Wydanie 1/2019

Zaloguj
Miętus wieczorową porą
Miętus wieczorową porą
Karolina Błaszczak

Wędkarze bojący się zimna oraz łowienia przy blasku księżyca mogą od razu odpuścić sobie przygodę z miętusem. Jest to bowiem ryba zimnolubna i aktywna głównie nocą. Warto uzbroić się w termos z gorącą herbatą, ciepłe ubranie i wykorzystać wolny wieczór na miętusową zasiadkę. Wytrwałym wędkarzom branie miętusa z pewnością wynagrodzi poświęcenie, z jakim wiąże się łowienie w ekstremalnych warunkach.

Podczas mojej wieloletniej przygody z wędkarstwem miętusy nie były obiektem moich westchnień. Śmiem przyznać, że moja wiedza na temat tego jedynego słodkowodnego przedstawiciela dorszowatych opierała się wyłącznie na opowieściach poznanych podczas zasiadek starszych z naszej wędkarskiej braci. Bardzo lubiłam ich słuchać. Szczególnie o tych rekordowych sztukach łowionych przed laty. To rozbudziło moją ciekawość i zapragnęłam dowiedzieć się o tej rybie jak najwięcej. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że informacji o „marmurkach” znalazłam naprawdę niewiele. Większość z nich się powtarzała lub opierała głównie na niesamowitych walorach smakowych mięsa. Zapewne jest to spowodowane tym, że jest to ryba zapomniana przez wędkarzy. No bo niby, co w niej takiego niesamowitego? Nie dorasta do pokaźnych rozmiarów, sam hol też raczej nie jest spektakularny w porównaniu do chociażby szczupakowych „świec”, ale przede wszystkim to drapieżnik, który lubi zimno, które może odstraszać. Mnie wcale to nie zniechęciło, a wręcz przeciwnie podsyciło ciekawość. Jednak na przygodę z miętusem musiałam jeszcze poczekać.

Ten miętus połakomił się na filet z uklejki.
Moje pierwsze spotkanie z miętusem miało miejsce w czasie studiów. Odwiedzając rodzinny dom w weekend razem z moim przyjacielem, Maćkiem oraz tatą postanowiliśmy spontanicznie wybrać się na zasiadkę. To był wyjątkowo zimny listopadowy dzień. Nie nastawialiśmy na nic konkretnego. Trochę zanęty, białe robaki, bo przecież celem było samo spotkanie i rozmowa. Wybraliśmy odcinek rzeki Wieprz, który był dla nas nowy. To właśnie tam złowiliśmy niewielkiego, ale jakże cieszącego oko miętusa. Do dziś wspominamy ten dzień, a ja nigdy nie zapomnę zapachu moich rękawiczek po kontakcie z tą rybą. Być może to dziwne, ale przypominał mi aromat świeżo skoszonej trawy, który uwielbiam.

Miętus - ryba zapomniana przez wędkarzy.

Na poważnie moją miętusową zabawę zaczęłam się jakiś czas później w Czechach. Rzeka, która dała mi najpiękniejsze miętusy, nazywała się Dyja i oddzielała Czechy od Austrii. Od moich czeskich przyjaciół nauczyłam się, jak skutecznie je łowić, a przede wszystkim, jak idealnie namierzyć miejscówkę. Przepiękne kamieniste brzegi musiały być strzałem w dziesiątkę w poszukiwaniu „marmurków”. Swojego największego miętusa złowiłam tuż po zmroku, łowiąc na kamienistej główce, chuchając w zmarznięte dłonie.

„Marmurkowe” kryjówki
Podstawową czynnością podczas łowienia miętusa, jak również każdej innej ryby, jest dobre wytypowanie miejscówki. Ten drapieżnik ma ogromne wymagania tlenowe i - jak wcześniej wspomniałam - uwielbia zimną wodę. Latem, kiedy temperatura wody wzrasta, przechodzi w stan odrętwienia. Gdy temperatura wody sięgnie 20 stopni, przestaje żerować i pływać. Większość czasu „marmurki” przebywają w kryjówkach. Dzięki śliskiemu, zwinnemu i wydłużonemu ciału z łatwością wciskają się w szczeliny skalne. Ustawiają się głową do wejścia jamy, skąd atakują przepływającą drobnicę. Mając na względzie te wszystkie wskazówki, wybieram przeważnie rzeki o wartkim nurcie. Nie łowię ich na wodach stojących. Zwracam również uwagę na to, jak wygląda dno rzeki. Preferuję żwirowe i skalne, w których mogą znajdować się potencjalne kryjówki.

"Marmurków" szukam głównie w rzekach o żwirowym lub skalnym dnie.
Dobrze szukać ich w okolicy umocnień brzegowych oraz zatopionych konarów drzew. Nad wodę wybieram się jeszcze przed zachodem, aby dokładnie przygotować się do łowienia. Ze względów bezpieczeństwa obieram miejsca, które dobrze znam. Łowiąc po zmroku, chcę być pewna każdego kroku. Trudno jest mi stwierdzić, w jakich godzinach możemy spodziewać się brań. Miętus jest rybą o bardzo specyficznym zachowaniu. Bywało, że obserwowałam aktywność zaraz po zmroku, a innym razem późną nocą.

Niezbędnik nocnych wypraw

Sprzęt, którym łowię miętusy, nie jest nadzwyczajny. Nie posiadam wędziska, które dedykowałabym typowo temu gatunkowi. Wędka, której używam, to zwykle ciężka gruntówka, dość długa, nic specjalnego. Hol ryby nie jest wybitnie emocjonujący, a ryba praktycznie sama się zacina. Dlatego w tym podrozdziale nie będę zagłębiać się w charakterystykę kołowrotka i wędki, tylko w detale, które w mojej ocenie są bardzo istotne w łowieniu miętusów. Na wstępie rezygnowałabym z plecionki - żyłka 0,20-025 w zupełności sprosta wyzwaniu. Niezbędnikami na nocne zasiadki, o których trzeba pamiętać, są bez wątpienia świetliki i dzwoneczki. Przyda się również latarka czołowa - preferuję te, które dają czerwone światło.
Na nocnych zasiadkach najważniejsze jest bezpieczeństwo.
Jak już wcześniej wspominałam, miętus jest drapieżnikiem, który wyjątkowo mocno łyka przynętę. Ma szeroki pysk i silne szczęki, a przynętę chwyta zdecydowanie, dlatego warto pamiętać również o dobrym wypychaczu do haków. Wybierając przynętę już od dawna stawiam na filety z uklejek. To właśnie one obdarowały mnie największą ilością miętusów w porównaniu z liczbą brań na rosówki czy białe robaki.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ