Zaloguj

Wydanie 06/2018

Jesienne podchody
Jesienne podchody
Norbert Regulski

Późny październik, listopad to ta pora, kiedy rozpoczynam swoją potyczkę z karpiami z ulubionego starorzecza. Z karpiami, które nazywam „karpiami późnej jesieni”. Pogoda bywa różna, czasem pada, czasem wieje, czasem świeci słońce, ale niezależnie od warunków, muszę i chcę spędzić swoje kilka chwil nad wodą.

Jak wyglądają moje zasiadki? To tzw. szybie strzały. Kiedy moja żona udaje się do pracy, a syn do przedszkola, ja melduję się nad brzegiem jeziora. Niestety moje własne obowiązki zawodowe pozwalają mi tylko na trzygodzinne wędkowanie, co dla karpiarza jest tak naprawdę ułamkiem sekundy. Około 7:00 jestem nad wodą. Mam chwilę na zebranie myśli, krótki spacer wzdłuż brzegu, kilka spojrzeń na wodę, po czym typuję miejsce i rozkładam sprzęt. Jest on bardzo minimalistyczny. Na takie zasiadki zabieram ze sobą dwie wędki, moje ulubione „króciaki”, a dokładniej - Mikado Excellence o długości 3 metrów, podpórki z sygnalizatorami, podbierak, matę, fotel i małą torbę z podstawowym sprzętem i przynętami. Oczywiście w moim ekwipunku nie może zabraknąć jeszcze drobnego AGD, małego palnika z gazem, miniczajnika, kubka i wody. Dlaczego? Po zarzuceniu wędek muszę przygotować sobie swoją ulubioną „małą-czarną”. Karpiowi smakosze kawy wiedzą, gdzie smakuje ona najlepiej.

Działa wycelowane, czekamy na wyjazd.

Trochę o wodzie, na której łowię. Wąskie i długie starorzecze, którego dno to typowe koryto, z dość szybko opadającymi brzegami i grubą warstwą mułu. W wodzie znajduje się mnóstwo roślinności i drzew, które trafiły tam dzięki bobrom oraz wietrznym siłom matki natury. Łowisko znam na tyle dobrze, by wiedzieć, gdzie są jego najgłębsze miejsca i późnojesienne zakamarki, do których chętnie zaglądają karpie. Jest to wymagający zbiornik dla cierpliwych, ale naprawdę warto czekać na tutejsze karpiowe okazy. To ekstremalnie silni gladiatorzy.
Przypony, które stosuję, mierzą od 30 do 50 cm, posiadają dość długi włos i pozbawione są pozycjonerów, dociążeń, itp. Gruba warstwa mułu wymaga stosowania specyficznych przyponów. Ponieważ jestem zwolennikiem łowienia na mulistym dnie, od lat doskonaliłem konstrukcję tego typu zestawów. Źle skonstruowany przypon na takim zbiorniku potrafi zdyskwalifikować brania. Niejeden z nas kiedyś przekonał się lub przekona, jak ważny jest to element w całej karpiowej układance.

Barwy jesieni.

Wspominałem, że nie używam pozycjonerów, ale wiadomo, że dobry pozycjoner potrafi szybciej i lepiej ustawić haczyk w poprawnym położeniu do udanego zacięcia. Dlatego zdradzę wam, w jaki sposób radzę sobie z brakiem pozycjonera, wykorzystując do tego plecionkę w otulinie i tworząc coś na jego wzór. Jest to coś, co właśnie jeszcze szybciej i precyzyjniej ustawia haczyk podczas pobierania przynęty przez karpia.

Na zdjęciu przedstawiłem, jak to powinno wyglądać. Usuwam otulinę z odcinka, na którym znajduje się przynęta (z tzw. włosa) i wiążę haczyk węzłem bez węzła. Od haczyka pozostawiam 1-2 cm odcinek plecionki w otulinie i ponownie usuwam jej około 1 cm. W taki sposób powstaje coś na wzór pozycjonera. Działa podobnie, polecam spróbować.

Przedłużenie trzonka haczyka, dzięki otulinie. Mój sposób na dobry pozycjoner.

Na co łowię? Głównie są to kulki, ale sięgam czasami po przynęty pochodzenia zwierzęcego, czyli robaki. Stosując kulki na podłożu mulistym, staram się je zbalansować. Zazwyczaj jest to połówka kulki tonącej i połówka pływającej lub niewielki, dobrze wyważony bałwanek. Dążę do tego, aby przynęty unosiły się minimalnie nad dnem, ale sam haczyk pozostał na nim. Odpowiednio zbalansowane kulki, przy niewielkim ruchu wody, powinny się lekko unosić, podbijać. Takie zachowanie przynęty ma zadanie sprowokować do brania przepływającego obok karpia. Jedynie podczas wietrznej pogody trochę bardziej dociążam przynętę, poprzez użycie większego kawałka kulki tonącej.

Żywy pokarm. Coś co nasze tygryski lubią najbardziej, ale niejednokrotnie ciężko im się przebić przez drobnicę do takiego rarytasa :)

Pora roku i zimna woda sprzyjają również łowieniu na przynęty pochodzenia zwierzęcego. Zwłaszcza na takich wodach jak ta, którą wybrałem - wodach dzikich. W tym czasie drobne ryby są już mniej aktywne, więc nie podgryzają tak łapczywie przynęty, a łowienie z rzutu pozwala na wyjęcie zestawu po kilku pustych braniach i ponowne jego zarzucenie po poprawieniu lub zmianie rybiego smakołyku. Jeden zestaw na kulki, drugi - na czerwonego robaka - to też część mojego planu łowienia na takich zasiadkach, a raczej krótkich wypadach nad wodę.

Degustator kulek o smaku owocowym. Sumka naszło na jesienne owoce ;)

Ciężarek. Element zestawu, który jest niewątpliwie tak samo ważny, jak ostry haczyk. Szybkość zacięcia i moc, z jaką hak wbije się w pysk karpia, zależy właśnie od obciążenia. Karpie, zwłaszcza te późnojesienne, potrafią bardzo delikatnie podnosić zestaw z przynętą i jeżeli poczują opór, wypluwają kulki. Ileż to razy nad wodą słyszę o braniach, po których nie ma ryby i tłumaczenia, że był to zapewne leszcz. Niekoniecznie. To mógł być karp, który bardzo delikatnie podniósł przynętę i ją wypluł, po tym jak spotkał opór ciężarka. A dlaczego zestaw nie zadziałał? Przecież był to, jak to się pięknie nazywa, zestaw samozacinający. Nie zadziałał, bo ciężarek mógł być źle dobrany do warunków łowienia i nie użył pełnego obciążenia przy jego pierwszym poruszeniu przez rybę. By wyeliminować takie sytuacje, zróbcie test na jednym z najbardziej znanych ciężarków, na tzw. podkowie. Delikatnie unieście zestaw, aż dojdziecie do ciężarka. W tym momencie zwróćcie uwagę, jak powoli oddawany jest ciężar własny obciążenia na haczyka. Warto więc zwrócić uwagę na to, żeby podczas pierwszego podniesienia przynęty z dna przez karpia, ciężarek używał pełnej masy własnej lub bardzo dużej jej części. Wówczas mamy pewność, że tzw. zestaw samozacinający zadziała poprawnie, nawet przy najdelikatniejszym braniu. W okresie późnej jesieni, chociaż nie tylko, bo i tam, gdzie jest to możliwe, do zestawów z bezpiecznym klipsem zacząłem używać ciężarków o najbardziej skupionym ciężarze. Drugi sposób to zestaw z ciężarkiem centrycznym. Taki ciężarek główne obciążenie skierowane ma ku przynęcie, więc podczas brania karp w pierwszej kolejności szarpnie za jego cięższą część.

Karp złowiony na przynętę żywą, czyli na robaczki :)

Wszystkie wymienione wyżej wskazówki to moje gromadzone przez wiele lat spostrzeżenia, którymi chciałem się z wami podzielić. Jeżeli coś nie wychodzi, są brania, a nie ma ryb, kolega na tym samym miejscu łowi, a my nie, w pierwszej kolejności zwróćcie uwagę na zestawy, ich konstrukcję, ale również, co bardzo ważne, na ciężarek, którego używacie, bo to może właśnie tutaj ulokowany jest problem. Niewiele osób mówi o ciężarkach, ale to właśnie one odgrywają równie ważną rolę, jak sam haczyk, o którym zawsze powtarza się, że ma być ostry. Pamiętajcie, że cały zestaw zaczyna się od haczyka, a kończy na lince głównej i warto analizować wszystkie jego części.

Nastała już późna jesień, więc zmieniły się nieco moje działania na łowisku. Nie przygotowuję miejsc tygodniami, tak jak to robię w okresie letnim. Kilka pierwszych minut po dojechaniu nad wodę przeznaczam na obserwację, poszukując jakiegoś widocznego ruchu ryby. Do nęcenia używam tylko drobnego pelletu o średnicy 2-6 mm i drobno pokruszonych kulek. Ewentualnie, jeżeli zbiornik tego wymaga, lekko wszystko dopalam liquidem. Tak przygotowaną zanętę pakuję do siatek lub worków PVA i wraz z zestawem posyłam do wody. Po zarzuceniu wędek, dodatkowo w dwa, trzy miejsca, oczywiście w zasięgu wzroku z mojego stanowiska, wrzucam do wody niewielką ilość pelletu wzbogaconego liquidem. Jeżeli dopisze nam trochę szczęścia, to w podsypanych miejscach pojawią się ryby, choć niekoniecznie muszą to być karpie. Gdy jednak potraficie rozróżnić aktywność ryb w zanęconym obszarze, to po krótkim czasie będziecie w stanie ocenić, czy opłaca się przerzucić jeden z zestawów w nowe miejsce.

Piękny dzikusek jesiennych zasiadek.

Następna w kolejności jest kawa, o której już wspominałem na początku artykułu. Jestem zapalonym kawoszem, więc wędka i kawa to dla mnie zestaw kompletny. Fotel, „mała-czarna” i oczekiwanie na ten magiczny dźwięk sygnalizatora. Chwile, które mogłyby trwać wiecznie.

Nieważne, czy pada, czy wieje, każda zasiadka jest jak lekcja w szkole. Uczy nas czegoś nowego i kluczowe jest to, aby zauważyć, co tym razem ma nam do przekazania. Wytrwałość jest nam potrzebna w tym owocnym, choć jednak schyłkowym okresie. Dla przykładu mogę pochwalić się tym, że moja nieustępliwość została wielokrotnie wynagrodzona pięknymi okazami karpia oraz przyłowem suma, który dawał nieźle popalić na zestawie karpiowym. Tego właśnie wam życzę - udanych, późnojesiennych zasiadek.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ