Zaloguj

Wydanie 3/2019

Karpiowy raj w Bośni
Karpiowy raj w Bośni
Rafał Kika

Wyjazd na karpie do Bośni zaplanowaliśmy już w lutym 2018 roku. Wyruszyć mieliśmy z różnych części kraju, aby na miejscu spotkać się dużą ekipą. W planowaniu podróży pomogło nam wiele internetowych stron o tematyce podróżniczej, ale i tak na miejscu przeżyliśmy szok kulturowy.

Przygotowanie wyjazdu i podróż
Bośnia i Hercegowina obecnie wygląda jak Polska w latach dziewięćdziesiątych. Na ulicach królują Volkswageny Golfy drugiej generacji, a stan infrastruktury pozostawia wiele do życzenia. Mieszkańcy jednak nadrabiają swoją gościnnością i otwartością na Polaków. Nie ma najmniejszego sensu próbować porozumiewania

się z nimi po angielsku. Wyjątek stanowił opiekun łowiska, z którym świetnie się dogadywaliśmy.

Pelagicevo położone jest zaledwie 18 km od granicy z Chorwacją. Zbiornik ten jest wodą rzutową, która powstała jako wyrobisko do budowy autostrady.

Nawet celnicy na granicy nie mówią ani słowa w języku innym niż bośniacki. Jest on jednak do pewnego stopnia podobny do innych języków słowiańskich, a w razie problemów można posiłkować się uniwersalnym „językiem migowym”. Przed wyjazdem musieliśmy zaopatrzyć się w walutę i tutaj spotkała nas kolejna ciekawostka. Walutą Bośni jest marka zamienna, której nie dostaniemy w Polsce. Należy zabrać ze sobą euro. Za wszystko na miejscu zapłacimy w ten sposób, nie obawiając się o kurs, który jest sztywny i ustalany przez bośniacki rząd. Nawet najmniejszy sklepik na miejscu był wyposażony w program, który sam przeliczał waluty, więc poszukiwania marek były zbędne. Jeżeli kiedykolwiek wybierzecie się w tamte rejony, nie wieźcie ze sobą dużo jedzenia. Lokalne specjały są znakomite, a ceny - niższe niż w Polsce.

Postawiliśmy na sprawdzone smaki kulek: RK Baits Monster Crab, Squid ? Orange oraz Demon i Death.

Pewnych problemów dla karpiarzy może dostarczyć przewóz karpiowych przysmaków. Doświadczył tego jeden z kolegów, który został „przyłapany” na granicy bośniackiej ze 150 kilogramami kulek proteinowych. Celnikowi nie spodobała się taka kontrabanda i samochód nie został wpuszczony do kraju. Na drugim przejściu granicznym poszło już gładko. Dla własnego spokoju w kolejną podróż zabralibyśmy dokumenty przewozowe, ale tym razem „przemyt” nam się udał.

Zbliżamy się do granicy. Przygotuj paszport!

Łowisko
Wybraliśmy listopad, kiedy w Polsce sezon się kończy, po cichu licząc na piękną pogodę na południu Europy. Po całonocnej jeździe i pokonaniu 900 kilometrów dotarliśmy późno w nocy na miejsce. Kilka godzin cennego snu i rano pobudka, aby spotkać się z resztą ekipy i opiekunem wody. Marco powitał nas serdecznie na miejscu i zdradził pierwsze sekrety dotyczące Pelagiceva. Taktyka, jaką założyliśmy przed wyjazdem, była całkowicie błędna. Zaopatrzyliśmy się w dziesiątki kilogramów kulek, pelletów i ziaren. Zupełnie niepotrzebnie. Okazało się, że ryby żerują dość chimerycznie, a ponadto wędkarze obserwują, że duże karpie ewidentnie boją się zamieszania na wodzie. Regulamin łowiska zabrania stosowania środków pływających oraz modeli, więc nastawieni byliśmy na nęcenie rakietami. Po otrzymaniu informacji z łowiska, natychmiast wszyscy zawarli porozumienie co do jednego: żadnego spodowania, nęcimy tylko kobrami.

Kij, który miał być użyty do spombowania, wykorzystaliśmy jako marker.

Stanowisko dostaliśmy w drodze losowania. Tak było najbardziej sprawiedliwie dla wszystkich. Przypadło nam ogromne miejsce - stanowisko numer 5 położone na cyplu w północno-wschodniej części zbiornika. Dysponowaliśmy dla siebie około dwoma hektarami wody, dwiema zatokami i dostępem do otwartej przestrzeni. Szybko okazało się, że nasze łowisko jest płytkie, mało urozmaicone. Praktycznie był to rozległy blat bez typowych punktów, gdzie ryby mogłyby żerować. 

Bartek z pierwszym karpiem 9,5 kg.

Po jednej wędce postanowiliśmy położyć na wejściu do zatok, jedną pod przeciwległy brzeg ze zwalonymi drzewami, pozostałe na środek wody, na odległość pomiędzy 100 a 120 metrów.

Nęcenie

ograniczyliśmy do około kilograma kulek na osobę na jedną dobę, a Bartek podszedł do sprawy jeszcze bardziej radykalnie i na dwa zestawy postanowił nie sypać nic, kładąc po prostu pojedynczą kulkę tonącą na włosie. Postawiliśmy na sprawdzone smaki kulek: RK Baits Monster Crab, Squid – Orange oraz Demon i Death.

Pierwsze brania
Mój kompan otworzył wodę niewielkim karpiem. Ryba około 10 kilogramów szybko wróciła do wody. Kolejny karp okazał się już większy, a waga wskazała 18 kilogramów. Ja również złowiłem swojego pierwszego bałkańskiego cyprinusa, a wskazówka zatrzymała się na liczbie 16. Wszystkie brania wypracowaliśmy z otwartej wody, a wędki w zatokach stały jak zaczarowane. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że taka sytuacja będzie trwała przez cały czas i dopiero po 4 dobach daliśmy sobie całkowicie spokój z zatokami.

Mój pierwszy bałkański cyprinius - 16 kg.

Brak spławów, oznak żerowania czy nawet śladów karpi na wodzie w tych miejscach tylko utwierdził nas w przekonaniu, że była to słuszna decyzja. Wiele godzin spędziłem na spacerach po brzegu. Uzbrojony w okulary polaryzacyjne wpatrywałem się w taflę, szukając znajomych cieni przemykających pomiędzy zwalonymi drzewami. Bez skutku. Płytka woda to nie jest dobry czas na jesień. Pierwsze dni naszego pobytu były upalne. Nie mogliśmy się nacieszyć promieniami słońca. Polskę opuściliśmy w zimnej i deszczowej aurze, a południe przywitało nas żarem z nieba. Dobrze, że zabraliśmy klapki i krótkie spodenki.

Wszystkie brania wypracowaliśmy z otwartej wody.

W nocy jednak temperatura zaczęła spadać do około zera i karpie na pewno poczuły nadchodzącą jesień, przenosząc się w głębszą część zbiornika. Na szczęście nie gościły tam na stałe i odwiedzały nas od czasu do czasu. Bartek złowił kolejną szesnastkę. Połowa naszej zasiadki minęła bardzo szybko i nastała kolejna noc. Około 2:00 obudził mnie dźwięk sygnalizatora, a po zacięciu poczułem duży ciężar na kiju. Walka nie trwała długo, a w podbieraku wylądował potężny golec. Waga wskazała 21,5 kg. Postanowiłem nie budzić Bartka, a rybę umieścić w worku. Rano, wychodząc z namiotu jak gdyby nigdy nic się nie stało, zacząłem przygotowywać śniadanie, a gdy mój kompan zapytał, czy działo się coś w nocy, odpowiedziałem: a taki tam 21,5... Chcielibyście zobaczyć jego minę? Wypuściliśmy rybę i przystąpiliśmy do rutynowego nęcenia kobrą.

21,5 kg!

Kolejny dzień dał Bartkowi następną szesnastkę. Po tej rybie nastąpiła cisza przerwana dopiero w południe kolejnego dnia, kiedy na zestaw - nieporuszony od dwóch dni - Bartek miał branie, a po zacięciu poczuł duży opór. Ryba po pięknej walce trafiła do podbieraka, a łowca chyba nie wierzył, co się w nim znajduje. Waga wskazała 26,2 kg, dając Bartkowi nowe PB. Był to kolejny karp złowiony na smak Squid-Orange.

26,2 kg - największa ryba wyjazdu.

Po tej rybie na stanowisku zapanowała euforia, a jednocześnie lekkie zaniepokojenie. Dlaczego wziął w samo południe, a z każdą kolejną zimną nocą mamy coraz mniej brań? Wyglądało na to, że ryby wchodzą na cieplejszą, płytszą wodę, by wygrzać się w promieniach słońca, a nocą wracają w głębszą część łowiska. Przedostatniej nocy miałem atomowy odjazd, a po zacięciu poczułem ogromny opór i ryba wybrała około 40 metrów żyłki. Zatrzymała się na chwilę i zrobiła kolejny, tym razem około 50-metrowy odjazd. Czyżby upragnione 30+? Hol trwał bardzo długo, a mnie z każdą minutą coraz bardziej kotłowała się w głowie jedna myśl: to może być sum. Przy brzegu po męczącej walce pokazała nam się „kijanka”, która ledwo zmieściła się do podbieraka. Nie o takie PB walczyłem…

Atomowy odjazd, a na haku "kijanka" 17 kg.

Wróciliśmy z Bośni szczęśliwi. Wyjazd udał się w pełni, a tydzień minął bardzo szybko. Dwie ryby 20+ zrekompensowały nam trudy podróży, a łowisko urzekło nas swoją dzikością i przyjaznym podejściem gospodarza.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Komentarze
Artur Smeja
2019-03-10 09:20:47
Bardzo fajny artykuł. Szkoda że człowiek w swojej codzienności nie ma czasu, ani kasy na takie wyjazdy.
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ