Zaloguj

Wydanie 06/2018

Zagadki zimnej wody
Zagadki zimnej wody
Łukasz Lechowski

Późna jesień to okres, w którym panująca aura nie zachęca nas w żaden sposób do wyjazdu nad wodę. Krótkie dni oraz niska temperatura powietrza sprawiają, że złowienie karpia nie należy do najprostszych. Czy w takim razie jest w ogóle sens ruszać na zasiadkę karpiową?

Późna jesień, zima oraz wczesna wiosna to okresy, w których panująca aura nie sprzyja wyjazdowi nad wodę. Krótkie dni, kiepskie warunki pogodowe, opady deszczu, śniegu, a przede wszystkim niska temperatura powietrza sprawiają, że złowienie karpia także nie należy do najprostszych. W takim razie do kiedy mamy szansę coś złowić? Czy jest jakiś próg, temperatura graniczna poniżej, w której ryby przestają żerować, a my nie mamy po co jechać nad wodę? Właśnie w tym artykule podzielę się z wami moimi przemyśleniami związanymi z tym, co zrobić, by zwiększyć swoje szanse na złowienie karpia, a nawet amura w tzw.

zimnej wodzie. Bo dla mnie jedynym ograniczeniem wyjazdu na karpiową zasiadkę jest chwila, kiedy tafla wody zostanie pokryta lodem.

Piękny dzikusek z płytkiej miejscówki.

Obalamy mity
W środowisku karpiowym utarło się, że w wodzie o niskiej temperaturze karpie i amury przestają być aktywne. Idąc dalej, wiele osób twierdzi, że gdy schłodzi się ona poniżej magicznych 10 stopni Celsjusza, ryby kierują się w głębokie partie wody, gdzie spędzają zimę i nie pobierają pokarmu. Jest to całkowita bzdura i nieprawda. Oczywiście z pierwszą kwestią po części się zgodzę. Karpie są zmiennocieplne. Ich metabolizm uzależniony jest w głównej mierze od temperatury wody. Nie zużywają już tak dużej ilości energii, co chociażby latem, ponieważ nie pływają po całym zbiorniku w poszukiwaniu pożywienia. To, że są mniej aktywne, nie znaczy jednak, że nie pobierają pokarmu. Robią to o wiele rzadziej niż w cieplejszych okresach. Podobnie jest z procesem jego strawienia, który trwa o wiele dłużej. Różnica między trawieniem w temperaturze wody około 25 stopni, a 10 stopni może wydłużyć je nawet pięciokrotnie. Musimy także pamiętać, że karp nie posiada żołądka. U ryb pokarm trawiony jest w jelitach.

Głęboko czy płytko?
Aby być skuteczni, musimy przede wszystkim zlokalizować ryby. I tutaj zaczynają się schody... I nie są one ruchome... Tłum głosi, że jesienią łowimy na głębokiej wodzie, a wiosną na płytkiej. Jest w tym dużo prawdy, ponieważ wiosną woda szybciej nagrzewa się w płytkich zatokach, a jesienią jest cieplejsza w głębokich partiach. Ale nie zawsze tak jest. Ostatnio, kiedy przez kilka dni świeciło słońce, a wiatr wiał w moim kierunku, cieplejsza woda gromadziła się niedaleko brzegu, w spokojnej zatoczce i to właśnie tam miałem najlepsze efekty w nocy. Nie namawiam was do tego, żeby postępować podobnie, jak ma to miejsce na giełdzie papierów wartościowych, czyli jak wszyscy mówią, żeby kupić akcje, to wtedy należy je sprzedać, ale warto jeden zestaw zostawić w miejscu, w którym wiemy, że ryby wcześniej się pojawiały albo jak było w moim przypadku ciepła woda została tam nawiana przez wiatr.

Nocny gość z końca października.

Po tegorocznych późnojesiennych zasiadkach moje karpiowe myślenie troszeczkę się zmieniło. Od wczesnej jesieni aż do samej zimy łowiłem na jednym z dużych zbiorników nieopodal mojego miejsca zamieszkania. Ryby mają gdzie szukać optymalnych warunków, bo głębokość waha się od metra aż do prawie trzydziestu. Stopień trudności, jeśli chodzi o lokalizację ryb, jest bardzo wysoki. Wiedząc, że będę chciał spędzić na tej miejscówce moją karpiową jesień, nęciłem na trzech różnych głębokościach, zaczynając od 1,5 metra, a kończąc na 9 metrach. Wiem, że taki rodzaj nęcenia wymaga od nas czasu i poświęcenia, a także dużej ilości bardzo dobrej jakości kulek proteinowych. Ale czego nie zrobimy, żeby móc cieszyć się sezonem karpiowym, aż do zamarznięcia wody... W początkowej fazie łowiłem w najpłytszych miejscach. W momencie, kiedy temperatura wody spadła poniżej 12 stopni, przeniosłem jedną wędkę na głębokość 6 metrów, a gdy na termometrze pojawiła się cyfra 8, zestaw powędrował na głębokość 9 metrów. Cały czas jednak jedną wędkę zostawiałem w najpłytszym miejscu, gdzie miałem okazję złowić kilka karpi. Nasuwa się wam zapewne pytanie: „Po co zostawiałem zestaw na płytkiej wodzie, skoro była tam teoretycznie najzimniejsza?”. Ja to nazywam „efektem przyzwyczajenia”. Sprawdziło mi się to już kilkakrotnie w poprzednich latach, a szczególnie pod koniec lat 90., kiedy obławiałem przez cały rok jedno miejsce. Uważam, że długotrwałe i obfite nęcenie latem i wczesną jesienią da nam możliwość złowienia ryby także w listopadzie, a nawet grudniu, jeśli oczywiście aura nam na to pozwoli. Wiem, że karpie i amury nie są już takie żarłoczne, ale w wodzie nie ma już za dużo naturalnego pokarmu, przez co ryby, które chcą jeszcze coś zjeść, chętnie odwiedzą miejsce, w którym mogłyby znaleźć wysokowartościowy pokarm w ciepłych porach roku. Tak też było podczas jesieni 2018, a najśmieszniejsze jest to, że udało się obalić kilka mitów, które bardzo mnie zaskoczyły. Pierwszym jest to, że na zasiadki amurowe wybierałem się zawsze, kiedy temperatura wody przekraczała 15 stopni Celsjusza. Właśnie wtedy mam gwarancję, że ryby żerują, a ja mogę z powodzeniem czekać na branie. Tej jesieni po raz pierwszy ten mit został obalony, pod koniec października. Wraz z Moniką złowiliśmy złotą torpedę w wodzie, która miała zaledwie 12 stopni. Kolejne amury zagościły na macie w połowie listopada, przy temperaturze wody niespełna 8 stopni Celsjusza. Ta sytuacja pokazała mi, że w karpiarstwie wszystko jest możliwe, a w tym przypadku zapewne zadziałał efekt, o którym wspominałem.

Jesienią aura potrafi być niewdzięczna.

Największa niespodzianka tej jesieni.

Jak zimno, to na śmierdziela
Łowienie wiosną i jesienią kojarzy się wszystkim z tym, że na włosie lądują kulki tzw. śmierdziele. Wiem, że można przygotować je tak, żeby szybciej pracowały i były skuteczne. Na tej zasiadce łowiłem i nęciłem jednak kulkami o słodkich smakach. Nie zmieniałem tego, nawet kiedy woda spadła poniżej 10 stopni, bo uważałem, że ryby się do nich po prostu przyzwyczaiły. To tak jak z ludźmi, my także przyzwyczajamy się do dobrych rzeczy. Spróbuję wam wyjaśnić, dlaczego były takie skuteczne, i to na dużej wodzie PZW z małą populacją ryb. Nie ukrywam, że planując tę zasiadkę liczyłem bardziej na odpoczynek i relaks niż na łowienie. Na szczęście udało pogodzić się obie przyjemności. Wróćmy jednak do kulek. Jakie one powinny być, by nawet w zimnej wodzie zachęciły karpia czy amura do brania. Po latach doświadczeń, prób i eksperymentów mogę stwierdzić, że kulki powinny być o tej porze roku przede wszystkim szybko strawne, aby ryby mogły często odwiedzać naszą miejscówkę, przez co będziemy mieli większą szansę na ich złowienie. Przypominam, że ich metabolizm jest znacznie spowolniony. Musimy zwrócić także uwagę na to, które substancje lepiej się rozpuszczają i rozprowadzają w zimnej wodzie, a które pozostają na dnie i zamierają. Tutaj nasuwa się przykład, jak bardzo skuteczny olej w letniej porze może być bezużyteczny w niskich temperaturach. Staje się po prostu bardzo lepki i nie jest w stanie rozprowadzać aromatów przy dnie. W produkcji kulek o słodkich smakach używam więcej białek mlecznych, które dodatkowo stymulują karpie i amury do żerowania w okresie‭ tzw. zimnej wody. Lepsza‭ rozpuszczalność produktów serwatkowych i enzymów białka sprawiła, że #ANANAS oraz #extraMORWA świetnie sprawdzały się zarówno w okresie letnim, jak i późnojesiennym. Można powiedzieć – kulki całosezonowe. Co do rozmiarów, to także nie przekraczam rozmiaru 15 mm. Lubię także kombinację kulki tonącej z małym dumbelsem lub mikropop-upem o średnicy 10 mm. Taka kombinacja pozwala na jeszcze łatwiejsze zassanie przynęty przez leniwego karpia.

 

W punkt!

W punkt

Tak można nazwać sposób nęcenia. Skupiam się tylko na tym, co jest obok kulki. Pellety zalewam wrzątkiem i najczęściej formuję z nich kule zanętowe, łącząc pastę z mocno rozgotowaną kukurydzą, która jest bardzo łatwo przyswajalna i szybko trawiona. Lubię także pokroić kilkanaście kulek. Ten proces także znacznie skraca proces trawienia oraz sprawia, że szybciej wydobywa się z nich aromat, który wabi ryby w okolicę naszego zestawu.

Krótszy włos ułatwia pobranie przynęty.

Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział: „Nie ma złej pogody na ryby, możemy być tylko źle ubrani oraz nieodpowiednio przygotowani”. Dlatego zachęcam was do karpiowania także w zimniejszych porach roku, a każdy złowiony karp wynagrodzi wam wszystkie niedogodności, które możemy napotkać w tych najchłodniejszych okresach.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ