Zaloguj

Wydanie 5/2019 - PREMIERA

Tymczasem w centrum miasta
Tymczasem w centrum miasta
Jakub Pustuła

Nigdy nie myślałem, że w centrum miasta będę szukał dużych karpi. Całe życie mocno uciekałem od śródmiejskich bajor, tworzonych na potrzeby rekreacyjne, na rzecz odległych, pozamiejskich, dzikich miejsc. Z dala od ludzi, gdzie w pełni mogłem się relaksować i cieszyć pięknem otaczającej mnie natury.

Sytuacja uległa zmianie, gdy podczas wiosennego spaceru wokół osiedlowego zalewu, w płytkiej zatoczce, zobaczyłem cztery karpie wygrzewające się na powierzchni wody. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie były to małe karpie. Każdy z nich wyglądał na grubo ponad 15 kg. Zacząłem więc rozmawiać z łowiącymi tam wędkarzami, pytając, jakie ryby głównie tu łowią. Okazało się, że ponad 10 lat temu remontowany był park, w którym jako młodziak spacerowałem z tatą i oglądałem wygrzewające się karpie. Oczywiście był tam całkowity zakaz łowienia, a miejsce to miało charakter rekreacyjny. Po remoncie wszystkie te ryby zostały przetransportowane i wpuszczone do omawianego zalewu, nad którym dzisiaj łowię. Myśli o karpiach, które widziałem oraz wyobrażenie o tych, które mogą tam pływać, nie dawały mi spokoju. Postanowiłem zatem spróbować zasiadki mimo spacerowiczów, rowerzystów, szczekających na mnie psów i ciągłego hałasu, wynikającego z bardzo dużego ruchu drogowego.

Codziennie po pracy podjeżdżałem na kilka minut zanęcić wcześniej wysondowane miejsce.

Pierwszy raz przyjechałem tam w maju zeszłego roku. Po pracy zabrałem wyłącznie wędkę z markerem, aby wysondować zbiornik. Dno nie było zróżnicowane, opierało się głównie na równej głębokości i podobnej strukturze dna. Po około dwóch godzinach sondowania udało mi się namierzyć niewielką górkę, mniej więcej na środku zbiornika. Z jednej strony ucieszyłem się z wytypowanego miejsca, a z drugiej wiedziałem, że będę musiał idealnie trafić dwoma wędkami na daleką odległość o bardzo małej powierzchni. Mimo wszystko postanowiłem zaryzykować i spróbować łowić w wytypowanym miejscu.

Warto dodać, że nad zalewem wolno łowić tylko do godziny 22.00, więc pozostawały mi wyłącznie krótkie popołudnia (pracę kończę około godziny 17.00).

Taktyka nęcenia była bardzo prosta. Każdego dnia po skończonej pracy jechałem nad zalew i punktowo z kobry sypałem około 20 kulek o średnicy 18 mm, precyzyjnie w miejsce, w którym zamierzałem łowić. Warto nadmienić, że kulki zawsze były mocno dopalone truskawkowym boosterem Marcela Van Den Eynde, którego zapach dobrze wyróżnia się w zamulonych łowiskach o dużej presji. Po 4 dniach systematycznego nęcenia nareszcie przyszedł dzień, w którym spokojnie mogłem usiąść nad wodą i spróbować swoich sił w łowieniu w mieście. Nad zalewem pojawiłem się około godziny 17.30. Do miejsca, w którym łowiłem, trzeba było przejść kawałek drogi, więc bardzo ważne jest w takim łowieniu ograniczenie sprzętu do minimum. Zabrałem najbardziej potrzebne rzeczy i po kilku minutach doszedłem do mojego stanowiska.

Nad wodę zabieram tylko najbardziej potrzebne rzeczy, ograniczając sprzęt do minimum.

Na pierwszy zestaw założyłem pojedynczą kulkę, która od dwóch dni moczyła się w truskawkowym dipie o zapachu truskawki. Na drugi zestaw poszedł bałwanek również o tym samych zapachu. Zastosowałem zestawy helikopterowe z siatką PVA, dzięki czemu miałem pewność, że zestawy podczas rzutu nie będą splątane. Wszystko to na koniec zostało dopalone truskawkową „mgłą”, która miała smużyć na dnie.

Wiedziałem, że najtrudniej będzie wrzucić się w miejscówkę, która jak wcześniej pisałem była oddalona o ponad 100 metrów. Dlatego zabrałem ze sobą dwie wprost stworzone do bardzo dalekich rzutów wędki – Carpex Camou Carp o długości 3,9 m i ciężarze wyrzutu 3.5 LB. Akcja szczytowa oraz długość tych wędek pozwoliła mi na pewne wrzucenie obydwu zestawów precyzyjnie w miejsce nęcenia. Pozostało tylko czekać…

Do dalekich rzutów używam zestawów helikopterowych z przyponem typu Combi-Rig. Przez cały przypon idzie siatka PVA, dzięki temu mam stuprocentową pewność, że zestaw się nie poplącze.

Po kilku godzinach bez brania, około godziny 19.30, na wędce, na której założony był bałwanek, swinger powoli, ale stanowczo zaczął iść do góry, po czym zrobiła się typowa rola i ryba w bardzo szybkim tempie zaczęła wybierać żyłkę ze szpuli. Mój puls i bicie serca przyspieszyły, a po lekkim zacięciu rozpoczął się hol. Niestety euforia była bardzo krótka…. Po około minucie holu ryba weszła w zaczep i mimo zostawienia wędek na podpórkach niestety już z niego nie wyszła i nie udało mi się jej wyholować. Moje śródmiejskie łowisko nie jest niestety wolne od takich zawad, które są pozostałościami po starych, zalanych zabudowaniach. Tego dnia było to pierwsze i zarazem ostatnie branie.

Uwielbiam ten moment niepewności, gdy do końca nie wiadomo, jakiej wielkości cyprinus znajduję się na końcu wędki. Niestety tym razem ryba wygrała, ale wierzę, że może jeszcze kiedyś skusi się ponownie na mój zestaw.

Mimo, że ryba się spięła, to byłem zadowolony, że udało mi się namówić karpia do brania. Taktyka się sprawdziła, więc na koniec łowienia dorzuciłem kobrą parę kulek i - pełen nadziei i optymizmu - wróciłem do domu. Następnego dnia postanowiłem także spróbować swoich sił, ponownie przyjeżdżając z doskoku na parę godzin po pracy. Pogoda znów nie napawała optymizmem. Mimo majowego czasu woda była zimna, a na dworze było pochmurno i chłodno. Tym razem postanowiłem na obydwu zestawach założyć bałwanka podpiętego kulką 0,12 mm o zapachu truskawki.

Praktycznie zawsze kulkę tonącą podbijam dobrej jakości kulką pop-up o szybkiej, smużącej pracy, w celu wyróżnienia mojego zestawu na dnie.

Po około godzinie od zarzucenia zestawów zaczęła się rola. Tym razem holowałem rybę zdecydowanie mocniej, pozwalając jej na krótkie odjazdy w obawie, że znowu wejdzie w jakiś zaczep i ją stracę. Kluczową rolę odgrywa tu dobrej jakości kołowrotek. Drugi rok stosuję Carpex Quartz i szczególnie w siłowych zmaganiach ten sprzęt mnie nie zawiódł. Warto nadmienić, że producentem sprzętu pod szyldem Carpex jest Robinson, który w ostatnim czasie poczynił krok milowy w dziedzinie szeroko rozumianego karpiarstwa. Po kilku minutach siłowej walki na macie ląduje piękny lustrzeń. Radość była nie do opisania, a cierpliwość wynagrodzona, tym bardziej, że to ryba z przydomowej wody w centrum dużego miasta. Wokół mnie zebrała się rzesza spacerujących przechodniów oraz rowerzystów, która zaczęła gratulować złowionej ryby i komentować, że „tyle mięsa to dla całej rodziny będzie”. Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem ważyć rybę. Waga pokazała 12,5 kg. Bez zbędnej sesji zdjęciowej, żeby nie stresować ryby, szybko wypuściłem karpia ku zdziwieniu i rozczarowaniu oglądających. Do końca dnia już nic się nie wydarzyło, ale satysfakcja z wypracowanej ryby wynagradzała ten czas.

Najpiękniejszy moment dla każdego karpiarza? Po pięknej walce ryba wraca do swojego domu.

Uważam, że łowienie w mieście jest świetną alternatywą dla osób, które nie mają zbyt dużo czasu na kilkudniowe zasiadki. W każdej większej aglomeracji i nie tylko są zbiorniki, gdzie na pewno nie brakuje okazałych karpi i co ważne presja ze względu na spacerujących jest o wiele mniejsza. Przygotowanie miejsca pod łowienie nie jest trudne. Obserwujemy i sondujemy w końcu niewielką wodę. Oczywiście ciężko przy takim łowieniu o wypoczynek, ponieważ cały czas ktoś lub coś odwraca naszą uwagę. Z biegiem czasu powoli przyzwyczajamy się do tego. Każdemu polecam takie łowienie tym bardziej, że można być bardzo mocno zaskoczonym i złowić to, czego wam i sobie ogromnie życzę, czyli pięknego karpia.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ