Wykombinować branie
Wykombinować branie

Przetłumacz:

Każda kolejna zasiadka niesie ze sobą nowe nadzieje na spotkanie z rybą życia. Co zrobić, kiedy założona wcześniej taktyka nie przynosi brań? Dalej testować swoją cierpliwość, czy zacząć kombinować? To jedno z najczęściej zadawanych pytań przez karpiarza.

Średnia ocen:

Ilekroć przerzucamy lub przewozimy zestaw, zawsze zastanawiamy się, dlaczego nie było brania. Czy my zrobiliśmy coś nie tak, czy ryby po prostu nie żerowały? Trudno zliczyć ilość czynników, wpływających na nasze powodzenie. Na wiele z nich po prostu nie mamy wpływu. Nieustanny rozwój wędkarstwa karpiowego, nowinki technologiczne i nowe metody dają karpiarzom więcej możliwości na osiągnięcie sukcesu.

Szala czynników decydujących o udanej zasiadce wyraźnie przechyla się na stronę karpiarza.

Czekać czy kombinować?
Wszystko zależy od tego, gdzie łowimy. Kiedy planuję zasiadkę na dzikiej wodzie lub zbiorniku PZW, przeważnie przygotowuję miejscówkę kilkanaście dni wcześniej. Zaczynam od obserwacji, sondowania i szukania miejsca połowu, a później przystępuje do nęcenia. Przyzwyczajenie ryb do danej kulki proteinowej i miejsca nęcenia na tych zbiornikach gwarantuje sukces. Jeżeli mam możliwość nęcę o tej samej porze i w równych odstępach czasu, na przykład co dwa dni, zazwyczaj 3-4 razy. Trafienie z miejscem i powyższy schemat nęcenia powinny od początku zasiadki przynieść brania karpi. W przypadku dzikich zbiorników im prościej, tym lepiej. Te zasiadki nie potrzebują żadnych kombinacji. Cierpliwość i trzymanie się ściśle obranej taktyki to klucz do sukcesu na dzikich zbiornikach i wodach PZW.

Zupełnie inaczej wyglądają zasiadki na łowiskach komercyjnych. Tutaj nie mamy możliwości wcześniejszego przygotowania miejscówki. Mamy za to o wiele więcej informacji o topografii dna łowiska, charakterystyce poszczególnych stanowisk oraz upodobaniach ryb. Dużo informacji można zaczerpnąć od znajomych karpiarzy, którzy odwiedzili wcześniej łowisko lub wyszukać wiadomości w Internecie. Warto sprawdzić, jakie stanowisko w danej porze roku obfituje w dużą ilość brań i zarezerwować je z wyprzedzeniem. Mając mapkę stanowiska dużo łatwiej będzie wyznaczyć miejsca położenia zestawów. Oczywiście nie obejdzie się bez sondowania i sprawdzenia dna. Jeśli jest taka możliwość, to dobrze na początku wyszukać miejscówki różniące się od siebie głębokością i charakterystyką. W pierwszej dobie łowienia próbuję „uruchomić” wytypowane miejscówki. Do nęcenia używam drobniejszego pelletu, ziaren konopi, kruszonych i całych kulek proteinowych. Na każdy zestaw zakładam inną przynętę niewielkich rozmiarów i czekam.

Brania z wytypowanych miejscówek przekonują mnie o słuszności pozostawienia zestawów właśnie w tych miejscach. Zmieniam jedynie taktykę nęcenia, jeśli to potrzebne. Wszystko zależy od rybostanu i temperatury wody. Każda złowiona ryba cieszy, te pierwsze na zasiadce jeszcze bardziej. Zawsze marzę o łowieniu wielkich karpi i taki sobie stawiam cel. Jeśli od początku biorą pokaźne karpie, to nie muszę niczego zmieniać. W przypadku łowienia mniejszych ryb lub przyłowów ograniczam drobne nęcenie i przechodzę na większe przynęty. Kiedy po pierwszej nocce budzi mnie śpiew ptaków, a nie dźwięk sygnalizatora, to niewątpliwie moment na zastanowienie się, jak wykombinować karpiowe branie.

Czasem dobrze pokombinować z miejscem
Czasem dobrze pokombinować z miejscem

Kombinacja z miejscem
Zmienić miejsce łowienia można zawsze. Warto wcześniej sprawdzić, czy nasza zanęta na dnie została wyjedzona. Nie zawsze mamy taką możliwość, ale łowiąc w czystych wodach lub przy użyciu kamery podwodnej możemy sprawdzić, co dzieje się na dnie. Nasze przekonanie o wyborze złej miejscówki może szybko ulec zmianie, gdy zobaczymy na dnie tylko nasz zestaw z kulką. Kilka lat wstecz, kiedy złowiłem swoją drugą dwudziestkę w życiu, miałem podobną sytuację. Położyłem zestaw na dużą kulkę tonącą z żółtym pływakiem na półtorametrowej wodzie. Krystaliczna woda umożliwiała obserwację dna. Po dobie bez brania postanowiłem przepłynąć się i skontrolować, co dzieje się przy markerze. Okazało się, że na dnie został tylko mój zestaw z wielkim „bałwanem”. W pontonie miałem trochę kulek, które rozrzuciłem w pobliżu markera. Po drugiej dobie leżenia zestawu w wodzie mogłem cieszyć się swoją drugą dwudziestką w życiu. W tym przypadku był to scenariusz z wyjedzoną zanętą. Jeżeli okazuje się, że to, co wrzuciliśmy, zostaje nietknięte, warto poszukać nowego miejsca o innej charakterystyce. Jeśli mam możliwość użycia łódki zdalnie sterowanej z echosondą, często kombinuję i szukam jedną wędką brania w różnych miejscach stanowiska. Wywożę zestaw tam, gdzie zauważę spławy lub w miejsca, gdzie echosonda pokaże skupisko ryb. Niekiedy dawało to lepsze rezultaty niż szukanie miejsca przy użyciu pontonu.

Nieraz zmiana przyponu potrafi uczynić cuda
Nieraz zmiana przyponu potrafi uczynić cuda

Kombinacja z przyponem
Przypony karpiowe to niewyczerpany temat. Jeśli klasycznych przyponów można wymienić kilka, to kombinacji i patentów istnieje niezliczona ilość. Każdy karpiarz ma swoje sprawdzone przypony, które dodatkowo modyfikuje dla własnych potrzeb. I nic złego w tym nie widzę, jeśli daje to efekty. Kreatywność gwarantuje sukces. Warto zatem wyjść czasami ze swoich przyzwyczajeń i spróbować czegoś innego. Osobiście najczęściej stosuję proste przypony typu Blow Back Rig z pojedynczą kulką tonącą lub ewentualnie podbijam ją pływakiem, kiedy łowię w zamulonych miejscach. Pamiętam moment, kiedy popularny stał się przypon typu Ronnie Rig. Przez długi czas nie mogłem się do niego przekonać. Obecnie to dla mnie jeden z najbardziej skutecznych przyponów na pop’ups. Warto zmieniać i kombinować z przyponami, kiedy wiemy, że w naszej miejscówce są karpie. Otarcia o żyłkę, pojedyncze piki, bąblenia, spławy, przy jednoczesnym braku brań powinny dać nam do myślenia, że mamy coś zmienić. Wiem, że czasami tak bardzo jesteśmy pewni i przyzwyczajeni do swojego, ale może nie próbowaliśmy czegoś innego?

Gdy wszystko zawodzi można iść va bank i założyć nieużywaną wcześniej kombinację kulek
Gdy wszystko zawodzi można iść va bank i założyć nieużywaną wcześniej kombinację kulek

Kombinacja z przynętą
Każdy z nas ma swoje „kulkowe killery”. Torba wypchana przeróżnymi zapachami i smakami, a najczęściej sięga się po 3 pudełka kulek. Po co zatem nosić pozostały balast? Łowienie na łowiskach komercyjnych zdecydowanie różni się pod względem używanych przynęt od dzikich zbiorników. Przełowione karpie na łowiskach często stają się wybredne i trzeba kombinować, by zaskoczyć ryby czymś innym. Wiadomo, że żółty pływak ananasowy to topowa kulka. Topowa, żeby zrobić branie, ale czy topowa, by złowić największego karpia? Żółty sterczący pływak o słodkim zapachu momentalnie rzuci się w oko pierwszemu wpływającemu w łowisko karpiowi. A może w czasie, kiedy holujemy kolejną „dychę”, miejscówkę odwiedziła nasza ryba życia? Swojego pierwszego karpia 30+ złowiłem, zmieniając niestandardowo przynętę. Zamiast jednego pływaka na Ronnie Rig zastosowałem dwa małe 12-milimetrowe pływaczki o różnym zapachu. Połączenie wcześniej niestosowanej kulki Banoffi oraz Scopex Squid dało mi moją pierwszą trzydziestkę w życiu. Czy to tylko szczęście?
Na pozór łatwiejsze łowiska komercyjne stają się dla karpiarzy łamigłówką. Na ogół trudne dzikie zbiorniki wymagają od nas poświęcenia, czasu i cierpliwości. Czy bardziej cieszy wyczekana ryba, czy wykombinowana? Nie można tego porównywać. To zupełnie inny bajka.

Efekty naszych kombinacji bywają imponujące
Efekty naszych kombinacji bywają imponujące

Ilość komentarzy: 1
Maciej Skorupski
2020-03-03 16:02:51
Fajni się czyta
Skomentuj