Zaloguj

Wydanie 5/2019

Zaufać sobie
Zaufać sobie
Łukasz Kruczek

Gdy czytacie ten tekst, sezon trwa w najlepsze. Wielu z was postawiło sobie jasne cele do zrealizowania. Większość zapewne chce złowić swoje PB, czyli osobisty rekord. Warto jednak się zastanowić nad jedynym, najważniejszym celem. Jakim? Czerpaniem radości z tego, co robimy.

Od pewnego czasu można zauważyć wzrost popularności wędkarstwa. Rosnące zainteresowanie idzie w parze z większą ilością stron internetowych, fanpage'ów, forów czy też grup na popularnych portalach social media. Duża ilość wędkarzy zachłysnęła się karpiowaniem. W związku z tym rośnie presja na łowienie większych czy też większej ilości ryb. Wszystko po to, żeby przypodobać się kolegom, którzy - jak my - obcują z naturą, łowiąc karpie.

Korzystając z grup o tematyce karpiowej, możemy się natknąć na wpisy początkujących karpiarzy, którzy szukają porady u starszych stażem kolegów. Problem w tym, że jest spora liczba osób, które próbują wybrać drogę na skróty, pisząc post typu „wybieram się na łowisko X. Gdzie położyć zestaw i co dać na włos?”.

Im częściej jesteśmy nad wodą, tym szybciej zbieramy informacje na temat danego łowiska.

Po otrzymaniu odpowiedzi jadą na łowisko i taktyka, którą obrali nie przynosi efektów, ponieważ akurat panowały inne warunki na łowisku, była inna pogoda. Młody karpiarz zniechęca się lub szuka winnych porażki, lecz gdyby nie „droga na skróty”, to być może udałoby się samemu wpaść na rozwiązanie. Właśnie wybierając krótszą drogę, sami utrudniamy sobie zadanie. Przestajemy myśleć samodzielnie i - licząc na to, że ktoś nam pomoże – nawet nie próbujemy poszukać rozwiązania. Aby łowić karpie, trzeba się rozwijać, być kreatywnym w tym, co się robi. Sam w życiu miałem taki moment, gdy poczułem, że to, co robię, idzie w złym kierunku. Mamy nieskończoną ilość informacji w internecie w postaci filmów, artykułów, for internetowych i wiele, wiele innych źródeł informacji. Szczególnie w filmach na popularnej platformie youtube można wiele zobaczyć. Tam zauważyłem mnóstwo taktyk nęcenia czy łowienia, technik, przyponów. Ale widziałem u niektórych też coś, co mnie intrygowało. To, czego wielu z nas nie ma, ponieważ nie cieszy się z każdej ryby, tylko z tej największej.

Zaobserwowałem, że wielu youtuberów czy też osób występujących w filmach o tematyce karpiowej, łowiąc nawet karpie, które odbiegają rozmiarami od wymarzonej dwudziestki czy też trzydziestki, potrafią się cieszyć z tzw. „pika”, przebiegu holu czy „ułuszczenia” karpia. Z czasem przestałem oglądać filmy, które opowiadały o tym, jak łowić ryby. Zwróciłem się ku filmom, które pokazywały przebieg zasiadek, hole, wszystko oprócz tego, co pokazuje, jak łowić. Zauważyłem to, co piękne w tym sporcie, czyli satysfakcja, radość i szacunek dla przeciwnika, docenienie piękna złowionej ryby. Polecam, aby zwrócić uwagę na to, że wielu karpiarzy prowadzących kanały na youtube przekazuje pozytywne emocje związane z samym holem ryby.

Obserwując wodę i to co dzieje się wokół nas można się wiele nauczyć.

Na każdym kanale w filmie da się zauważyć człowieka, który wkłada mnóstwo serca w to, co robi. Większość osób ma swoich idoli w naszym karpiowym półświatku, których podpatruje. Lecz czy każdy się z tym urodził? Wątpię w to. Każdy sukces człowieka, którego oglądamy w filmach czy też każda ryba wypracowana na zasiadce, to jest efekt dni, tygodni czasami nawet lat spędzonych nad wodą. A większość z nas niestety chciałaby od razu wskoczyć do grona ludzi, którzy ogrom czasu spędzili nad wodą, rozmyślając nad różnymi taktykami czy też przyponami. Oczywiście to nic złego, ale czy wszystko jest takie proste jak się wszystkim wydaje? Rozmawiając z ludźmi, którzy nigdy nie łowili ryb, zawsze słyszę: „jak ci się chce tyle siedzieć nad wodą z kijem? Przecież to tylko złowienie karpia, nie może być trudne”. Okazuje się jednak że jeśli się bliżej przyglądniemy, to może być trudne. Istnieje wiele czynników, od których zależne jest złowienie ryby. A tym bardziej dużego karpia, na którego polujemy, który z czasem i ilością złowionych staje się trudniejszy do złowienia, ponieważ nasze oczekiwania co do rozmiarów rosną.

Ciężka praca i włożone serce sprawiają, że ryby na macie cieszą podwójnie.

„Apetyt rośnie w miarę jedzenia”, lecz żeby dojść do pewnych rzeczy trzeba ćwiczyć, próbować. Nikt nie rodzi się i nie łowi od razu karpi powyżej 20 kilogramów. By to zrozumieć, chyba trzeba się cofnąć do początku własnej przygody z wędkarstwem. Jak to wszystko się zaczęło? Ja zaczynałem od spławika. W wieku przedszkolnym trzymałem „spławikówkę” ojca, łowiąc uklejki czy też inne gatunki ryb, bawiłem się i radowałem tym, co robię. Kombinowałem, chcąc łowić większe lub więcej ryb. Udawało mi się trafić z taktyką, ale nie zawsze łowiłem to, co chciałem i tyle, ile chciałem. Mając wielką frajdę i uśmiech na twarzy, nie mogłem się doczekać na kolejną wyprawę na ryby. Po latach doszedłem do momentu, kiedy to przestało mi sprawiać tę dziecięcą radość. Myślę, że wiele osób ma taki moment w życiu. Wtedy właśnie trzeba się cofnąć do początków swej drogi. Uświadomić sobie, co jest ważne w karpiowaniu. Poszukać motywacji, a przede wszystkim pasji.

Wyniki w postaci karpi przyjdą z czasem.

By łowić większe ryby lub też ich większą ilość, należy zdobyć pewne doświadczenie. Jest takie powiedzenie: „człowiek się uczy na błędach". Każdy karpiarz kiedyś popełniał błędy, spinał ryby czy też zjeżdżał o kiju. Rozmyślał, co zrobił w zły sposób. Ale każdy z podniesionym czołem i większą wiedzą wracał w to samo miejsce, żeby się „odegrać”. Każdego z nas, karpiarzy, jak się zwykliśmy nazywać, napędzają ryby. Te złowione, ale i też te spięte.

Należy docenić każdego przeciwnika, nawet jeśli nie ma wymarzonych rozmiarów.

Nie zawsze są one takich rozmiarów, jakich byśmy chcieli, ale jednak należy się cieszyć, że udało nam się przechytrzyć jednego z mieszkańców wody, nad której brzegiem zdecydowaliśmy się rozbić swój namiot i wbić podpórki, na których opieramy swoją świętość, czyli wędki. Jeśli jest to ryba, którą wypracowaliśmy dzięki własnemu doświadczeniu czy też próbom, uwierzcie mi, nic nie sprawia większej radości. Wtedy właśnie czujemy, że to, co udało się złowić, jest wyłącznie naszą zasługą. Łapiemy „zajawkę” i pozytywne emocje płynące z tej jakże pięknej pasji. To właśnie satysfakcja, że ryba, która jest w podbieraku została wypracowana przez nas i nasz sposób sprawia, że wracamy nad wodę i kombinujemy dalej, tylko po to, by dojść do perfekcji. Zachęcam każdego, by spróbował łowić dla siebie i własnej satysfakcji.

Z czasem można pokusić się o tworzenie własnych przynęt.

Pamiętając, że każda porażka zbliża nas do celu, który sobie postawiliśmy. Nie przejmujmy się tym, że ryba spina się kilka metrów od brzegu czy też podbieraka. Potraktujmy to jak lekcję i szansę na poprawę, a ryba prędzej czy później wróci, gdy tylko poprawimy nasze błędy, i na pewno będzie większa niż ta, która uciekła. Pamiętajcie też, że nad wodę jedziemy odpocząć. Nie warto więc się denerwować tylko dlatego, że ryby nie biorą. Możemy wtedy obserwować to, co dzieje się wkoło nas, po prostu wiązać nowe przypony lub składać nowe zestawy. Kto wie, może kolejny nowy przypon będzie nazwany waszym nazwiskiem bądź imieniem?

Ważne, aby znaleźć swój sprawdzony zestaw.

Łapiąc „zajawkę” i właśnie tę pasję, będziemy w stanie tworzyć jeden wielki niepowtarzalny „team na świecie”, team karpiarzy, którzy są w stanie zarazić każdego tym pięknym sportem!

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ