Zaloguj

Wydanie 06/2018

Bałkańskie 41,44 kg - Andrzej Grygorowicz
Bałkańskie 41,44 kg - Andrzej Grygorowicz
rozmawia J. Dłubak

Od kilku lat Bałkany, a zwłaszcza Chorwacja, stały się nowym celem wypraw polskich karpiarzy. Podobnie jest w przypadku Andrzeja Grygorowicza, który podczas wrześniowej zasiadki na łowisku Zajarki koło Zagrzebia wyholował pełnołuskiego karpia o masie 41,44 kg.

Karp złowiony przez Grygorowicza był w tym momencie największym cyprinusem złowionym przez Polaka na świecie. Dołączył do grona trzech, a od tej chwili czterech Polaków mających „czterdziestkę” na koncie. W związku z tym poprosiliśmy o wywiad Andrzeja Grygorowicza i Łukasza Walotka, z którym od kilku lat tworzą zgrany karpiowy duet, a od 3 lat należą do

ekipy Grauvell Team Poland. W rozmowie opowiedzieli nam o swoich wędkarskich wyprawach, zarówno do Chorwacji, jak i innych państw oraz o tej pamiętnej zasiadce.

J.D.: Który to był Wasz wyjazd na Zajarki oraz ile razy w ogóle wędkowaliście w Chorwacji?
A.G.: Na Zajarkach byłem 5 razy, później 3 wyjazdy na Sumbar i jeden na Tribalj, czyli ogólnie 9 razy łowiłem w Chorwacji.
Ł.W.: Ja na Zajarkach łowiłem 6 razy, 2 razy na Sumbar i jeden na Triblaj – wtedy pierwszy raz startowaliśmy wspólnie z Andrzejem w zawodach.

J.D.: Zatrzymajmy się na chwilę przy Sumbarze. W tym roku też byłeś wspólnie z Michałem Ochlikiem. Jakie mieliście efekty?
A.G.: Na początku przyjechaliśmy na Zajarki i myśleliśmy, żeby zostać. Na następny dzień miały skończyć się tam zawody. Jednak Michał był nastawiony na Sumbar. Co prawda akurat polska ekipa zjeżdżała z tej wody i nic nie połapali. Mieli takie wewnętrzne zawody, nazwijmy to spotkanie.
Ł.W.: Jedynie 2 czy 3 stanowiska coś połowiły, choć nie były to kolosy.
A.G.: Ostatecznie po tygodniowej zasiadce nie mogliśmy narzekać, ja miałem jedną „20”, a Michał złapał amura 28 kg, plus kilka mniejszych.
Ł.W.: Jak Michał odwiedził nas na Gosławicach, to namawiałem go, żebyście pojechali na Zajarki. Zawsze wyjeżdżaliśmy 15 sierpnia na kilka dni, przy okazji długiego weekendu. Niestety ja w tym roku nie mogłem jechać. Pojechaliście z Michałem i jak zobaczył, jakie tam są ryby, jakie „role”, to zmienił zdanie.
A.G.: Przyjechaliśmy i znowu nie było miejsca. Pomyśleliśmy o Sumbarze, ale tam cena jest prawie dwa razy taka jak na Zajarkach. W razie czego mówi się trudno i będziemy krócej, ale sprawdziliśmy kalendarz rezerwacji i było pełno. Przespaliśmy się, później szukaliśmy miejsca, pogadaliśmy z Bogdanem (red. strażnik), po jakichś 2 godzinach zaczęła się pakować ekipa na „plaży”. Od razu poszedłem do nich i zajęliśmy sobie miejsca. Dowiedzieliśmy, że jest to dobre miejsce, tylko trudno w nim o duże ryby.

J.D.: Na jakich dystansach się tam łowi?
A.G.: Niecałe 90 metrów. 85-92 metry w zależności od miejsca.

J.D.: Z tego, co słyszałem, to na „plaży” jest dużo zaczepów? Czy to prawda?
A.G.: Tak, jak rzucisz za daleko, to masz zaczepy i jak łapiesz z prawej strony i ryba pójdzie w stronę „akwarium” (na prawo), to tam też jest ich sporo, ale na dystansie jest czysto.

J.D.: Ile mieliście wówczas ryb?
A.G.: Ja miałem 3 czy 4 sztuki, w tym 25 kg największego. Michał złowił bardzo dużo karpi, ale nie przekroczył 20 kg.

J.D.: Czy brania były regularne czy wyczekane?
A.G.: Michał miał strzały od razu, ja czekałem 3 dni. Sąsiedzi przychodzili, pytali, gdzie łowię i dziwili się, że nie mam brań, bo wszystko było - jak to mówili - „perfect”. Dopiero w piątek pierwsze branie.

J.D.: Przyszedł koniec września i wyjazd na Zajarki. Skład trzyosobowy. Był to już jak wspomniałeś piąty wyjazd nad tę wodę. Dużo słychać o tym, jaki ma potencjał, jak wyglądały przygotowania, podróż?
A.G. Jeśli chodzi o przynęty, to miałem kulki Jet Fish i Sticky Baits. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany i coś czułem, że dostanę „konia”. Jak gadałem z kolegami przed wyjazdem, czy w trakcie podróży, to cały czas mówiłem - „będzie koń”. Nie chciałem „30”, nie liczyłem na nią. Może 28 kg? Serio, nie myślałem o „trzydziestce”, choć czułem, że będzie moc.
L.W.: To prawda, całą drogę o tym mówił. Jeśli chodzi o przygotowania, to po kilku wyjazdach już wiesz, czego potrzebujesz i możesz zredukować graty. Ogólnie we trzech spakowaliśmy się do jednej osobówki.

J.D.: Zazwyczaj łowiliście od czwartku do niedzieli. Ile Waszym zdaniem potrzeba zanęty na taki wyjazd?
Ł.W.: 15-20 kg kulek w rozmiarze 14 mm, beczka orzechów i kukurydza.
A.G.: Łącznie na dwóch 120-150 kg zanęty.

J.D.: Ile wracało?
A.G.: Praktycznie nic.

J.D.: Wracając jednak do wrześniowej zasiadki, jak to było z tymi dwoma stanowiskami?
Ł.W.: Gdy przyjechaliśmy na Zajarki, to cała woda była zajęta. Obeszliśmy łowisko i wolne było tradycyjnie „ISO”. Poza tym wszędzie namioty. Najpierw myśleliśmy, żeby rozłożyć się przed zakrętem, bo tam są szerokie stanowiska. Zależało nam, żeby siąść razem, we trzech. Jednak i tak nie było miejsc. Doszliśmy do wniosku, że trzeba się rozdzielić. W końcu to 5 dni łowienia, więc nie ma co się ściskać. Jak Andrzej był w sierpniu, to widział, że z rogu pomiędzy „plato” a „plażą” siedziała jakaś ekipa i coś łowiła. Ogólnie to na tym miejscu mało się wędkuje i nawet parę lat temu rozmawialiśmy ze znajomym, który gdy robił zawody, to omijał to miejsce. Jest głęboko, są zaczepy, ryb nie ma i ogólnie najlepiej zapomnieć. A jak się okazało, podczas jednego wypadu padły tam 31,05 kg i 41,44 kg.
A.G.: Dodam jeszcze, że poznaliśmy tam bardzo fajnego chłopaka z Rumunii, który siadł po nas i przez tydzień złowił pięć ryb 20+.

J.D.: Wracając do zaczepów, czy mieliście jakieś problemy, zwłaszcza z tymi dużymi?
A.G.: Obydwie weszły w jakieś zawady. Z 30,05-kilogramową nie było takich problemów. Dociągałem ją do pewnego momentu i stawał. Nie chciałem go szarpać, żeby nie urwać. Otworzyłem kabłąk, ryba odpłynęła, znowu doholowałem i stop. Trzecie podejście i się udało. W tej chwili radość była ogromna i to już mi wystarczyło, a co było potem...

J.D.: Jaka była reakcja, gdy waga wskazała 41,44 kg?
Ł.W.: Andrzej zadzwonił do mnie i ledwie wydukał, że ma „czterdziestkę”, nie wierzyłem, podesłał mi zdjęcie. Później zadzwoniłem też do Ciebie.
A.G.: Zadzwoniłem do żony i powiedziałem tylko: „rekord”, a resztę przeczytaj w „Świecie Karpia”.

J.D.: Swoją drogą, jeszcze raz dziękuję, że przesłaliście nam zdjęcia, a wracając do karpiowania, to jak długo się w to bawisz?
A.G.: Dokładnie nie wiem, ale gdzieś tak od 2003 roku. Wszystko zaczęło się od Rzeczyc (red. inaczej Dzierżno Duże). Tam złowiłem pierwsze wielkie karpie. Gdy złapałem pierwszą piętnastkę i ją wypuściłem, to się u mnie zaszczepiło. Gdzieś jeszcze mam zdjęcie zamazane, prawie nie widać, ale jest.

J.D.: A jeśli chodzi o wyjazdy zagraniczne?
A.G.: Zaczęliśmy grubo, bo w 2012 roku wybraliśmy się nad Ebro. Rzekomo pojechaliśmy za sumem, ale ja po dwóch dniach nie wytrzymałem i przerobiłem zestawy na karpiowe. Byłem z żoną i kolegami. Później to już wszyscy łowili też na moje zestawy i bardzo obłowiliśmy się karpiami. Super były brania, tam nie było tak jak u nas „pik-pik” i koniec. Jak wyjechał, to ciągnął, aż podniosłeś kij.

J.D.: Hiszpania, Chorwacja, gdzie jeszcze?
A.G.: Bośnia – Pelagicevo, ale nie połowiłem. Mój kolega miał wtedy pięknego karpia, chyba 26 kg.
Ł.W.: Termin mieliście słaby, bardzo wcześnie i jeszcze zimno. Choć było kilka dużych ryb. Nie było ich wiele, ale konkretne.

J.D.: Jesteście zwolennikami małych czy dużych przynęt?
A.G.: Musisz obserwować, oglądać, co robią inni, miejscowi. My ostatnio cały czas łowimy na małe kulki i wydaje nam się, że wyniki są lepsze.
Ł.W.: Zdecydowanie, choć w tym roku od wielu znajomych dostajemy dziwne informacje, że na Zajarkach ryby zaczęły brać na grube kule – 24 mm czy 2 x 24 mm. Nie ma dużo brań, jednak ryby są solidne. Ogólnie w sezonie 2018 ta woda dała wyjątkowo wiele okazów. Zajarki czy Pelagicevo to wody rzutowe, więc sądzę, że lepiej stosować drobne kule. Choćby z tego względu, że łatwiej nimi rzucać, nęcić. A ryba jak ma wziąć, to weźmie i na 14, i na 28 mm.
A.G.: Przykład Balatonu.

J.D.: No właśnie, wracając do listy: Hiszpania, Chorwacja, Bośnia, Węgry?
A.G i Ł.W.: Czechy, Francja, Słowacja. Nie byliśmy w Austrii, Belgii, Holandii, ale na te kraje jeszcze przyjdzie pora.

J.D.: A Polska?
Ł.W.: W tym roku słabo. Kiedyś łowiliśmy na Rybniku, Goczałkowicach, ale teraz już rzadko.
A.G.: Ostatnio mieliśmy zawody na Uroczysku Karpiowym i muszę przyznać, że są tam ładne ryby. Ostatni raz byłem tam 3-4 lata temu po otwarciu i przez ten czas mnie nie ciągnęło. Jednak teraz jest faktycznie fajnie, ryby są silne i urosły.
Ł.W.: W tym roku na polskich wodach byłem tylko na Gosławicach, Wygoninie i Szmaragdowym Stawie, ale to były zawody.
A.G.: W przyszłym roku dojdzie PCM na Pogorii.
J.D.: Przynajmniej macie blisko, by jechać na trening.
Ł.W.: Nie sądzę, to jest duża woda, zróżnicowana i moim zdaniem dużo zrobi losowanie.

J.D.: Jakie plany na przyszły rok?
A.G.: Chodzi mi po głowie Euro Aqua, ale jest to drogi wyjazd. Jednak pamiętam, że jak ileś lat wstecz siedziałem na betonach w Rybniku, patrzyłem na „zrzut ciepłej wody” i mówiłem „jacy to są wariaci, 100 złotych płacić za dobę”. Nie minęło kilka miesięcy i też tam siedziałem. Potem mówiłem, po co takie drogie kije czy kołowrotki? Najważniejsze to dążyć do celu, być przygotowanym. Jeśli jesteś pozytywnie nastawiony, to złapiesz te ryby, to wygrasz zawody itd. Realne plany to na pewno w czerwcu obrona tytułu Mistrza Polski Polonii na Gosławicach i PCM we wrześniu.
L.W.: Ja jeszcze startuję w IBCC w kwietniu. Na pewno jeszcze prywatnie Zajarki i znając życie coś wpadnie nam do głowy. Czasami to jest kwestia kilku dni i można jechać.

J.D.: Jeśli już jesteśmy przy zawodach, to startujecie często w dużych imprezach (WCC, WCM, IBCC). Jak je oceniacie, jakie mieliście wyniki?
A.G.: Najbardziej podobało mi się na IBCC, atmosfera, organizacja. Choć dwa razy byłem na WCC i za drugim razem z Łukaszem i drugim Łukaszem zajęliśmy 7. miejsce. Super nam szło, nałowiliśmy ogromną ilość ryb.

J.D.: Gdyby liczyła się ilość, a nie obowiązywała formuła największych ryb, to byłoby „pudło”?
A.G. i Ł.W.: Mogłoby być. Wtedy Karel Nikl bardzo dużo łowił i ostatecznie też wygrał. Mieliśmy bardzo dużo ryb, ale nie przekroczyliśmy 17 kg.
Ł.W.: Moim zdaniem, jakby porównywać, to mnie też IBCC najbardziej się podoba. Balaton ma niesamowity potencjał. Rybostan, organizacja…

J.D.: Dziękuję Wam za poświęcony czas i jedynie mogę życzyć dalszych sukcesów. Do zobaczenia nad wodą.

Trzy tygodnie po wspaniałym połowie Andrzeja Grygorowicza Marcin Kusion podczas wyprawy nad włoskie łowisko Lago Di Salasco wyholował karpia pełnołuskiego o masie 41,90 kg. Jednocześnie to on przejął niepisany tytuł łowcy największego karpia pokonanego przez Polaka. Gratulacje dla obydwu karpiarzy. Niewątpliwie wyholowanie ryby przekraczającej już 30 kg jest ogromnym sukcesem, zaś polskich karpiarzy, którzy złowili „czterdziestki”, jest obecnie pięciu (M. Kusion, A. Grygorowicz, M. Mizera, P. Lar i J. Dąbrowski).

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ