Wydanie 3/2019

Zaloguj
Odrzańska gra w zespole
Odrzańska gra w zespole
Piotr Boufał

Wędkarstwo sumowe to niewątpliwie gra w zespole. Wyniki zależą przede wszystkim od wspólnego wysiłku włożonego w to, co kochamy. Nie chodzi tylko o bezpieczeństwo nad wodą. To właśnie podział obowiązków, proste, klarowne zasady, pracowitość często wpływają na nasz wspólny sukces.

Myślę, że dobrym przykładem będzie jedna z lipcowych wypraw nad Odrę, na którą wybrałem się z Marcinem. Wyjazd oczywiście dotyczył szkolenia nad wodą z metod aktywnych, jak i stacjonarnych. Mój gość przyjechał aż z Wielkiej Brytanii, więc nie tylko na szkoleniu mi zależało. Pragnąłem, żeby prócz całego worka cennej wiedzy wrócił z rybą na koncie.

Nad brzegiem Odry stawiliśmy się z samego rana. Żar dosłownie lał się z nieba. Taka słoneczna pogoda nie jest niczym dobrym dla nas i dla celu naszego szkolenia. Woda była bardzo gorąca jak na tę połowę lipca. Za główkami w klatkach zaczynała kwitnąć woda. Rozpoczęliśmy łowienie aktywne. Opowiedziałem Marcinowi o bezpieczeństwie na wodzie - kilka szczegółowych informacji o zasadach podczas holu ryby. Szybkie szkolenie z ustawień echosondy i zaczęliśmy wędkowanie. Ryb za główkami jak na lekarstwo. W kilka godzin udało się sprowokować niewielkie oseski przy użyciu Clonk Teasera dopalonego rosówkami. Niestety dużych zapisów brak. Totalna pustynia.

Gra zespołowa więc i fota wspólna.

Zmieniliśmy więc miejsca na te bardziej natlenione i z wyraźnie silniejszym nurtem. Niestety na moim odcinku jest to woda z reguły bardzo płytka. A przy łowieniu aktywnym metodą verticalną dobrze jest mieć pod stopami trochę więcej wody. To bardzo ważne ze względu na prezentację przynęty i pracę z rybą. W tym momencie szkolenie przeistoczyło się w polowanie. Dryf był szybki, a napływanie rynienek krótkie, punktowe i bardzo krótkie. W międzyczasie dostaje telefon od „Bryki”. Bryka to mój przyjaciel oraz członek ekipy MADCAT Polska. Szybkie pytanie, co robię i gdzie jestem, i czy mam czas. Po krótkiej konsultacji z moim gościem umówiliśmy się z Bryką na wieczorną stacjonarkę. Po zakończonej rozmowie pozostało nam niewiele czasu na latanie po rzece. Popłynąłem więc na ostatni, niewielki, zewnętrzny zakręt rzeki. Główki płytkie i raczej mało ciekawe dla oka. Jednak dobrze natlenione i z szybką wodą. Pierwszy napływ na 2-metrową „rynienkę” wymytą przez warkocz, odchodząc od szczytu główki. Kątem oka widzę na ekranie niewielkiej długości zapis, lecz gruby, który szybko znika z ekranu echosondy.

Zachód słońca nad Odrą.

Przynętę na ślepo puszczam do tyłu za ponton. Jedna, jedyna szansa. Po chwili ryba uderza z takim impetem, że uderzenie poczułem aż w barku. Za kij łapie Marcin i rozpoczyna się hol. Ryba wchodzi pod ponton. Pod sobą mamy około metra głębokości. Ryba wielokrotnie uderza o dno naszego pontonu ogonem. Co jakiś czas wypływa na powierzchnię i uderza ogonem o taflę wody. Hol jest bardzo widowiskowy, a ja zauważam, że poziom adrenaliny u Marcina wyraźnie się zwiększył. Nogi i ręce się trzęsą! Po to tu jesteśmy? Rybę udaje się po siłowym holu wrzucić na pokład. Jest piękny. Strzelamy w miarę 180 cm. Szybki pomiar i nasza ocena jest bezbłędna. Piękny, marmurkowy klamot z Odry. Ryba po szybkiej sesji wraca do domu. 

Słońce już tak nie pali. Robi się cicho i bezwietrznie. Decydujemy się spłynąć po sprzęt stacjonarny. Na brzegu czeka już Bryka. Szybka rozmowa odnośnie wyboru miejsca oraz taktyki. Stwierdziliśmy, że zajmujemy dosyć płytki, wewnętrzny zakręt rzeki, a Bryka usiądzie sam na jego końcu. Jednym słowem – zajmujemy cały zakręt. Po dotarciu na miejsce szybkie rozłożenie namiotu, łóżek i przystępujemy do szkolenia. Najpierw kilka słów, dlaczego taki zakręt i dlaczego wybrałem takie, a nie inne miejsce na nocleg. Omówiliśmy metody i zajęliśmy się budową zestawów. Pierwszy zestaw w wodzie. Klasyczna podwiązka do szczytu niewielkiej główki. Kij stoi w podpórce. W momencie, gdy mieliśmy wywieźć drugi zestaw, jest branie. Niestety po ruchach kija wiedziałem, że będzie to niewielka ryba. Po krótkim holu na brzegu ląduje niewielki wąsacz.

Marcin wraz z jednym z naszych wąsaczy.

Metoda i wybór miejsca były trafne, teraz tylko czekać na odrzańskie kabany. Udaje nam się wywieźć pozostałe cztery kije. Szybki telefon do Bryki z przekazaniem informacji o rybie. Okazuje się, że Bryka również ma rybę w granicach 160 cm. Noc zapowiada się super! W oczekiwaniu na brania opowiadam Marcinowi o Odrze. Staram się przekazać jak największą ilość wiedzy, dorzucając krótkie anegdoty ze swoich wypraw. Wieczór jest ciepły, męczą tylko komary. Gdzieś koło godziny 23:00 dostaję wiadomość od Bryki. „Jest kaban”. W momencie, gdy odkładałem telefon, chcąc przekazać informację Marcinowi, kij wywieziony najdalej w górę rzeki lekko się zatrząsnął, a po chwili powoli i z gracją szczytówka kija położyła się ku wodzie. Wyskakuję z łóżka, krzycząc po Marcina. On zbierał w tym momencie chrust na ognisko. Kij się prostuje, zrywka pęka. Zacinam i czuję ogromną moc. Marcin przybiega i oddaję mu kij.

Zestaw napięty, czekamy na strzał.

Noc jest w miarę jasna. Wchodzimy na ponton i płyniemy w górę rzeki. To będzie ciężki hol. W korycie rzeki leży cała masa powalonych drzew. Mijamy większą część z nich. Ryba jest centralnie pod nami. Nurt jest bardzo silny. Staram się trzymać blisko suma jak to tylko możliwe. Nagle ryba, powoli płynie w górę rzeki. Mówię do Marcina spokojnym głosem, że to będzie prawdziwy potwór. Pierwszy raz widzę w tej rzece, żeby ryba ciągnęła pod nurt dwójkę ludzi na pontonie. Po chwili kaban wchodzi w zaczep. Staram się opłynąć miejsce. Stajemy nad miejscem zaczepu. Niestety bezskutecznie. Nagle ryba sama rusza! Mamy ją znowu! Kilka minut walki w nurcie i w świetle księżyca pokazuje się ogromny łeb. Na pierwszy rzut daje mu 200+. Spływamy do brzegu, przybijając piątki. Rybę delikatnie wyciągamy z pontonu i zakładamy bezpieczną smycz. Poczeka i odpocznie do rana. Szybki telefon do Bryki: „My też mamy kabana!”. Do samego rana nic się już nie działo. Spakowałem sprzęt i spłynęliśmy z rybą do Bryki.

2x195 cm oraz 1x160 cm!

Ryby na smyczach odpoczęły. Ciężko je wyciągnąć na brzeg. Poranek jest piękny. Trzy, piękne ryby lśnią się w promieniach budzącego się słońca. Miarka pokazała 2x195 cm oraz jeden mniejszy 160! To była magiczna noc. A praca w zespole jak zwykle okazała się strzałem w dziesiątkę! Wspólna sesja. Ryby wracają do domu, a Marcin z workiem cennej wiedzy i przygodzie, o której na pewno na długo nie zapomni.

Dzięki Panowie!

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Komentarze
Damian Hunter
2019-05-21 08:53:02
Już się nie mogę doczekać szkolenia ! Oby w kabany obrodziło;)
Damian Hunter
2019-05-21 08:53:05
Już się nie mogę doczekać szkolenia ! Oby w kabany obrodziło;)
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ