźwiedziu wdzierającym się do ich namiotu. Z jego relacji wynikało, że byli wprost przerażeni. Jednak udało im się uciec do łódki i wyszli z tego spotkania bez większych obrażeń, oczywiście nie licząc tych, które pozostały już chyba na stałe w ich psychice. Rodzinka pewnie drugim razem głęboko się zastanowi nad kolejnym wspólnym wypadem pod namioty. Niestety potwierdziło to moje wcześniejsze obawy i pewnie prędko nie zdecyduję się na samotną wyprawę nad Solinę. Samotny wyjazd ma ten minus, że samemu jest się bardzo cicho, a to niestety stwarza niebezpieczeństwo, że zwierzyna może nas nie usłyszeć i niebezpiecznie blisko zbliżyć się do naszego namiotu, zwłaszcza gdy śpimy.

Zmiany ciśnienia przyniosły wiatr i nieco natleniły wodę. W pewnych warunkach mogą wpłynąć korzystnie na brania.

Przez kolejne dni również panował niesamowity upał. Karpie, choć było je widać pod powierzchnią wody, kompletnie ignorowały nasze smakołyki. Tafla wody była bardzo gładka. Prognozy pogody nie napawały optymizmem. Woda zaczynała opadać i dalsze kontynuowanie zasiadki straciło jakikolwiek sens. Kolejnego ranka po bezrybnej nocy postanowiliśmy zwinąć nasz sprzęt i wrócić do domu. W myślach już planowałem kolejny wypad nad Solinę. Karpiowanie na tej wodzie uzależniło mnie coraz bardziej i nie wyglądało na to, by w niedalekiej przyszłości miało się to zmienić.
Na koniec chciałbym udzielić kilku rad tym, którzy chcą wybrać się na karpie nad Jezioro Solińskie. Nie przesadzajmy z alkoholem, a jeśli już nam się to zdarzy, nie wsiadajmy do łódki, jeśli nie czujemy się na siłach. W nocy należy zawsze ubierać kapok przed wypłynięciem na jezioro. Kapok nic nam nie pomoże, jeśli będzie leżał gdzieś na łódce, a nie będziemy mieli go na sobie. Nagły podmuch wiatru podczas zbliżającej się burzy może nas kosztować życie. Starajmy się też nie zostawiać jedzenia na wierzchu, czy choćby otwartego wiadra z kulkami lub pelletem. Nasze przynęty mogą zwabić nie tylko karpie, ale też nieproszonych gości. Warto o tym pamiętać będąc w Bieszczadach i zachować zdrowy rozsądek. Solina jest piękna, ale też i bardzo niebezpieczna.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Komentarze
Jacek Opłatkowski
2018-11-11 07:15:05
Super artykuł
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ