Wydanie 1/2019

Zaloguj
Najważniejszy jest klimat
Najważniejszy jest klimat
Wojciech Andrzejak

Dobra wyprawa to taka, która pozostawia dobre wspomnienia. Ryby czasem dopisują bardziej, a czasem mniej, jednak to zawsze klimat gra pierwsze skrzypce.

Minęło 125 dni, odkąd wraz Krzysiem, Marcinem oraz Mateuszem po 25 godzin na dobę oraliśmy mętne wody kwietniowego Padu. Tym razem u progu sumowej bazy pojawiają się Krzysiu z Marcinem i od razu w optymistycznych nastrojach omawiamy strategie kolejnej sumowej rozgrywki. Tym razem sytuacja jest inna, rzeka jest o trzy metry niższa niż w kwietniu, a w najbliższych godzinach spodziewamy się przyboru wody spowodowanego obfitą ulewą w górnym odcinku rzeki. Zaczyna się pakowanie. Rozmieszczamy graty na dwóch łodziach. Musimy być bardzo mobilni, to bardzo ważne, bo nie będziemy grzać miejsca dłużej niż dwie noce. Pad jest rzeką różnych i często zmieniających się scenerii. Trzeba się szybko wpasowywać i trafnie przewidywać.

My passion, my life...
Zaczyna się pakowanie, Krzysiek ciągle chodzi i gada do komórki, jak zwykle wszystko rejestrując z reporterskim zacięciem. Zabieramy dwie łodzie oraz ponton z silnikiem motorowym, wychodzimy z portu i… ruraaa!, wiatr we włosach, wspinamy się w górę rzeki. Na wcześniej wytypowanym miejscu rozstawiamy zestawy z cefalami. Pogoda deszczowa, wiatr, umęczeni szybko odchodzimy w krainę snu. Jest przed czwartą, gdy dzwoneczek na jednym z kijów gra w ten wyjątkowy sposób, a kij z dziką agresją kładzie się w kierunku tafli wody. Rozmowa krótka, jeden gest, skok do pontonu, ja za sterami, a Krzysiek szybko wybiera luz na kołowrotku. Gonimy drania, nim zaparkuje w zaczepie. Od razu wiadomo, że zacna ryba, a my tańczymy z nią po nocnym Padzie. Trzymamy krótko i pontonem odciągamy rybę od strefy zaczepów. Poranne mierzenie ryby wskazuje 230 cm. Szybka sesja zdjęciowa i ryba wraca do wody, a my postanawiamy zmienić miejsce. Woda przybiera i będzie problem ze złowieniem cefala, którego zawsze łowi się na kilka godzin przed założeniem na haczyk.

Musimy uruchomić plan awaryjny, w którym naszymi przynętami będą karpie. Zmieniamy nasze zestawy końcowe z podwodnych spławików na zrywki. I tak obstawiamy nowe miejsce.

Sukces całej ekipy.
Krzychu z Marcinem naturalnie walczą aktywnie do końca dnia, a nawet dłużej, lecz bez kontaktu. Ja pilnuję stacji, tuż przed zachodem słońca następuje „boom” z góry rzeki. Szybka redukcja luzu, zacięcie i niestety… brak ryby. No cóż, i tak przecież być musi. Noc na złączonych łodziach zakotwiczonych w nurcie rzeki była spokojna i jedyne, co przyniosł, to metrową pianę, która dosłownie wdarła się do wnętrza łodzi. Kolejna zmiana miejsca i silne pragnienie pozyskania cefala, co w aktualnej sytuacji na rzece może się udać w oddalonym o kilka kilometrów miejscu. Udaje się, na obrotówki z pojedynczym haczykiem, na którym wisi koreano, łowimy potrzebną nam ilość cefali. Szybko obieramy za cel oddalone o 10 km miejsce, które powinno w aktualnym stanie opadającej już wody przynieść sumowe brania. Kolejna zmiana zestawów i na kije montujemy podwodne spławiki. Nasze łodzie zakotwiczone są 20 metrów od brzegu, by podczas holu dużej ryby zminimalizować ryzyko wejścia ryby w obfitość zaczepów. Po rozstawieniu Krzysiek z Marcinem jak zwykle odpinają jedną łódź i płyną łowić aktywnie, a ja zostaję i pilnuję.

Poranna kawa i możemy ruszać na Pad.
Tuż przed zachodem słońca następuje branie małego suma, którego długość nie przekraczała 120 cm. Chłopaki wracają, dopinamy łodzie i podgryzając kolację dyskutujemy po cichu o tysiącu tematach. Noc jest jasna i pełna gwiazd oraz dźwięków nocnych ptaków. Ktoś z nas zapodał tekst o tym, że właśnie korzystamy z hotelu o największej ilości gwiazdek. To było po trzeciej w nocy, gdy nastąpiło mocne uderzenie na kiju oddalonym o 250 metrów od łodzi. Branie agresywne, z 10,5-metrowej wody, mocny wyjazd, jednak po chwili ryba się spina. Do rana mamy jeszcze jedno ugryzienie na zestawie oddalonym o 150 metrów, lecz ryba sprytnie kradnie przynętę i kolejny raz zostajemy z niczym.

To było po trzeciej w nocy, gdy nastąpiło mocne uderzenie na kiju oddalonym o 250 metrów od łodzi.
Postanawiamy powtórzyć akcję w tym samym miejscu, co w końcu daje rezultat. Agresywne branie na kij znajdujący się 40 metrów od łodzi następuje po godzinie trzeciej w nocy. Wspaniałe ugięcie kija, dziki wyjazd z fin nora plecionki zapowiada dużego zwierzaka i tak właśnie jest. W trójkę wskakujemy do pontonu. Ja za stery, Krzysiek - jak wojenny reporter - wszystko rejestruje, a Marcin walczy ze swoją rybą życia. Ryba ciśnie potężnie, atmosfera jest napięta, choć opanowana. Ryba idzie w zaczepy, ale przechodzi, a my dalej mocno i wytrwale robimy swoje, by po wyczerpującej walce Krzysiek podebrał grubego zwierza. Rankiem mierzymy rybę - długość wskazała 232 cm. Budowa ryby wyjątkowo szeroka i różniąca się masą od poprzedniego suma (230 cm) o dobre kilkanaście kilogramów.

Kolejny piękny wąsacz na naszym koncie.
Jest dobrze, długo dyskutujemy i - analizując za i przeciw - podejmujemy decyzję o zmianie miejsca. Tym razem płyniemy w dół rzeki, po drodze zaliczając bazę na dobre pół dnia. Jesteśmy pozytywnie nakręceni, tylko Krzyśka z bojowego stanu wyrywa ciągle bombardujący telefon. Tak, tak, nie ma to jak problemy w pracy, gdy się jest na rybach... Ale Krzychu twardo w jednej ręce wędka, w drugiej - komórka i próbuje łączyć dobre z pożytecznym. Pomimo przeciwności losu lecimy na miejscówkę. Najpierw cefale, bo to czas cefala, później rozstawianie stacjonarek i chłopaki ruszają w dorożkę, obławiając szybki odcinek poniżej położenia zestawów. Krzysiek z daleka widać nadal w dwóch światach. Tu napływa, a tu gada głośno o jakichś daszkach z metalu i nagle Marcin głośno oświadcza: jest, siedzi, grubas, się łowi, łowi się. I tak do kolekcji dołączył kolejny, tym razem długi na 235 cm, sum, który zaatakował własnoręcznie wykonaną przez Marcina przynętę. Radość jest ogromna, fotografujemy rybę i zwracamy jej wolność. Wracamy do łodzi, gdzie stoją już wystawione stacjonarne pazury. Jest humor i znowu rozmowy o tysiącu tematach, a niebo przykrywają chmury krążącej nieopodal burzy. Na szczęście omija nas bokiem, lecz ryby tej nocy są aktywne.

Jest humor i znowu rozmowy o tysiącu tematach, a niebo przykrywają chmury krążącej nieopodal burzy.
Pierwszy strzał następuje chwilę po północy. Fajny strzał z zestawu oddalonego o dobre 300 metrów. Pakujemy się tradycyjnie do kolibri. Ja za stery, Krzysiu trzyma rybę na kiju, a Marcin rejestruje, i tak poszliśmy pontonem w silny nurt nocnego Padu. Krzysiek holuje na kołowrotek o małym przełożeniu, tylko on sam wie, ile trudu kosztuje szybkie wybieranie luzu kołowrotkiem o takich parametrach. Woda płynie 6 km/h, natomiast my musimy płynąć szybciej od nurtu, by zminimalizować ryzyko wejścia ryby w zaczep. Doganiamy rybę i choć w naszych organizmach buzuje adrenalin, to sum ma maksymalnie 150 cm i Krzysiek nawet go nie wciąga na pokład pontonu, tylko wypuszcza do rzeki.

Klasyczne podebranie za dolną szczękę.
Cóż, to nie ten kaliber satysfakcji, płyniemy do łodzi. Szybko odchodzimy w krainę snu, by po trzech godzinach zostać z krainy tej wyrwani fantastycznie agresywnym braniem na najbliższym prawym zestawie. Tu wątpliwości brak, to kawał grubego zwierza, co od razu odbija w środek rzeki. Gonimy go jak wilki gonią jelenia. To jest ciężki pojedynek - sum w szybkim nurcie to zawsze wyjątkowo silny przeciwnik, lecz ten jest naładowany wyjątkową agresją. Krzysiek kontroluje sprawnie sytuację. Pomimo że widać po nim oznaki zmęczenia, to z zapasem mocy podbiera kolejnego włoskiego suma. Poranne mierzenie tej wyjątkowo silnej ryby wskazuje 223 cm długości.

Fotosesja, całus i - co jest świętością - drapieżnik wraca do swej rzeki.
Fotosesja, całus i - co jest świętością - drapieżnik wraca do swej rzeki. Kolejny dzień zaburza wielkie bombardowanie. To Krzysia telefon przypomina o trudnych sprawach w pracy. Zapada decyzja o wcześniejszym przerwaniu polowania. Więc kończymy ten jak zwykle udany set. Dziękuję Marcinowi Kam i Krzyśkowi Rózdze za kolejne świetnie spędzone chwile na rzece Pad.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Komentarze
Paweł Stachura
2019-01-12 02:49:46
Super artykuł
Piotr Durasiewicz
2019-02-28 09:00:27
Fascynująca opowieść, ciekawie napisana.
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ