Zimowy przegląd żyłek
Zimowy przegląd żyłek

Przetłumacz:

Zima to czas, który wielu z nas poświęca na przygotowanie się do kolejnego sezonu. Część planuje zasiadki, inni czytają prasę i szukają nowych pomysłów, a jeszcze inni, nie mogąc doczekać się wiosny, wiążą zestawy i nawijają żyłki. Ten tekst dedykuję tej ostatniej grupie, a opowiem w nim o moich doświadczeniach związanych z różnymi rodzajami żyłek i plecionek.

Średnia ocen:

Namioty, łóżka czy wędki to sprzęt przede wszystkim dla nas. Jednak najistotniejsze w wędkowaniu jest to, co posyłamy do wody. Zarówno przynęty, jak i zestaw końcowy czy żyłka. No właśnie żyłka lub plecionka, czyli to, co będzie łączyć nas podczas holu z „rybą życia”. W związku z tym uważam, że należy zadbać o ten element układanki. Wybrać odpowiednią linkę, a następnie umiejętnie ją eksploatować.

Rzut czy wywózka? Jest to moim zdaniem podstawowy wyznacznik tego, jakiej linki głównej poszukujemy. Osobiście najczęściej łowię z rzutu, zaś gdy wywożę, to na krótsze dystanse (do 200 m). W tej sytuacji stawiam na zgoła odmienne materiały niż gdy mam wizję wywózki na 300-400 metrów. Oczywiście są jeszcze inne elementy składowe doboru materiału, ale zacznijmy od tego.

Szpula pozwalająca wygodnie odwinąć żyłkę - przydatny gadżet
Szpula pozwalająca wygodnie odwinąć żyłkę - przydatny gadżet

Rzut
Podczas karpiowania z rzutu stawiam na dość cienkie żyłki 0,28-0,30 mm. Część moich kolegów używa 0,25 mm, a są i osoby łowiące na jeszcze cieńsze materiały. Dzięki małej średnicy żyłka dobrze układa się na kołowrotku, a następnie podczas rzutu spada z niego i nie traci prędkości podczas tarcia na przelotkach. W zasadzie to od tego powinienem zacząć – żyłka do rzutu ma być cienka, aby przelotki jej nie hamowały. Zdaję sobie sprawę, że tym stwierdzeniem nie odkrywam Ameryki, ale nieraz słyszałem hasła typu „też tak daleko rzucę, ale muszę nawinąć grubszą żyłkę, co najmniej 0,50 mm” (sic!). Tak więc NIE, to jest błędne podejście do tematu. Żyłka ma być cienka, ale oczywiście nie można popadać w skrajność. Karp czy amur to duża i silna ryba, więc musimy logicznie podejść do tej sprawy i raczej nie schodziłbym poniżej 0,25 mm.

Strzałówka podczas rzutu
Zasadniczo mamy dwie opcje – stawiamy na plecionkę albo żyłkę. Przez długi czas używałem plecionki o średnicy 0,25-0,28, czyli trochę cieńszej niż moja żyłka główna. Ogólnie sprawdzała się dobrze, choć dwa lata temu przeniosłem się na żyłkę koniczną i jest to raczej bilet w jedną stronę. Żyłka koniczna, inaczej stożkowa, to materiał o zmieniającej się średnicy. Na początku mamy np. 0,50 mm (przy zestawie końcowym/rakiecie) i płynnie na przestrzeni 12-15 metrów schodzi do 0,30 mm (miejsce łączenia z żyłką główną). Moim zdaniem jest to idealna opcja, rzuca się bardzo dobrze. Najgrubszy odcinek przyjmuje główne „uderzenie”, a reszta delikatnie schodzi i samo wiązanie odbywa się na cienkich linkach, dzięki czemu węzeł łączący obydwa materiały jest mały.

Strzałówka to niezbędny element zestawu do rzucania
Strzałówka to niezbędny element zestawu do rzucania

Wywózka
No właśnie, sądzę, że tutaj powinienem przyjąć jeszcze podkategorię – do 250 metrów i powyżej tego dystansu. Jak wspomniałem, najczęściej łowię na tych krótszych odległościach, w związku z czym stawiam na grubą żyłkę, np. 0,40 mm. Jest ona mniej rozciągliwa i daje mi sporą kontrolę nad rybą. Natomiast powyżej tego limitu uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest plecionka. Żyłka niestety, ale jest zbyt rozciągliwa i zarówno sygnalizacja brania, jak i późniejsza walka z rybą, jest dużo bardziej problemowa. Stosując plecionkę, nie mamy tego kłopotu. Oczywiście wiele spośród oferowanych (choć nie wszystkie) plecionek ma problem z tonięciem. Wówczas można wykorzystać 2-3 backleady lub oliwki, aby dociążyć linkę i po sprawie.

Strzałówka podczas wywózki
Przy łowieniu z wywózki strzałówka ma zgoła odmienne zadanie. Tutaj nie ma mowy o mocnym rzucie, który naraża materiał na uszkodzenie. Podczas łowów z użyciem środków pływających największym zagrożeniem są małże, gałęzie czy inne podwodne przeszkody. I to na nie właśnie musimy przygotować przypon strzałowy. Kierując się do sklepu, będziecie szukać szpul o angielskiej nazwie shock leader i w tej sytuacji uważam, że hasło „shock” powinniśmy tłumaczyć bardziej jako „uraz”, ponieważ od tego ma nas bronić. W zależności od łowiska i poziomu trudności oraz potencjalnych „urazów” zazwyczaj stawiam na grubą żyłkę mono – 0,50 mm, czasem 0,60 mm. Jest to dobre rozwiązanie, które zapewnia odpowiednią ochronę. Co prawda rzut takim zestawem byłby karkołomny i raczej bardzo bliski, ale jak wspomniałem wcześniej to jest zestaw pod wywózkę.

Kolor
Sądzę, że ilu wędkarzy, tyle jest opinii na ten temat. Czy kolor żyłki ma znaczenie i dlaczego powinna być zielona (ewentualnie czarna)? Osobiście przez 6-7 lat z powodzeniem stosowałem żyłki czerwone i żółte. Nie zauważyłem, żeby koledzy, mający stonowane kolory linek, odnotowywali więcej brań. Dla mnie przede wszystkim jaskrawy kolor był wygodny w nocy, zarówno podczas wywózki, jak i holu. Dzięki ostrej barwie żyłkę bez problemu widziałem z kilku metrów i zapobiegało to zaplątaniu ryby czy silnika. Poza tym jeśli mowa o ostatnich metrach, czyli tym, co jest najistotniejsze z punktu widzenia ryby, to i tak (prawie) zawsze stosuję strzałówkę i leadcore, czyli materiał o innej barwie. Specjalnie zaznaczyłem tutaj słowo „prawie”, ponieważ czasami łowiąc w trudnych łowiskach, rezygnuję z tego leadcora i montuję klipsy bezpośrednio na żyłce. Ponownie punkt dla kolorów – brania nie ustawały.

Żółta, czerwona, zielona - mnie nie robi różnicy. Sądze, że rybom też.
Żółta, czerwona, zielona - mnie nie robi różnicy. Sądze, że rybom też.

Przygotowanie zestawów
Skoro omówiliśmy główne zalety żyłek i plecionek, jesteśmy z grubsza zdecydowani, co do wyboru metody. Czas wziąć się do pracy. Podczas zimy staram się na spokojnie zdjąć całą starą żyłkę i w miarę możliwości przeczyścić kołowrotek, szpulę, ogólnie zewnętrzne elementy. Kiedy już zaczynam nawijać linkę, to przygotowuję wiadro z wodą i na chwilę wrzucam żyłkę do pojemnika, po czym powoli przytrzymując palcami, nawijam materiał na kołowrotek. Najczęściej nawijam obydwa kołowrotki maksymalnie z jednej szpuli, tzn. nie tnę żyłki, nie robię podwijki itd. Choć wiem, że nie będę łowił na 550 metrach, to od początku wolę mieć pewność, że nawinięta linka jest świeża i dobrej jakości. W minionym sezonie podczas jednej zasiadki straciłem po 300-400 metrów na każdej wędce, a to dzięki rowerkom wodnym. Osoby korzystające z nich kilkukrotnie obcinały mi zestawy, a ja za każdym razem traciłem po 100 metrów. W tej sytuacji pomocne okazało się właśnie nawinięcie dużej ilości świeżej żyłki.

Zawsze nawijam żyłkę/plecionkę na mokro. Pozwala to równomiernie jej się ułożyć i zapobiega "przebiciu szpuli"
Zawsze nawijam żyłkę/plecionkę na mokro. Pozwala to równomiernie jej się ułożyć i zapobiega "przebiciu szpuli"

Utrzymanie i konserwacja
W 90% przypadków po sezonie żyłka, która jest na spodzie szpuli, jest mocno pognieciona i zniekształcona. W związku z tym standardowo żyłkę używam przez jeden sezon, a potem ściągam i wyrzucam.

Żyłka znajdująca się na spodzie szpuli praktycznie zawsze jest zniekształcona
Żyłka znajdująca się na spodzie szpuli praktycznie zawsze jest zniekształcona

Jednak aby mieć pewność, że nasza linka jest w odpowiednim stanie, warto w trakcie sezonu od czasu do czasu rozwinąć dłuższy odcinek żyłki. Łowiąc z rzutu z pomocą przychodzą nam tyczki do odmierzania dystansu. Możemy rozwinąć na nich odpowiedni dystans. Zazwyczaj kilkadziesiąt metrów więcej niż stosujemy i następnie powoli nawinąć, przy okazji prostując żyłkę w palcach. Tutaj drobna uwaga: prostując, ale nie naciągając. Nie powinno się nadmiernie żyłki prostować, bo można ją uszkodzić. Podczas tego zabiegu zdarza się, że mamy okazję zdjąć trawę czy wodorosty, które kiedyś nieopatrznie nawinęliśmy. Kolejna sprawa, którą warto robić, to odcinać ostatnie 1-2 metry po kilkudziesięciu rzutach lub po cięższym holu. Pisząc „ciężki” mam na myśli hole pomiędzy drzewami, w zaczepach lub dużej ryby.

Nie lekceważmy naszych żyłek, to nas nie zawiodą i pomogą wyholować taaaakie ryby
Nie lekceważmy naszych żyłek, to nas nie zawiodą i pomogą wyholować taaaakie ryby

Skomentuj