Wydanie 1/2019

Zaloguj
Szczupakowe zakończenie sezonu
Szczupakowe zakończenie sezonu
Paweł Kusy

Jesień to magiczny i jednocześnie wymagający wędkarsko czas. Magiczny, bo szansa na spotkanie z najedzoną po całym roku i będącą w świetnej kondycji rybą jest zdecydowanie większa niż w innym okresie. Taki okaz może okazać się rybą naszego życia i dostarczyć nam wielu pozytywnych wrażeń.

To wymagający czas, ponieważ ryby nie biorą na zawołanie, żerują krótko, ale intensywnie. Ponadto na zbiornikach panuje duża presja, no i komu się chce wstawać rano, kiedy jest ciemno, a za oknem -2 stopnie i w perspektywie jest deszcz w ciągu dnia oraz wizja zamarzających przelotek.

W perspektywie jest deszcz w ciągu dnia oraz wizja zamarzających przelotek.

Dla jednych jesień to czas polowań na sandacze, innym ten czas kojarzy się z pięknymi garbusami, ja natomiast na zakończenie sezonu postawiłem na poszukiwania króla wód, czyli szczupaka. Moja decyzja była podyktowana chęcią testów nowości sprzętowych, jak również ucieczką od zatłoczonych sandaczowych zbiorników, gdzie wędkarze rzucają sobie przynęty niemal do łodzi na „najlepszych” miejscówkach, chcąc za wszelką cenę złowić sandacza na święta.

W listopadzie poświęciłem kilka wczesnych poranków na płytkie, zarośnięte zbiorniki z krystalicznie czystą wodą. Ten typ jezior wytypowałem nieprzypadkowo. Wiedziałem, że roślinność, która przez całą wiosnę i lato stanowiła schronienie dla licznej populacji szczupaka, w większości średniej wielkości, musiała uratować przed mięsiarzami również coś większego. W jeziorach o tej charakterystyce przy znacznym spadku temperatury wody procesy gnilne zachodzą bardzo szybko. Dzięki temu znaczne partie tych płytkich zbiorników, w których roślinność sięgała tafli wody stają się bardziej dostępne dla wędkarzy i prezentowania przynęt spinningowych. Jeziora, w których przyszło mi zamykać sezon, miały głębokość maksymalną około 2,4 metra, jednak obszar z taką głębokością obejmuje jedynie 10% powierzchni, na przeważającym obszarze woda osiąga nie więcej niż 1,5 metra.

Nastawiając się na jesiennego szczupaka, przyjąłem kilka założeń, które starałem się konsekwentnie realizować. Na łowisku próbowałem być możliwie jak najwcześniej. Całe szczęście, że na wyjazdy z kolegą człowiek ma dodatkową motywację, żeby wstać z łóżka. Przecież nie można kumpla wystawić do wiatru. Można spotkać się z opiniami wędkarzy, że jesienią ryby wcale lepiej nie żerują przed czy o świcie, ale w trakcie dnia lub popołudniu. Podzielam tę opinię w przypadku sandaczy i okoni, jednakże w jeziorach płytkich o krystalicznie czystej wodzie, chcąc złapać te największe szczupaki, warto moim zdaniem być jak najwcześniej. Woda jest wtedy nieprześwietlona, a dodatkowo mamy szansę nie przegapić krótkiego okresu żerowania szczupaka po nocy. Nie należy zapominać też o presji wędkarzy, która na małej wodzie w ciągu dnia potrafi zniweczyć nasze marzenia o dużej rybie. Nad jeziorem finalnie meldowałem się jeszcze po ciemku - szybkie wodowanie i wypłynięcie znacznie przed świtem.

Dalszy plan działania obejmował wytypowanie konkretnych partii jeziora, od których zaczynałem łowienie. Pierwsza miejscówka zawsze charakteryzowała się największą głębokością, w dalszej kolejności - przy braku wiatru i fali - starałem się dostrzec oznaki drobnicy i w jej bliskiej odległości oddać kilka rzutów. Drobnica wraz z upływem dnia była bardziej widoczna na płytkich partiach wody, zwłaszcza przy największych kępach roślinności podwodnej. Najważniejsze jednak było dla mnie, żeby obłowić możliwie jak najszybciej i jak największy obszar wody. Dlatego przez większą część czasu łowiłem tylko w dryfie, spowolnionym dzięki wykorzystaniu dryfkotwy.

Szczupakom nie przeszkadzają niskie temperatury.

Typując przynęty wyszedłem od efektu, jaki chciałem osiągnąć, prezentując wabik w wodzie, żeby żaden szczupak nie powstrzymał się przed atakiem. Na przestrzeni lat zaobserwowałem, że jesienią, w zimnej wodzie, podczas łowienia szczupaków najlepiej sprawdza się bardzo powolne prowadzenie. Monotonne niemal jednostajne zwijanie jerków średniej wielkości, maksymalnie do 12 cm, bez charakterystycznego dla tych przynęt podszarpywania. Minimalna amplituda wychyleń przynęty na boki skusiła u mnie już niejeden okaz. Przy tak wolnym prowadzeniu jerk zatrzymuje się na ułamek sekundy praktycznie w miejscu, co sprawia, że staje się on łatwym kąskiem dla wybrednego jesiennego szczupaka. Generalnie nie jestem zwolennikiem posyłania tylko i wyłącznie dużych przynęt do wody, zwłaszcza jesienią, kiedy to szczupaki mają już raczej pełne brzuchy i chcą tylko jeszcze coś „dopchać” przed zimą. Duże przynęty powyżej 20 cm stosuję głównie podczas wiosennych wypraw.
Na przestrzeni lat zaobserwowałem, że jesienią, w zimnej wodzie, podczas łowienia szczupaków najlepiej sprawdza się bardzo powolne prowadzenie.

Już na „sucho”, w trakcie naszych pokazów nowości Daiwa 2019, jak tylko zobaczyłem jerk Prorex Crazy Stick w rozmiarze 11 cm, wiedziałem, że może okazać się świetną przynętą. Zwłaszcza w wersji SS, czyli wolnotnącej, pokrywałem duże nadzieje i miałem pewne przeczucie. Jednak to, co się działo podczas moich testowych wypadów z tą przynętą w roli głównej, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Część efektów widać na zdjęciach, ponadto przewaga ilościowa ryb, którą miałem względem kolegów łowiących na gumy, była na tyle istotna, że w sezonie 2019 będzie to jedna z moich podstawowych przynęt na szczupaki. Wisienką na torcie jednego z wypadów był ten piękny, gruby szczupak, który padł w pierwszym rzucie po zmianie przynęty właśnie na Daiwa Prorex Crazy Stick SS.

Wisienką na torcie jednego z wypadów był ten piękny, gruby szczupak.

Jedną z wielu zalet tej przynęty jest jej niewielka waga – 25g w wersji SS i 19 g w wersji pływającej, co jak na jerka w rozmiarze 11 cm sprawia, że jest to świetna propozycja również dla zwolenników lżejszego łowienia i używających delikatniejszego sprzętu. Dla mnie jednak ważną zaletą Crazy Sticka jest jego świetna lotność. Zaprezentowanie przynęty daleko od łodzi podczas jesiennych wypraw na szczupaka w płytkich zbiornikach z przejrzystą wodą ma dla mnie zawsze największe znaczenie.

Jest to świetna propozycja również dla zwolenników lżejszego łowienia i używających delikatniejszego sprzętu.

Podsumowując moje ostanie wypady, zamykające sezon szczupakowy 2018, jestem bardzo zadowolony z osiągniętych przeze mnie wyników i złowionych ryb, nie tylko okazowych, ale i tych mniejszych oraz z samej liczby brań. Jak wiadomo ryby z polskich wód podległych PZW cieszą podwójnie, zwłaszcza ryby ponad 90 cm, które w tych zbiornikach nie zdarzają się zbyt często, dlatego spotkanie z królem wód tych rozmiarów to prawdziwa wędkarska nagroda. Cieszę się, że moje wędkarskie założenia na koniec jesiennego sezonu i ich konsekwentna realizacja oraz poświęcone mroźne poranki zostały zwieńczone tak pięknymi rybami.

Przy okazji zachęcam wszystkich do promowania zasady złów i wypuść zwłaszcza na polskich łowiskach oraz życzę sobie i wam ciągłej wytrwałości i wiary w dążeniu do realizacji wędkarskich marzeń.

Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ