Wydanie 3/2019 - PREMIERA

Zaloguj
Gdy czas goni nas
Gdy czas goni nas
Piotr Bryling

Długie zasiadki sumowe, zajmujące od kilku dni do nawet kilku tygodni, w dzisiejszych czasach to rzadkość. Niewiele osób nie może sobie na takie wyprawy pozwolić. Zazwyczaj metody stacjonarne wymagają od wędkarza dużo czasu. Czy jest sens jechać nad wodę, gdy mamy zaledwie kilka godzin? Oczywiście, że tak.

Bardzo miło czyta się opisy zasiadek trwających kilka dni. Jeszcze lepiej ogląda się filmy z takich wypadów. Wszystko jest spokojne, dopracowane i przemyślane. Zero pomyłek, piękne obrazy natury, robienie zestawów nad wodą, pogaduchy i drzemki. Po prostu bajka. Przeważnie rzeczywistość nie ma z tym nic wspólnego. Przynajmniej w moim przypadku i wędkarzy z mojego otoczenia.

Zawsze napięty terminarz i zegarek, który dziwnie za szybko odmierza czas. Wiecznie spóźniony na spotkania, do domu, do rodziny… A gdzie czas na sumy? Choć dobrze znam ten problem, to udaje mi się wyskoczyć na chwilę nad wodę.

Zestaw na podwodny spławik to coś czego nie powinno zabraknąć w sumowym asortymencie. Odpowiednio dobierając gramaturę spławika można rewelacyjnie wyeksponować przynętę nad dnem.

Zaczynając sezon w czerwcu ubiegłego roku, nastawiłem się od razu na łowienie stacjonarne z brzegu. Zakładając żywce, byłem pewien sukcesu. Pudło - kilka nocek bez brania. Siedząc przed wędkami analizowałem w głowie, co się dzieje, że nic się nie dzieje. W okręgu wrocławskim, i nie tylko, okres ochronny suma został skrócony o cały miesiąc. Moim zdaniem nie powinno się to wydarzyć, gdyż nie wszystkie ryby zeszły z tarła i część siedziała jeszcze w gniazdach. Do tego wiosna była bardzo burzliwa. Wszystko to przełożyło się na brania dużych sumów. W głowie układałem różne teorie. Skoro duże sztuki były zajęte rozmnażaniem się, postanowiłem łowić delikatnie. Pęk rosówek na podwodnym 20-gramowym spławiku okazał się przepisem na sukces. Wiedząc, że mam zaledwie kilka godzin wolnego czasu do wykorzystania, musiałem wyruszyć wieczorem, gdyż właśnie wtedy sumy startują na pierwszy większy posiłek po całym dniu chowania się przed słońcem. Na własnym przykładzie napiszę, że nie potrzeba kilku dni. Wystarczy niecała godzina tuż przed zachodem słońca, gdy trwa tak zwana szarówka, by trafić w czas. Zazwyczaj to godzina, czasami nawet nie. To idealna pora, by w momencie intensywnego żerowania złowić suma.

Tak wygląda gotowy zestaw, którego używam do łowienia metodą stacjonarną tuż pod powierzchnią wody.

Jedyny dzień, w którym mogłem sobie pozwolić na krótki wyjazd, wypadł w środku tygodnia. W związku z tym, że w następnym dniu musiałem rano stawić się w pełnej dyspozycji w pracy, pojechałem na kilka godzin wędkowania. Bez środka pływającego, w jednej z atrakcyjnie wyglądających klatek, za pomocą zwykłej oliwki 30 g, ze spławikiem przelotowym ostukałem dno, ustalając dołki i płycizny. To stara i najlepsza metoda ustalenia topografii dna. Następnie wyrzuciłem rosówki podane na podwodnym spławiku na kant spadku w spokojną wodę odciętą przez warkocz. Tuż przed szarówką zaczął się istny armagedon. Małe osobniki brały w niezliczonych ilościach. Przez dobre pół godziny łowiłem ryby do metra długości, zużywając spory zapas rosówek. Nagle nastała cisza w braniach. To była cisza przed burzą. Dzwoneczek z sygnalizatorem wstrząsowym odezwały się jednocześnie. Potężne uderzenie w unoszące się w toni wody robaki zerwało mnie na równe nogi. Obudziły się - pomyślałem. Kolejne minuty otwierały moje oczy coraz mocniej. Wyrzut, branie, hol, ryba i tak co chwilę. W pewnym momencie używałem tylko jednego zestawu, bo nie byłem w stanie łowić na dwie wędki. Dobrze wykorzystałem czas, gdy weszła waga średnia. Tego wieczora pobiłem osobisty rekord w ilości złowionych sumków. To był istny szał. Na dwie godziny po szarówce brania zmalały, a ja zebrałem się o przyzwoitej godzinie do domu.

Gdy zestawy są napięte tętno przyspiesza. Kawa to czasem zbędny element na szybkiej zasiadce.

Tuż przed wyjazdem na wakacje chciałem choć na chwilę jeszcze pojechać nad Odrę. Postanowiliśmy z kolegą Sławkiem wybrać się pod wieczór w to samo miejsce, gdzie zaczynałem sezon. Szybka stacjonarka chodziła nam po głowach od dawna. Zestawy zostały postawione pod samą powierzchnią w strategicznych punktach przy wyjściu z głębokiej wody na płyciznę. Potężna fontanna ze strzałem zrywki wyprzedziły moment brania sygnalizowanego na wędce. Pompowanie, odjazdy i tak przez kolejne kilka minut. Piękny ponad dwumetrowy sum dał się grzecznie podebrać i w momencie wiązania smyczy strzeliła druga zrywka. Następny duży! W niecałe trzy godziny zakończyliśmy wyprawę z pięknym wynikiem 210 i 195 centymetrów.

Obserwujmy wodę, ona zawsze daje dużo wskazówek. Kiedy wiemy gdzie i kiedy żerują sumy nasze szybkie wypady mają sens!

Drugą bardzo ważną chwilą, na którą nie trzeba tracić zbyt wiele czasu, a której żaden sumiarz nie przepuści, jest świt. To magiczny moment, gdy sumy muszą się dobrze najeść przed całym dniem. Gdy wzejdzie słońce, są one zdecydowanie mniej aktywne. Wybierają w wodzie głębokie doły, zwaliska drzew czy jamy w burtach przy brzegu. Mogą tam spokojnie doczekać zachodu słońca, by znowu ruszyć na łowy.

W jeden z pierwszych weekendów października, mając czas tylko do południa, postanowiłem spróbować złowić osobnika, który bawił się ze mną od dłuższego czasu. Jeszcze długo przed świtem byłem nad rzeką i cichutko rozkładałem sprzęt. Nawet ponton dmuchałem pompką nożną, żeby tylko nie zachowywać się za głośno. Byłem niedaleko stołówki mojego przeciwnika wagi ciężkiej, więc musiałem zachować szczególną ostrożność. Wcześniej łowiąc aktywnie nie dałem rady sprowokować jegomościa do pobrania przynęty. Zachowywał się jak lord. Dostojnie pływał wokół przynęt i kolejno je odrzucał. Spróbowałem więc szczęścia z metodą stacjonarną. Znając ukształtowanie dna wywiozłem pontonem zestawy we wcześniej szczegółowo przemyślane miejsca. Używałem silnika elektrycznego, by jak najsprawniej i najciszej umieścić zestawy przy przerwanej główce i wielkim drzewie powalonym przez miejscowe bobry. Na szczęście wszystko poszło szybko i sprawnie. Na końcach zestawów spławikowych zawisły dorodne żywce. Przymocowane zostały na zrywkę o średnicy 0,3 mm.

Karp to bardzo żywotna i silna ryba. Jego mocna praca z pewnością zwabi suma, który żeruje w okolicy.

Łowiłem po płytkiej stronie, nie przegradzając Odry. Napiąłem wędki i usiadłem, by napić się porannej kawki. Nie minęło pół godziny, gdy jedna z wędek zaczęła się kłaniać rzece. Uginała się tak wolno, że dzwoneczek zaczepiony na szczytówce nie wydał żadnego dźwięku. Dopiero w momencie, gdy pękła zrywka, a wędka odstrzeliła w drugą stronę, lecąc w krzaki, zasygnalizował swoją obecność. Na ten moment czekałem. Wybrałem luz plecionki i mocno dociąłem. Po tym, w jaki sposób byłem ciągnięty w kierunku wody, wywnioskowałem, że żarty się skończyły. To nie był łatwy przeciwnik. Po długim, wyczerpującym i siłowym holu lord został podebrany i wsunięty na matę. Tuż za tarką w dolej szczęce jest kieszonka, za którą trzeba wsunąć palce. Wtedy mamy pewność, że ryba nam się nie wywinie i nie zrobimy jej przy tym krzywdy. Zrobiło się jasno, więc chwilka na smyczy dla regeneracji, szybka sesja zdjęciowa i uwolniłem tego giganta ponad 220 cm. Nawet nie wywoziłem już zestawu. Siedziałem na trawie w porannym słońcu, uspokajając emocje i wpatrując się w leniwie płynącą Odrę.

Mata to świetna izolacja od kamieni, ostrego piasku czy mułu. Pamiętajmy, aby zapewnić sumom jak najlepszą ochronę przed przetarciami ciała i zamuleniem skrzeli.

Przy odrobinie szczęścia i niewielkiej ilości poświęconego czasu można złowić rybę życia. Zachęcam do wyjścia z domu na łono natury, gdzie możemy stworzyć dla siebie piękne wspomnienia na całe życie.

Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ