Zaloguj

Wydanie 5/2019

Powrót nad rzekę
Powrót nad rzekę
Przemysław Wamberski

Każdy z nas, karpiarzy, ma swoją ulubioną wodę, do której wraca co roku, niczym bocian do ukochanego gniazda po zimowej przerwie. Większości dlatego, że ma do niej duży sentyment lub dla niej respekt. Czynników może być wiele, jak wielu jest nas, wędkarzy.

Wracam nad rzekę, w moje rejony, z wielkim zapałem i entuzjazmem. Taka zimowa przerwa ładuje mi akumulatory. A muszę przyznać, że bywają sezony, gdy mam dość tej kapryśnej i chimerycznej rzeki, i choć to są tylko chwile, to jednak bardzo męczące. Rzeczny karpiarz musi się zmierzyć z wieloma wyzwaniami i naprawdę trzeba kochać łowienie w rzece, by wracać nad jej brzeg każdego sezonu z radością i entuzjazmem. A kiedy to jest?

Ulubione smaki rzecznych karpi i amurów.

Czasem to jest marzec, a czasem kwiecień, ale na sto procent MAJ. Wiosna nad rzekę przychodzi różnie, po zimowych roztopach, gdy woda już się trochę ustabilizuje i płynie w swoim korycie, szybko się natlenia i nabiera temperatury. A ostatnie lata nie obfitowały w śnieżne i mroźne zimy, zwłaszcza na terenie nizinnym, bo w górach w tym roku śnieg leżał do maja i było go pod dostatkiem. To właśnie ma wpływ na ustabilizowanie się wody w korycie rzeki. Dobrze, że wiosna powoli się rozkręcała w tym roku i śniegi w górach powoli topniały, więc woda w rzece na wiosnę powoli dochodzi do stabilizacji. Wzrasta aktywność karpi po zimowej przerwie, do tego dochodzi konkurencja, która zmusza ryby do poszukiwania obfitych stołówek i nowych miejsc żerowania.

Jednorazowa dawka jedzonka dla rzecznych wygłodniałych karpi i amurów.

Na łowienie w rzece poświęcam większość sezonu i są to różne odcinki, w zależności od pory roku i stanu wody w rzece, ale szybki i wartki nurt pociąga mnie najbardziej i tu staram się łowić o każdej porze roku. Rzeka na takich odcinkach co sezon się zmienia i zawsze coś się na niej dzieje.

Dlatego staram się poznać jak najlepiej zwyczaje rzecznych karpi i to, czym na danym odcinku się odżywiają, a nie jest to takie proste, gdyż po jednej wyprawie nie można za wiele powiedzieć, co w tej rzece mieszka i chroni się w wartkim nurcie na danym odcinku.
Moim celem wyprawy nad rzekę niewątpliwie jest karp. Odnalezienie jego miejsc bytności, ulubionych odcinków rzeki, poznawanie jego przysmaków, właściwe znęcenie i użycie odpowiedniego sprzętu to czynniki, które pozwolą nam na złowienie naszego ulubieńca w dużej rzece o silnym nurcie.

Zestawy zarzucone czekają na majową zdobycz.

Kluczowym elementem decydującym o tym, czy ryba skusi się na naszą wędkę, jest posiłek, jaki dla niej przygotujemy. Wybieram raczej kulki zbliżone do neutralnego pożywienia. W maju w rzece jest jeszcze czysta woda, która szybko przenosi zapachy i przynęta może być dopalona dipem, choć niekoniecznie, ale za to w późniejszych porach roku obowiązkowo. Z nastaniem coraz cieplejszych dni woda w rzece staję się bardziej zanieczyszczona i niesie wiele zapachów, nie tylko naturalnych, ale i gospodarczych.

Duże rzeki zazwyczaj są trasami żeglugowymi, a co za tym idzie trudnym łowiskiem dla wędkarzy stacjonarnych, takich jak my, karpiarze. Przepływające barki i statki ostro mieszają wodę, a do tego dochodzą wahania wody, które zbierają i niosą wiele zanieczyszczeń, a one utrudniają łowienie. Transport rzeczny najaktywniejszy jest wiosną i jesienią, z uwagi na wyższy stan wody w rzece. Karpiowanie w rzece wymaga wzmożonej uwagi, a nasza czujność na zachowanie rzeki powinna być dyskretna, ale ciągła.

Transport rzeczny najaktywniejszy jest wiosną i jesienią.

Mając na uwadze swoje bezpieczeństwo, powinniśmy solidnie się przygotować do karpiowania w rzece. Nie możemy zostawić wszystkiego przypadkowi lub zaniedbać nawet najmniejszych szczegółów. Wspomnę tu o pewnej majówce, którą samotnie spędzałem nad brzegiem rzeki. Było to kilka lat temu. Ulokowałem się na nowym odcinku rzeki, gdzie dojazd był trochę skomplikowany. W okresie, gdy padał deszcz, na polnej drodze zalegał namułek rzeczny i z chwilą zmoczenia robiła się taka mazia i ślizgawka, że tylko dobra terenówka mogła sobie dać radę. Do tego dochodziły koleiny po traktorze, w które auto samo ześlizgiwało się na błocie. Przygotowanie miejscówki przez dwa tygodnie przebiegło bez żadnych niespodzianek. Standardowo co dwa dni odwiedzałem rzekę, sypiąc pokaźną ilość żarcia, by przygotować łowisko na pięć dni wędkowania bo tak wypadał długi weekend majowy.

Majowy amur - amator "adrenaliny".

Pogoda była idealna w dniu rozpoczęcia zasiadki, a i ryby dopisywały. Może nie były wielkie, ale codziennie na macie lądowała sztuka. Z racji tego, że pogoda była od dłuższego czasu prawie letnia, to na dobre zaczęły żerować również amury. Samotna zasiadka była super, choć miałem problemy ze zrobieniem zdjęć, bo nie zawsze idealnie wychodziły, ale to mały szkopuł. Po trzech dniach łowienia miałem na koncie dwa amury i karpia, gdy w małym wędkarskim radyjku, które zabieram na samotne zasiadki, zaczęli trąbić, że idzie do polski zimny front, co może spowodować opady deszczu, nawet ciągłe i obfite. Pomyślałem o skróceniu zasiadki o jeden dzień, by uciec przed nagłą zmianą pogody i móc wyjechać z tego buszu bez problemu, bo jak już wspomniałem droga po opadach staje się niezłym bagniskiem. Ale co tam, czwartego dnia na macie zameldował się drugi karp, więc adrenalina wzięła górę, a radość z łowienia stłumiła rozsądek.

Rzeczna torpeda.

W ostatnią noc obudził mnie delikatnie padający deszcz. Wyszedłem z namiotu i poczułem ciepły wiosenny deszczyk, który delikatnie kropił. Szybko usnąłem, ale śpiąc czujnie, budziłem się kilka razy, nasłuchując, czy deszcz przestał padać. A on leniwie kapał, tak mi się przynajmniej wydawało. Nastał ranek, a nawet przed południe, bo tak dodrze mi się spało. I pewnie bym jeszcze smacznie chrapał, tylko obudził mnie potężny odgłos łamanej gałęzi. Trzask i huk spadającego konaru postawił mnie na równe nogi, wyciągając z namiotu. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast soczystej, wiosennej zieleni, ujrzałem białą dwu- czy trzycentymetrową kołdrę ze śniegu, pokrywającą wszystko wokół. Pod wpływem ciężkiego, mokrego śniegu gałęzie pokryte wiosennymi liśćmi łamały się z impetem.

Majowy śnieg już na utwardzonej drodze.

Nie zastanawiając się długo, szybko spakowałem mokre manele, by jak najszybciej, póki to możliwe, wyjechać z lasu na utwardzoną drogę. Niestety utknąłem w pierwszych koleinach, taplając się i ślizgając w mule, który rzeka wyrzucała w czasie dużych przyborów wody. To była niezła ślizgawka. Zostało mi tylko wezwać na pomoc kumpla z terenówką. Mimo dobrego samochodu męczarnia była ogromna, ale udało się. Od tamtej majówki nie pojawiłem się w tym rejonie rzeki na rybach, choć byłem tam wielokrotnie na rekonesansie.

Z miłymi wspomnieniami wracam nad brzeg rzeki, choć przecież powiało tam grozą. A i tak uwielbiam te mgliste poranki, gdy słychać tylko śpiew ptaków i od czasu do czasu plusk wyskakującej ryby.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Komentarze
Adrian Kowalski
2019-05-24 10:15:00
Swietny !
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ