Czas podsumowań, planów i karpiowych marzeń

Przetłumacz:

Zmieniła się data w kalendarzu..., a więc przyszedł czas na podsumowanie karpiowego roku i zaplanowanie kolejnego sezonu. Przeanalizowanie minionych wyjazdów pomoże optymalnie przygotować się do kolejnych miesięcy, aby zawsze były pełne wędkarskich emocji!

Średnia ocen:

Czas zimowy to dość trudny okres w życiu każdego miłośnika karpiowania, szczególnie jeśli zimowa aura jest mroźna i zbiorniki wodne pokrywa tafla lodu. Amatorzy wędkarstwa podlodowego, uganiający się z wędką za białorybem, mają wówczas swój dobry czas. Łowienie płoci czy stad dorodnych leszczy z tafli lodowej zbiornika to ciekawa przygoda, ale powiedzmy sobie wprost – łowienie karpi z przerębla to nie jest istota „karpiowej filozofii”. Dlatego każdy z nas z utęsknieniem wygląda z okna własnego domu z wiarą i nadzieją, że zima w końcu odpuści. I tak na pewno się stanie, dlatego warto przeanalizować miniony sezon i zaplanować kolejne karpiowe wyzwania. Zima to także bardzo dobry okres na karpiowe zwiady, czyli rekonesans jezior, które mamy w planie odwiedzić w nadchodzącym roku. Każdego roku w styczniu wyruszam na taki rekonesans, mam wówczas rozeznanie, z czym przyjdzie mi się zmierzyć, gdy wybiorę się już z całym ekwipunkiem na konkretną karpiową sesję.

Zmiana daty w kalendarzu to taki swoisty „reset” – minął kolejny rok naszych karpiowych zmagań, przed nami nowe wyzwania, nowe plany. Warto jednak przeanalizować, co wydarzyło się w roku poprzednim, zweryfikować swoje porażki, przemyśleć, co zrobiliśmy nie tak, czego ten rok nas nauczył i co powinniśmy zmienić, co poprawić, by jeszcze skuteczniej łowić karpie, wkroczyć w nowy sezon z kolejną dawką entuzjazmu i zapału do realizacji następnych wyzwań. Kilka moich karpiowych sesji w roku 2019 zapamiętam na długo!

O każdej porze roku możemy liczyć na branie pięknego karpia

Wiosna
Gdy sięgam pamięcią do przedwiośnia zeszłego roku, rysują mi się wspomnienia niesamowitej zasiadki nad nową wodą, którą miałem przyjemność odwiedzić jako jeden z pierwszych karpiarzy.

Mowa tu o jeziorze Missisipi, położonym na pojezierzu Wałeckim. Zasiadka tym bardziej udana, iż udało mi się złowić jednego z największych, jak do tej pory, mieszkańców tej wody, karpia o wadze ponad 19 kg! Cały wyjazd nad ten piękny, leśny zbiornik wspominam bardzo pozytywnie. Udało się wypracować kilka karpi w niesprzyjających warunkach pogodowych, na zupełnie nieznanej mi wodzie. Ryby nie znały tam karpiowych smakołyków. Prawie zerowa presja wędkarska powodowała, że ryby żerowały w swoich naturalnych miejscach, i właśnie takie wody lubię najbardziej. Wyjazd ten zaliczam do tych najciekawszych, dlatego że była to zupełnie nowa woda do odkrycia, co dla mnie jest sednem karpiowej drogi. To było spore wyzwanie, ale też okazja do zdobycia nowych doświadczeń. Czego nauczyła mnie ta zasiadka? Tego, że warto poświęcać czas na rozpoznanie i walkę nad wodami, co do których nie mamy pewności, czy w ogóle występują tam karpie. To, co niewiadome, nadaje bardzo specyficzny, tajemniczy klimat wyprawie i to jest to, co w wędkarstwie lubię najbardziej.

Ten widok cieszy oczy niezależnie od pory roku

Lato
Ciepłe pory roku, szczególnie te upalne, to okres, w którym czasem odpuszczam karpiowe sesje, ale czerwiec mimo wszystko zachęcił mnie do wyjazdu nad kolejną, nową dla mnie, wodę. Przystanek Kiełpin, bo o nim tu mowa, to kameralny zbiornik położony malowniczo w lasach. Niewielka, ale urokliwa woda, z zapleczem sanitarnym, pozwoliła na zaplanowanie typowo rodzinnego wyjazdu. Poza celem karpiowym, czyli złowieniem przynajmniej jednego karpia z Kiełpina, był to wypad typowo relaksacyjny w gronie przyjaciół. To była wybitnie komfortowa zasiadka, ale pełna karpiowych emocji. Kiełpin odkrył przede mną swoje tajemnice. Z uwagi na to, że zbiornik nie jest duży, przez te kilka dni mogłem dość dobrze go zbadać. W obrębie mojego stanowiska znalazłem urozmaicone dno, co pozwoliło na wybranie ciekawych miejsc na położenie zestawu. Pomimo że część karpi zaczęła swoje tarłowe harce, co wyraźnie dało się zauważyć, udało się wypracować kilkanaście karpi, w tym rodzynka o wadze ponad 16 kg. Co wyniosłem z tej wyprawy? Ciekawe spostrzeżenia w temacie tarła. Był to niezły spektakl, gdzie trzcinowiska dosłownie się gotowały, co wcale nie przeszkadzało w skutecznym łowieniu. Po prostu nie wszystkie karpie i nie wszystkie w tym samym czasie odbywają tarło w danej wodzie. Karpie, jakie udało się mi złowić, intensywnie żerowały, co dało się zauważyć na macie w postaci resztek mojej zanęty. Stwierdziłem wówczas, że nie przeszkadzamy karpiom w ich corocznym cyklu tarłowym, a więc etycznie wydaje się to usprawiedliwione.

Zresztą niemożliwym jest przewidzieć dokładny termin, kiedy to karpie odbędą akt tarłowy, a czas na zasiadkę nie jest elastyczny. Jedziemy wtedy, kiedy możemy. Tę zasiadkę wspominam jako bardzo pozytywną, rodzinną, z tarłem w tle.

Lato to czas na zasiadki na luzie, często w towarzystwie rodziny

Jesień
To już jest to, co lubię najbardziej! Okres, w którym najczęściej wybieram się na karpiowe sesje. To czas, kiedy moje wyjazdy stają się bardzo poważne, a co za tym idzie z wielkim pietyzmem się do nich przygotowuję. Miniona jesień była dla mnie historyczna i niezwykle udana. Dlaczego udana? Otóż mogłem sobie pozwolić na dwie tygodniowe sesje. Pierwszy wyjazd to pamiętna podróż do Francji, gdzie miałem okazję odkrywać zupełnie nieznaną wodę, położoną w Alpach. Cały ten wyjazd planowany był już na rok do przodu. Na tej wodzie realizowałem drugą część filmu z serii „Wędrówki Karpiarza”, co wiązało się z wieloma przygotowaniami, jednak sama woda i to, co w niej pływa, to była wielka niewiadoma i spore wyzwanie! Doskonale wpisuje się to w moje preferencje i to, jak lubię łowić. Wyprawa do Francji to były niesamowite emocje, wielka przygoda i bogate źródło doświadczeń. Obszerną relację z tej wody możecie zobaczyć na filmie.

Piękny, jesienny grubasek

Zima
Moje łowienie karpi z zimnej wody nie odbywało się w warunkach śnieżnych, ale pogoda była już dość ekstremalna. Temperatura, która spadała do -6 stopni w nocy podczas wyprawy nad głęboką żwirownię, pozwoliła odczuć, że to już schyłek sezonu. I chociaż dla mnie osobiście nie ma takiego pojęcia jak sezon, ponieważ karpie łowię cały rok, jeśli tylko nie ma tafli lodu, to zasiadki w zimowych miesiącach nie są już tak częste. O tej porze roku wybieram tylko wody głębokie, gdzie karpie aż tak nie odczuwają wahań pogodowych czy nagłych skoków ciśnienia. Głęboka woda trochę wydłuża sezon, co wykorzystałem, udając się nad pobliską żwirownię. Efektem zasiadki było kilkanaście karpi, w tym kilka ryb o naprawdę imponujących rozmiarach i wadze. Kluczem do sukcesu było szukanie ryby na najgłębszych, ośmiometrowych, rozległych blatach. Intensywne żerowanie karpi przed zimową stagnacją kolejny raz utwierdziło mnie w przekonaniu, że śmiało można próbować swoich sił w zimowej czy późnojesiennej aurze i to niekoniecznie łowiąc na drobne przynęty. Większość karpi w tym okresie złowiłem na dwie dwudziestomilimetrowe kulki tonące w bałwanku. A więc kolejna porcja doświadczeń, która powiększa moją wiedzę.

Jesień to czas intensywnych łowów

Planowanie
Nowy sezon - nowe wyzwania! Lubimy te wędkarskie emocje, dlatego snucie planów i marzenia o kolejnych eskapadach i potężnych rybach wpisane są w naszą „karpiową ideologię”. Nie inaczej jest u mnie. Kolejny rok to kolejne plany i aby wszystkie zrealizować, trzeba je odpowiednio wcześniej zaplanować. Z racji prowadzenia działalności spontaniczne wypady u mnie nie wchodzą w grę. Dlatego niektóre wyprawy wstępnie planuję czasem na rok do przodu. Szczególnie te wymagające wielu dni wolnego i sporych przygotowań logistycznych. Na ten rok już klarują się konkretne plany, na pewno odwiedzę jedną z mniej znanych czeskich wód, gdzie spróbuję sił w głębokim zbiorniku po kopalni. Planuję też kolejny wyjazd nad wodę we Francji, a wiosną zawitam nad malowniczy, leśny zbiornik w Polsce..., ale o tym wszystkim napiszę już niebawem. Będzie się działo, oj, będzie. Zapewne część relacji z tych wyjazdów znajdzie się na łamach tego e-czasopisma. Najważniejsze to spełniać swoje marzenia, realizować się w tym, w czym jesteśmy najlepsi. Życzę wszystkim udanego i owocnego sezonu 2020!

Każda pora roku ma swój niepowtarzalny urok

Skomentuj