Zaloguj

Wydanie 06/2018

Karpie z głębin
Karpie z głębin
Marcin Burek

Karpiowy sezon ma to do siebie, że szybko przemija i zanim się obejrzymy, już trzeba myśleć o pakowaniu wędek do szafy. Są oczywiście karpiarze, którzy łowią cały rok, ale jest to tylko mały procent karpiowych zapaleńców.

Choć praca w branży wędkarskiej nie pozwala mi na planowanie zasiadek z dużym wyprzedzeniem, to chciałem w minionym już sezonie zaplanować kilka wypraw zdecydowanie wcześniej. Jedną z nich był wyjazd nad Jezioro Krążno na Kaszubach. Wszystkie ustalenia wrześniowej zasiadki dograliśmy już w czerwcu. Pozostało tylko czekać a dni minęły błyskawicznie.

Przed wyjazdem starałem się znaleźć jak najwięcej informacji o łowisku.

Na Krążnie nigdy jeszcze nie łowiłem, a każdy news miał pomóc w lepszym rozszyfrowaniu jeziora. Rekord powyżej 30 kg i karpie łowione po 20 kg rozbudzały wyobraźnię. Jednak mimo wszystko liczyłem na swoje doświadczenie i karpiową intuicję. W daleką, sześćsetkilometrową drogę wyruszyłem w pozytywnym nastroju. Jak zawsze nie nastawiałem się na rekordy, a zależało mi na kilku fajnych i walecznych karpiach. Niestety, moja przygoda rozpoczęła się niezwykle pechowo. W połowie trasy, po przerwie na tankowanie, mój samochód odmówił posłuszeństwa. Dopiero po niespełna godzinie udało mi się znaleźć kierowcę, który miał kable rozruchowe. Odetchnąłem z ulgą, bo dzięki temu mogłem kontynuować podróż. Jednak jak się okazało, to była nie jedyna niemiła niespodzianka. Podczas dalszej jazdy oderwała się osłona od silnika. Chyba nie muszę wam pisać, w jakim byłem stanie. Po zjeździe z autostrady, już na Kaszubach, znalazłem lokalny warsztat samochodowy. Trafiłem na miłego i pomocnego mechanika, który w 15 minut naprawił usterkę. Nad Krążno miałem jeszcze około 50 km. Na łowisko dojechałem wyczerpany i zmęczony, bo takich przygód jeszcze nigdy nie przeżyłem.

Trzeba walczyć
Na stanowisku nr 8 zameldowałem się po godzinie 13.00. Na miejscu był już Sebastian oraz Dawid z Łukaszem, którzy łowili na stanowisku nr 6. Po chwili odpoczynku i opowiedzeniu o moich przeżyciach, wzięliśmy się do roboty. Mimo wczesnej pory, czas szybko uciekał, a chcieliśmy przed zmrokiem na spokojnie wysondować łowisko i wywieźć zestawy. Na szczęście wszystko szło sprawnie i po kolejnej godzinie znalazłem się na pontonie. Założyłem sobie wytypowanie trzech różnych miejscówek. Jezioro Krążno jest na tyle specyficznym zbiornikiem, że już kilkanaście metrów od brzegu było około 4 metrów głębokości. Na początku zacząłem szukać jak najdalszej miejscówki. Zdecydowałem się postawić marker na 9 metrach głębokości z dnem bez roślinności. Następnie bliżej brzegu wybrałem  miejsca na 5 i 4 metrach. Lokalizacja markerów pozwalała na łowienie z rzutu, jednak ze względu na sporą głębokość postanowiłem wywozić zestawy. Chciałem mieć pewność, że moje przypony idealnie leżą na dnie.

Zdobycze Łukasza i Dawida po pierwszej nocy.

Jeszcze przed zasiadką zaplanowałem, że wyprawę rozpocznę od trzech różnych przyponów. Na najgłębsze miejsce wywiozłem przypon D-Rig z jedną kulką tonącą własnego wykonania. Szprotka wędzona z domieszką mączek rybnych i Robin Reda niejednokrotnie ratowała mi wyjazd. Na przypon nałożyłem jeszcze dużą „kiełbaskę” PVA z pokruszonymi i całymi kulkami. Dodatkowo zalałem ją olejem rybnym. Mimo że mieliśmy wrzesień, temperatura wody wynosiła około 20 stopni. Zastosowanie oleju dało mi pewność, że materiał PVA nie rozpuścił się w trakcie kładzenia zestawu na tak dużej głębokości. Oprócz PVA na zestaw sypnąłem jeszcze dwie małe garstki kulek.

Na drugiej wędce przygotowałem klasyczny Blow-Back Rig z bałwankiem na słodko, a na trzeciej - Ronnie Rig z jednym ananasowym pop-upem. Na tym ostatnim zestawie zanęciłem obficie kukurydzą z rzepikiem. Nie mogło zabraknąć również materiałów PVA, które stosowałem przez całą wyprawę. Po wywózce wreszcie przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Jeszcze przed nocą pierwszego karpia (11 kg) złowił Łukasz, co znacznie polepszyło nam humory. Wieczorem wspólnie zasiedliśmy do kolacji. Jednak szybko po niej udaliśmy się do namiotów. Każdy z nas był na tyle zmęczony, że myślał tylko o odespaniu pierwszego pracowitego dnia.

Rekordowy karp Łukasza z Jeziora Krążno - 24,5 kg.

Nigdy się nie poddawaj
W nocy więcej działo się u Łukasza i Dawida. Rano w workach czekały dwa piękne lustrzenie - 18 i 15 kg. Chłopaki fantastycznie zaczęli zasiadkę. Niestety mnie pech nie opuszczał. Po ponad dobie wyprawy udało mi się zrobić dwa brania i... dwie spinki na przyponie Ronnie Rig. Co ciekawe, każdy przypon był skonstruowany na innym haczyku. Nie miałem zamiaru się poddać i do kolejnej wywózki przygotowałem się jeszcze skrupulatniej. Nie zmieniłem taktyki i postanowiłem trzymać się wcześniej wybranych miejsc. Tuż po północy obudził mnie głośny dźwięk centralki Prologic R2L. To był mocny odjazd. Po zacięciu czuję rybę. Branie z najdalszego miejsca. Mimo to holuję do brzegu ze względu na brak roślinności. Na szczęście karp zbytnio nie wariuje i udaje się go wprowadzić do podbieraka bez splątania żyłek. Poczułem ogromną ulgę. Wreszcie! Jest! - mówię szczęśliwy do Sebastiana. Karpia włożyłem do kołyski, a w tym samym czasie na drugiej wędce miałem kolejne branie. Zaciąłem i po kilkunastu sekundach... spinka. Emocji było co niemiara. Odłożyłem wędkę i pobiegłem do kołyski, gdzie czekał na mnie mój lustrzeń. Żeby nie męczyć karpia, szybko włożyłem go do worka. Na sesję zdjęciową czas przyszedł rano. Po krótkiej rozmowie z Sebastianem zabrałem się za zestawy. Dochodziła 1.00 w nocy, a dwie z trzech wędek były na brzegu. Coraz większa mgła dodawała uroku karpiowej nocy. Mimo słabej widoczności, udało mi się szybko wywieźć zestawy. Wskoczyłem w śpiwór, ale długo nie mogłem zasnąć. Z jednej strony była radość ze złowienia pięknej ryby, a z drugiej - złość z trzeciej spinki zasiadki.

Kulki własnej produkcji na bazie wędzonych szprotek i Robin Reda

Rano okazało się, że działo się również u Dawida, który dołowił kolejne dwa karpie. I nawet przy moim pechu, podsumowując, pierwsze dwie doby były całkiem udane. Na półmetku zasiadki postanowiłem całkowicie zrezygnować już z Ronnie Riga. Długo zastanawiałem się, co było powodem strat ryb. Jedyne co przyszło mi do głowy, to duża głębokość i konstrukcja przyponu. Czy przy holu „w pionie”, bo tak można nazwać holowanie karpia z kilku metrów głębokości, haczyk nie wyskakiwał z pyska? Tego się nie dowiem, ale każde przemyślenia zaprocentują w przyszłości.

Do końca zasiadki nie zmieniłem taktyki na wędce, która przyniosła mi rybę. Jak wspomniałem, jedna kulka tonąca lubi ratować mi wędkarskie wypady. Również przypon był sprawdzony w boju. D-Rig wykonuję na plecionce w otulinie. Pętlę „D” robię ze sztywnego materiału typu fluorocarbon, po której najczęściej porusza się mały krętlik. Kulkę montuję za pomocą nici Bait Floss i przypalam końcówki materiału, by kulka nie spadła. Można również dowiązać stoper. Jednak to pierwsze rozwiązanie jeszcze mnie nie zawiodło. Dopełnieniem przyponu jest pozycjoner oraz około 3 cm zdjętej otuliny za haczykiem. Żeby przypon lepiej przylegał do dna, na zakończeniu miękkiej części plecionki zakładam śrucinę lub wolframowego sinkersa.

Mój skuteczny przypon.

Wreszcie się udało!

Cisza przed burzą
Przed dwoma ostatnimi dobami nad Krążnem robiła się coraz bardziej letnia pogoda – słońce, brak wiatru. To nie wróżyło nic dobrego. W dodatku był piątek i co rusz zapełniały się kolejne stanowiska. Karpie również zrobiły sobie weekend, bo kolejna doba to cisza na wszystkich naszych wędkach. Nic więc dziwnego, że entuzjazm znacznie nam opadł i bardziej godziliśmy się z tym, że już nic nie złowimy niż z tym, że nagle zaczną się brania. A większy harmider na wodzie, jak i prognoza pogody, tylko utwierdzały nas w tym przekonaniu.

Sobota minęła leniwie z porządkami na stanowisku. Tuż po zmroku poszliśmy spać. Z nadzieją, że jeszcze coś może się wydarzy. Ta wiara wynagrodziła Łukasza, który po północy miał potężne branie. Do chłopaków dobiegłem pod koniec holu. Ale na widok tak wielkiej ryby zaniemówiłem. Dawid stał już z podbierakiem, a Łukasz na spokojnie i szczęśliwie doholował rybę do brzegu. Spokój był potrzebny, bo karp skusił się na delikatny zestaw Hingied Stff Rig na haczyku nr 6 z małym ananasowym pływakiem. Kiedy karp znalazł się na macie, każdy z nas był w ogromnym szoku. To była życiówka Łukasza. I to jaka! - 24,5 kg pięknej ryby z jeziora Krążno.

Lepszego zakończenia wyprawy na Kaszuby nie można było sobie wymarzyć. A ja? Jeszcze tam wrócę!

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ