Odrzańskie spełnienie
Odrzańskie spełnienie

Przetłumacz:

Odra to jedno z tych miejsc, w których zakochałem się już wiele lat temu. Do tej pory rzekę odwiedzałem zazwyczaj z feederem lub podczas pieszych wędrówek po odrzańskich lasach łęgowych. Przyszedł więc czas na spełnienie planów i karpiową zasiadkę.

Łowienie karpi czy amurów w wodach stojących diametralnie różni się od tropienia tych ryb w wartkiej rzece. Temat ten jest czasochłonny i wymaga dużego zaangażowania, samozaparcia i sporych kosztów, zarówno tych materialnych jak i związanych z poświęceniem znacznej ilości czasu na przygotowanie wody i samo łowienie. Dla mnie osobiście rzeka Odra to jedno z najciekawszych łowisk, nie tylko karpi. Obfitość i różnorodność gatunków w tej rzece nie ma sobie równych. W ten sam dzień możemy złowić karpia, leszcze, brzanę, jazia, amura czy nawet świnkę. Rzeka ta, mimo tego, że sam człowiek dokłada wszelkich „starań”, aby ją zanieczyszczać i dewastować, kryje w swoich nurtach olbrzymie bogactwo. Nie tylko w nurtach, sama dolina rzeki Odry to niespotykany nigdzie indziej ekosystem z licznymi, rzadkimi gatunkami roślin. Odrzańskie lasy łęgowe to jedne z ostatnich tego typu dzikich, naturalnych lasów w Europie, ostoja wielu gatunków zwierząt i ptactwa. To wszystko tworzy niesamowity klimat - wieczory czy poranki nad brzegiem tej pięknej rzeki to niesamowity spektakl przyrodniczy. Swoją przygodę na tej rzece rozpocząłem wiele lat temu, uganiając się po odrzańskich główkach za kleniami, sandaczami i z feederem w ręku. Już wtedy zakochałem się w klimacie Odry. Swego czasu spędzałem tam prawie każdy weekend. Doświadczenie i obycie z rzeką zdobyte przy połowie leszczy czy drapieżników, owocuje podczas uganiania się za karpiami. Umiejętność czytania rzeki to podstawa przy połowach selektywnych.

Karpiowanie na rzece wymaga specjalnego przygotowania
Karpiowanie na rzece wymaga specjalnego przygotowania

Z uwagi na to, że nie mieszkam zbyt blisko rzeki, temat karpi nie był łatwy do zrealizowania. Aby złowić karpia w rzece potrzebny jest karp, aby go namierzyć, musimy spędzić nad wodą mnóstwo czasu, więc pozostaje nęcić swój odcinek rzeki tak, aby zwabić i przyzwyczaić ryby do tego miejsca.

Wydaje się proste? Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, co spróbuję w tym wpisie Wam opowiedzieć, na przykładzie mojej letniej zasiadki odrzańskiej.

Jak rozpocząć rzeczną zasiadkę? Pierwsza sprawa to wytypowanie miejsca nad rzeką, ten wybór zależny jest od kilku czynników. Pierwszy i dość ważny - możliwości dojazdu nad wodę - oczywiście czym trudniej tam dojechać i czym dalej od rzeki będziemy musieli zostawić auto, tym lepiej, inaczej Waszą miejscówkę odwiedzą nie tylko karpie, ale i tłumy okolicznych wędkarzy. Jeśli już znajdziemy takie miejsce, pojawić się może kolejna niedogodność czyli przedzieranie się przez naprawdę gęste zarośla, błota czy podmokłe łąki z ogromną ilością komarów – to uznałbym za plus, nasza miejscówka będzie bezpieczniejsza. Kolejnym czynnikiem wyboru jest sama rzeka, dobrze, aby ten odcinek był choć w teorii atrakcyjny w bytowanie karpi czy amurów. Najlepszy będzie głębszy odcinek rzeki z rynnami, zwalone drzewa w wodzie, a jeśli łowimy między ostrogami, powinny być nieco głębsze, tak, aby podczas niżówek mieć możliwość swobodnego łowienia. Pozornie wydawać by się mogło, że przecież takich odcinków rzeki jest mnóstwo i to nie jest trudna kwestia, ale jeśli weźmiemy pod uwagę to, że musimy tam dojechać, a w wielu miejscach jest zakaz parkowania lub dojazd, z uwagi na polne czy leśne drogi jest utrudniony lub w czasie deszczu zupełnie niemożliwy - ten temat trzeba dobrze przeanalizować, ponieważ cała logistyka jest niezbędna podczas późniejszych dojazdów i nęcenia. W rzece trzeba przyjąć pewna zasadę – bez nęcenia nie ma łowienia i jak jestem zwolennikiem skromnego sypania, tak w tym przypadku nie ma co się ograniczać.

Na rzece nie ma co się ograniczać z ilością nęcenia. Przynęta tylko selektywna!
Na rzece nie ma co się ograniczać z ilością nęcenia. Przynęta tylko selektywna!

Po wytypowaniu miejsca nad rzeką, gdzie chcielibyście spróbować powalczyć z rybami, trzeba ustalić strategie nęcenia. Cała strategia opiera się głownie na przygotowaniu dużej porcji zanęty i logistyce przetransportowania zanęty nad brzeg rzeki, co z uwagi na bariery, o których pisałem wyżej, bywa kłopotliwe. Samo przygotowanie porcji zanęty nie opiera się na ugotowaniu dwóch - trzech kilogramów ziaren, taką porcję zabierzmy nad jezioro przy połowie leszczy, tutaj musimy być gotowi na gotowanie 20-40 kg kukurydzy na jedno nęcenie. Co się z tym wiąże? Olbrzymie naczynie do gotowania, kuchnia i oczywiście odpowiednie miejsce, niby nic, ale mieszkając w centrum miasta niejeden z Was może mieć z tym mały problem. Oczywiście jedno nęcenie naszej rzeki taką ilością to za mało, przygotować się trzeba na 5-7 krotne gotowanie przed jedną dłuższą zasiadką. Nie będę ukrywał, w moim przypadku ta kwestia to spore utrudnienie, dlatego akcję Odra przygotowywałem wspólnie z moim imiennikiem Przemkiem Wamberskim, który ma możliwość przygotowywania dużych porcji ziaren, ja natomiast dostarczałem kulki. W dwie osoby łatwiej opanować kwestie nęcenia i późniejszego dbania o miejscówkę.

Obserwacja wody jest bardzo ważna!
Obserwacja wody jest bardzo ważna!

A jak wyglądało już samo łowienie? Tutaj, z uwagi na to jak wiele dzieje się nad rzeką, mógłbym rozpisywać się w nieskończoność, więc skupię się na kilku kwestiach. Samo techniczne łowienie karpi w rzece jest do opanowania, powiedziałbym nawet, że dla mnie było to dość proste. Prostota to klucz, proste zestawy z jak najmniejszą ilością węzłów, na których mogłyby czepiać się wszelakie trawy płynące w rzece, nieskomplikowane przypony, które podczas ruchu wody mogłyby się plątać. Odpadają nam wywózki, markery – wszystko odbywa się z rzutu, na małej przestrzeni, blisko, szybko, ale precyzyjnie. Ważne jest odpowiednie ustawienie wędek względem miejsca, gdzie będziemy zarzucać. Łowiąc jak my, pomiędzy klatkami, mamy do wyboru okolice warkocza z głęboką równoległą rynną, wypłycenie na środku klatki i nurt wsteczny, a także napływową część przy kolejnej ostrodze, tam pojawiać się będą klenie stojące w nurcie, ale też stamtąd mogą nam wchodzić amury. Umiejętność czytania klatki to podstawa przy połowach nie tylko karpi, tego jednak nie nauczycie się z teorii, tutaj trzeba być nad wodą. Ci, którzy łowią wiele lat w rzekach na feeder pomiędzy ostrogami, doskonale znają temat. Trudność to stan wody w rzece i jej kaprysy, szczególnie gdy łowimy poniżej tam, czy jazów, gdzie wahania dobowe poziomu wody dochodzą do metra czy więcej. Każde szybkie wezbranie to setki patyków, traw pływających w wodzie, które zatrzymują się na żyłkach i utrudniają łowienie. Nie raz musieliśmy wyciągać nawet duże kłody, które wpłynęły w klatkę, aby nie ściągnęły nam zestawów. W przypadku tej konkretnej zasiadki kolejnym utrudnieniem był upał, na jaki trafiliśmy. Skwar lejący się z nieba nie pomagał, nawet rzeka w taki upał szybko traci dobre warunki tlenowe i ryba niezbyt żerowała, co było widać po przyłowach, które zazwyczaj są o wiele częstsze, nam nawet nie chciały brać wszędobylskie klenie czy leszcze. Tu wchodzimy w temat kolejnej niedogodności, jakim są przyłowy. Tym tłumaczyć trzeba obfite nęcenie, ponieważ karmimy nie tylko karpie, ale i ogromne ilości całego białorybu, który w Odrze występuje w dużych ilościach.

Nocki nad Odrą są wyjątkowe
Nocki nad Odrą są wyjątkowe

Wracając jednak do samej zasiadki, przebiegała w doskonałej atmosferze. Rzeka Odra na odcinku, na którym łowiłem, dostarcza wiele emocji, obfitość przyrody dookoła zapiera dech, a wieczory i poranki to zawsze niesamowity spektakl wody i światła. A ryby, no cóż, rzeka to wymagający przeciwnik, nie spodziewałem się tak naprawdę dużej ilości brań, to była sesja z nastawieniem na karpia lub amura z Odry! Ostatecznie udało mi się wyholować dwa piękne, rzeczne amury! Satysfakcja i radość nie do opisania. Nocne hole w nurcie rzeki to niesamowite przeżycie, przyznam, że cieszyły mnie tak jak moje pierwsze karpie złowione dwadzieścia dwa lata temu. Pozostaje mi jeszcze nadmienić Wam temat przynęt - zdecydowanie duże kule, najlepiej mocno owocowe, ale to nie reguła. Woda w Odrze ma swój specyficzny zapach, przez który musimy się przebić. U mnie były to bałwanki z dwóch kulek o rozmiarze 20 mm. A smak? Niech to pozostanie moją słodką, ananasowo-pomarańczową tajemnicą, a tak na serio, w temacie zanęt w rzece liczy się ilość i w miarę stała częstotliwość nęcenia.

Piękny amur to nagroda za wysiłek poświęcony w "rozgryzienie" rzeki
Piękny amur to nagroda za wysiłek poświęcony w "rozgryzienie" rzeki

Podsumowując moją letnią, odrzańską przygodę, na usta ciśnie mi się kilka zdań - miłośnikiem tej rzeki byłem zawsze, zawsze powalała mnie dzikość jej doliny, jej nieprzewidywalność, różnorodność przyrody, tym razem rzeka odkryła przede mną kilka swoich tajemnic. To zaraziło mnie na dobre, z pewnością znów stanę nad jej brzegiem, zwarty i gotowy z nastawieniem na walkę z przeciwnościami…bo dzika rzeka nie oddaje tak łatwo…ale ja też łatwo się nie poddaję, za rok kolejna rzeczna sesja, miejmy nadzieję z karpiem w tle!

 

Skomentuj