Zaloguj

Wydanie 06/2018

Złociste karpie i jesienna integracja
Złociste karpie i jesienna integracja
Przemysław Pająk

Zupełna cisza nad wodami, letni gwar dawno ucichł, przyroda powoli zasypia. Nad brzegiem niewielu wędkarzy, nikt nie spaceruje, nikt nie hałasuje, nie słychać nawet ptaków. Nadszedł miesiąc, w którym co rok spędzam nad wodą kilkudniową zasiadkę – listopad. Zazwyczaj samotna, jesienna wyprawa, w tym sezonie zaplanowana w towarzystwie zaprzyjaźnionego teamu, koleżeńska zasiadka z pozytywnym przekazem. Łączy nas wspólna pasja.

Przygotowania do zasiadki trwały już od dłuższego czasu. Ponieważ późna jesień bywa bardzo zaskakująca i nieprzewidywalna, w moim ekwipunku znalazł się nowy piecyk dogrzewający. Nauczony doświadczeniem z ubiegłych lat, stwierdziłem, iż tego rodzaju osprzęt do biwaku przyda się do podgrzania namiotu, gdy temperatura spadnie poniżej zera. Jednak tegoroczna jesień zaskoczyła nas wysokimi temperaturami, a już sam listopad to był istny rekord ciepła. Obserwując prognozy przed wyjazdem, wiedziałem już, że sama zasiadka przebiegnie w komfortowych warunkach pogodowych. Dla nas, karpiarzy, przygotowanych nawet na najbardziej ekstremalne warunki pogodowe, żadna aura nie straszna, ale gdy temperatury w danym miesiącu mocno odbiegały od tych normatywnych, zaczynałem martwić się o to, jak zareaguje ryba, czy zeszła już na głębsze partie zbiornika na głębokie blaty, czy gdy temperatura wzrośnie, będzie dalej aktywnie poszukiwać pożywienia wzdłuż podwodnych górek, na spadach? Jaką obrać taktykę, gdzie kłaść zestawy? To odkrywaliśmy w kolejnych dniach.

Karpie żerowały całą dobę, brania w dzień, noc i o każdej możliwej godzinie.

W pierwszą dobę zasiadki byłem jeszcze sam nad wodą, reszta ekipy miała dołączyć w kolejnych dniach. W noc wyjazdu nadeszło gwałtowne ocieplenie, korytarz gorącego powietrza napływał z południa Europy i nastąpiła bardzo radykalna zmiana temperatury z pięciu stopni do nawet osiemnastu w dzień! Czuć było to wyraźnie po gwałtownym wietrze, który był tak silny, iż uniemożliwił mi wywózkę zestawu, a więc pierwsze przynęty trafiły na miejsca dopiero pod wieczór. Przygotowany na typowo zimną, jesienną aurę byłem zaskoczony, kiedy w pierwszą noc temperatura nie spadła

poniżej 13 stopni, więc komfort samego przebywania nad wodą był iście letni. Nie odczuwało się wilgoci, nie padał deszcz, czuć było ciepły letni wiatr - takich warunków się nie spodziewałem. Zastanawiało mnie, jak na taką anomalię zareagują ryby. Głęboka żwirownia ma to do siebie, że bywa bardzo kapryśna, ale sześć lat spędzonych nad tym zbiornikiem pozwala mi już wyciągać realne wnioski i dostosowywać swoją taktykę do pory roku. Postanowiłem, iż swoje zestawy, w celu sprawdzenia, położę i na głębokiej wodzie, czyli poniżej 7 metrów, i na spadach górek na głębokości około 5 metrów. Z pierwszym karpiem tej zasiadki przyszło mi się zmierzyć kolejnego dnia rano. Po krótkim, ale intensywnym holu piękny łuskacz znalazł się na macie. Nie był to rekord wody, ale karp sportowiec, który przyniósł wiele satysfakcji.

Na to wszyscy czekamy, hol zwieńczony podebraniem.

Łuskacz z pierwszej doby, pozytywny początek.

Jedna ryba nie jest potwierdzeniem żadnej teorii, ale wiedziałem już, że kolejne karpie będą tylko kwestią czasu. Ryby co jakiś czas pokazywały się na wodzie, ilość imponujących spławów w kolejnych dniach, a szczególnie w nocy, była nie do opisania! Takiej intensywności jeszcze na tej wodzie nie widziałem, wyobraźnia więc działała z podwójną siłą. Nie ukrywam, iż celem zasiadek o tej porze roku, poza naturalną chęcią spędzania czasu na łonie przyrody, jest złowienie dużego karpia, a z racji, iż karpiuję już od lat dziewięćdziesiątych i naprawdę sporo karpi trafiło w tym czasie na moją matę, to małym, prywatnym celem są karpie powyżej piętnastu kilogramów. Oczywiście każdy karp cieszy, ale jest to po prostu mój cel, jaki stawiam sobie już od kilku lat.

Wspólna pasja łączy ludzi - pozytywna zasiadka.

Dobę po moim przyjeździe nad brzegiem zameldowali się koledzy, z którymi przyszło mi spędzić kolejne kilka dni nad wodą. Wszyscy zaskoczeni letnią temperaturą i pełni optymizmu czekaliśmy na to, co przyniosą następne godziny. Każdy pieczołowicie przygotował swoje zestawy, przynęty i zanęty, każdy z nas miał swoją przygotowaną taktykę, teorię na złowienie listopadowego karpia. Teorie te wspierały się i mieszały wzajemnie, a długie, późnojesienne wieczory pozwoliły na wielogodzinne rozmowy przy karpiowym stoliku, wspólne analizowanie sytuacji nad wodą. Karpiowym opowieściom z minionych sezonów nie było końca, klimat naszej wspólnej zasiadki był bardzo pozytywny. Z racji pracy zawodowej w branży wędkarskiej, widzę jak świat karpiowy poprzez „powiązania firmowe” jest podzielony, jak wiele niepotrzebnych, negatywnych emocji towarzyszy dyskusjom na różnych forach - w mojej ocenie zmierza to w złym kierunku i staram się dystansować i odcinać od wszelkich konfliktów. Dlatego cenię sobie towarzystwo prawdziwych pasjonatów, ludzi, którzy szanują siebie nawzajem, swoje czasem odmienne zdania. Łączy nas wspólna pasja i to się liczy.

Jedna z moich ulubionych przynęt - kulka ziołowa.

Listopad zaskoczył letnią pogodą, a karpie dodatkowo podgrzewały atmosferę.

Kolejne dni naszej wspólnej zasiadki to był festiwal pięknych holi karpi. Ryby naprawdę intensywnie żerowały, czego potwierdzeniem były maty i worki pełne karpiowych odchodów. Karpie przygotowywały się już do zimowej stagnacji, nabierały tłuszczu potrzebnego do przezimowania. Mimo dość słonecznej i ciepłej pogody, żerowały w najgłębszych partiach zbiornika. Obserwacja wody i odczytu echosondy wskazywały, iż ryb więcej jest w pobliżu podwodnych górek na spadach, jednak pływały one tam w toni wodnej, natomiast na głębokości ponad 7 metrów na dużych rozległych blatach karpie pojawiały się pojedynczo, z tym że były to żerujące ryby. Tam więc kładliśmy zestawy. Na branie czasem trzeba było czekać pełną dobę, jednak o tej porze roku nikt nie spodziewał się dużej ilości odjazdów. Karpiowe brania były raczej chimeryczne, często nasze swingery tylko podchodziły do kija i stały. Typowych, szalonych letnich odjazdów karpi było zdecydowanie mniej.

W karpiowym duecie.

Złote karpie z głębokiej wody.

Wynik naszej wspólnej, kilkudniowej, listopadowej zasiadki zaskoczył nas samych. Na matach pojawiło się ostatecznie kilkanaście karpi, w tym kilka karpi powyżej piętnastu kilogramów. Ukoronowaniem wysiłków były trzy karpie powyżej 16 kilogramów. To było istotne i cieszyło, jednak nie wynik był tu najważniejszy a wspólne spędzenie tych kilku dni nad jesienną wodą, w atmosferze poszanowania i ze sporą dawką karpiowej adrenaliny. To była zasiadka pełna karpiowych emocji, zasiadka z pozytywnym przekazem. Dowodem jest fakt, że już zaplanowaliśmy kolejne wspólne karpiowe emocje w przyszłym roku.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Komentarze
Robert Rakowicz
2018-11-21 07:45:45
Łowienie karpi i wspólna pasja ponad podziałami, tak właśnie powinno być. Super artykuł. Graty Przemo!!!
Przemek Pająk
2018-11-22 10:26:57
Dokładnie, ponad podziałami, bez rywalizacji, bez ciśnienia na kilogramy :)
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ