Wydanie 4/2018 - PREMIERA

Zaloguj
Przechytrzyć wąsatego
Przechytrzyć wąsatego
Kasia Kozłowska

Na liście pożądanych przeze mnie gatunków ryb, które od dawna chciałam złowić, znajdował się duży sum. Doskonale wiedziałam, jak waleczne potrafią być wąsacze, ponieważ w poprzednich latach złowiłam kilka mniejszych okazów, które bardzo mnie zaskoczyły swoją siłą. Nie mogłam więc wytrzymać i zdecydowałam się złowić większą sztukę.

Na pierwszy rzut oka wędkarstwo sumowe bardzo różni się od łowienia karpi, lecz tak naprawdę, jeśli się przyjrzymy dokładniej, to dostrzeżemy, że stacjonarny styl łowienia tych ryb może być bliźniaczo podobny do łowienia ukochanych karpi. Zdecydowanie trzeba jednak przyznać, że wachlarz sumowych technik jest znacznie szerszy od technik karpiowych.
Sumiarzy można podzielić na kilka grup. Na pewno część z nich preferuje łowienie tych ryb na spinning, czy verticala. Ja jednak zostaję wierna i wybieram metody stacjonarne. Do tak zwanej stacjonarki zalicza się łowienie na grunt bądź spławiki, czyli bardzo podobne elementy jak podczas łowienia karpi. Zazwyczaj używanymi przynętami w takiej sytuacji są żywe i martwe ryby, rosówki, pijawki itd.

Jako karpiarka mam ogromne przekonanie do przynęt, których używam podczas łowienia moich ukochanych ryb – pelletu i kulek. Niestety nie przepadam za stosowaniem żywca jako przynęty, ponieważ nie mam serca, by zabierać życie niewinnej rybce, z którą będę mogła się w przyszłości zmierzyć na wędce. Aby podarować więc jej życie, musiałam znaleźć równie atrakcyjną przynętę.
Całe szczęście dzięki doświadczeniu mojego chłopaka, Kacpra, który zaczął łowić sumy znacznie wcześniej, dowiedziałam się, że na łowisku, na które się wybieramy, sumy wręcz kochają wątróbkę, zarówno wieprzową, jak i drobiową oraz oczywiście nerki wieprzowe i wołowe. Każdy rodzaj opisanego mięska jest dość delikatny, dlatego zakładanie go na hak może być dość ryzykownym krokiem podczas łowienia z rzutu. Aby uniknąć niechcianego „zgubienia” przynęty podczas rzutu, skorzystaliśmy ze specjalnych sumowych, nierozpuszczalnych siateczek. Takie siatki są białe, bardzo słabo widoczne pod wodą oraz przede wszystkim bezwonne, dzięki czemu cały aromat krwawego mięsa nie ulegnie zmianie i będzie rewelacyjnie wabił największe okazy.
Kolejną przynętą, jaką zdecydowałam się wykorzystać, był duży, miękki, tonący pellet o smaku krwawego węgorza. Dzięki swojemu dużemu rozmiarowi i specjalnemu składowi jest on w stanie wyleżeć w wodzie nawet do 3 dni – wszystko zależy od temperatury wody oraz mniejszych rybek wraz z rakami, które mogą go podskubywać.

Czerwcowy smakosz wątróbki.

Moje pierwsze sumy
Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym złowiłam swojego pierwszego suma, a w zasadzie sumika. Było to kilka lat temu, gdy tato zabrał mnie nad niewielki stawek, który mieścił się na działce jego kolegi. Po dotarciu na miejsce czekał już tam na mnie syn właściciela wraz z kolegą, z którymi później wspólnie łowiłam ryby przy użyciu spławika. Gatunkami, jakie udawało nam się łowić, były głównie liny, karpie, karasie, płocie i okonie. Nagle w pewnym momencie pojawiło się dość agresywne branie, a cały spławik w ciągu sekundy znalazł się pod wodą. Już podczas holu ryba zachowywała się zupełnie inaczej w porównaniu do swoich poprzedników. Miałam więc cichą nadzieję, że być może będzie to sumik, ponieważ wiedziałam, że zamieszkują one tamtejszą wodę.
Po pewnej chwili ryby w końcu pokazały się na powierzchni i jak się okazało, na szczęście, intuicja mnie nie zawiodła. Na brzegu zawitał może nienależący do największych, ale z pewnością do najpiękniejszych wąsacz. Tak niewielkich rozmiarów okaz posiadał tyle siły. Nie byłam więc w stanie wyobrazić sobie, co potrafi zrobić jego prababcia lub pradziadek podczas holu. Aby się dowiedzieć, musiałam po prostu przekonać się o tym na własnej skórze.

Jak widać, wąsate nie są tylko aktywne podczas nocy.

Komercyjne sumy
Kiedy byłam kilkuletnią wędkarką, jedynym miejscem, które kojarzyło mi się z łowieniem sumów, była legendarna, hiszpańska rzeka Ebro. To chyba jedno z niewielu haseł, które kojarzy się każdemu wyłącznie z tymi rybami. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że w Polsce również posiadamy rewelacyjne miejsca do połowu tego gatunku. Począwszy od olbrzymich dzikich rzek, jak Wisła czy Odra, poprzez jeziora, kończąc na komercyjnych wodach.

Wraz z moim chłopakiem, Kacprem, zdecydowaliśmy się łowić sumy na komercyjnym łowisku – na Stawie Sumowym na łowisku Jarosławki. Bardzo często łowimy tam karpie, więc dosyć dobrze znamy już tę wodę. Wybraliśmy to miejsce z kilku powodów. Po pierwsze, łowienie na tak dużej rzece, jaką jest Wisła czy Odra, wcale nie należy do najbezpieczniejszych wyborów i wymaga jakiegoś wcześniejszego doświadczenia związanego z takim stylem łowienia. Po drugie, powiedziałabym wręcz banalny powód jest taki, że łowiąc na tej wodzie możemy godzić ze sobą łowienie sumów na Sumowym z łowieniem karpi i amurów na drugim stawie. Odległość pomiędzy wędkami na Stawie Sumowym a Stawem Jarosławki wynosi może 12 metrów, jeśli nie mniej, więc śmiało możemy sobie na to pozwolić.

Kacper ze swoim sumem.

Tak naprawdę moje łowienie tamtejszych sumów było w ogóle nieplanowane, wręcz powiedziałabym przypadkowe.
Kiedy w połowie marca do Polski zawitała nieco ładniejsza pogoda, a pierwsze lody na niektórych zbiornikach zaczęły puszczać, wspólnie z Kacprem zdecydowaliśmy, że wybierzemy się nad Staw Sumowy. Wybór padł na to łowisko, ponieważ największy staw karpiowy był jeszcze zamarznięty. Rybami, które chcieliśmy złowić, nie były sumy, ponieważ posiadają one okres ochronny w tym czasie, lecz karpie, które są tam niesłychanie silne oraz waleczne. Przynętą, którą się posłużyliśmy, był średnich rozmiarów pellet halibutowy. Tamtejszego dnia pojawiło się tylko jedno branie, ale za to nie byle jakie. Naszym pelletem zainteresował się około 30-kilogramowy wąsaty kolega, który dał nam nieźle popalić podczas holu na zestawie karpiowym. Całe szczęście użycie najlepszej żyłki głównej, plecionki przyponowej oraz haka nie skończyło się stratą tej pięknej ryby. Muszę przyznać szczerze, że bardzo spodobał mi się hol tej ryby i miałam lekki niedosyt – strasznie chciałam złowić jeszcze większego suma. Musiałam niestety poczekać do czerwca, by wreszcie móc łowić te ryby.

Komercyjne sumy pokochały ten pellet.

Kolejny koneser wielkiego pelletu

Kilka miesięcy minęło szybciej niż byłam to sobie w stanie wyobrazić i w końcu nastał magiczny czerwiec.

Miałam ogromne szczęście, że na początku tego miesiąca wraz z Kacprem znajdowaliśmy się nad wspomnianą wodą. Bez wahania zdecydowaliśmy się zarzucić nasze sumówki tak szybko, jak tylko było to możliwe. Tym razem mogliśmy nastawić się w stu procentach na tę rybę i zastosować adekwatny do jej połowu sprzęt. Jako przynęt używaliśmy wątróbki drobiowej, która rewelacyjnie sprawdza się na tamtejszej wodzie. Aromatyczny kąsek podaliśmy w specjalnym nierozpuszczalnym woreczku, który zapewnił nam trwałość przynęty na haku. Podczas wywożenia naszych zestawów szukaliśmy interesujących miejscówek za pomocą echosondy Deepera Pro+. Po znalezieniu każdą z miejscówek obsypaliśmy solidnie wątróbką w promieniu około 1 metra od zestawu. Jednak coś z łowienia karpi towarzyszyło nam i tu. Jak się okazało, kilka godzin później wcale nie było to złym posunięciem. Około godziny 22.00 nastąpiło bardzo energiczne branie. Pełen emocji, wyczerpujący, trwający około 40 minut hol zakończył się wielkim sukcesem. Udało mi się spełnić jedno z moich wędkarskich marzeń. Na macie sumowej pokazała się piękna ryba, która mierzyła 215 cm oraz ważyła blisko 60 kg.

Po złowieniu drapieżnika czekała mnie mała przerwa w połowie, ponieważ zaczęły się wakacje a wraz z nimi planowane przez cały rok wyjazdy na zasiadki karpiowe na różnych wodach w całej Polsce. Jednakże w przerwach pomiędzy wyjazdami wspólnie staraliśmy się złowić największych mieszkańców tego zbiornika wodnego. Podczas kolejnych polowań na największe zmieniliśmy nieco nasze przynęty i zamiast wątróbki przerzuciliśmy się na olbrzymi pellet o smaku krwawego węgorza, który podaliśmy na włosie. Do pelletu podczepiliśmy solidny pęk tłustych rosówek. Aby dodatkowo jeszcze wzbogacić naszą przynętę, maczaliśmy całość w dipie o tej samej nucie aromatycznej co pellet. W przeciwieństwie do Kacpra, który wywoził swoje zestawy, zdecydowałam się na łowienie z rzutu. Do zestawu podczepiałam stosowany podczas łowienia karpi woreczek PVA, w którego środku znajdował się taki sam jak na włosie pellet wraz z odrobiną dipu. Po zarzuceniu zestawu obrzucałam miejscówkę różnymi rodzajami rybnych i śmierdzących kulek oraz pelletów o dużych rozmiarach, tak by karasie czy karpie tego nie zjadły. Kacper z kolei wywoził zestawy w wybrane przez siebie miejsce pod przeciwległym brzegiem. Również zanęcał swoją miejscówkę, do tego celu używał pellet wraz z mięsem.

Taki przyłów podczas karpiowej zasiadki bardzo mi się spodobał.

Tłuste rosówki świetnie uzupełniają pellet.

Pellet o smaku krwawego węgorza.

Taka kombinacja okazała się bardzo skuteczna i zaowocowała wieloma wartymi uwagi sumami, które dawały się nieźle we znaki podczas holu. Na macie zaś sprawiały, że na naszych twarzach pojawiały się nieznikające przez długi czas banany, które były oznaką ogromnego szczęścia.
Jak widać, aby mieć szanse na spotkanie z większym sumem, wcale nie trzeba się wybierać do Hiszpanii czy łowić na polskich rzekach, gdy nie czujemy się na siłach, ale bardzo chcemy przeżyć nie lada hol życia.

Pellet z pęczkiem rosówek okazał się bardzo skuteczną przynętą.

Komercyjne sumy potrafią dać również nieźle w kość podczas holu i nie są wcale tak łatwe do przechytrzenia, jakby się mogło wydawać. Lecz gdy wreszcie nastąpi upragniony moment i dana ryba zainteresuje się naszą przynętą, będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie. Już nie mogę się doczekać kolejnych wyjazdów na sumy oraz spotkania z największymi sztukami, których waga przekracza grubo ponad 100 kg!

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ