Śledztwo podczas zasiadki cz.V: Świetlik
Śledztwo podczas zasiadki cz.V: Świetlik

Przetłumacz:

W poprzedniej części aspirant Fort trafił na interesujący trop. Przeglądając zdjęcia wanny, z której zniknął wielki karp, zauważył przedmiot spoczywający na jej dnie. Oso-podobna imitacja owada używana do Zig_Riga siłą rzeczy skierowała podejrzenia policjanta na karpiarza, który łowił w toni. Zapowiadała się kolejna trudna rozmowa ze Sławomirem Karoniem.

Pięć minut później aspirant stał już pod namiotem Karonia. Uważnie rozejrzał się wkoło. Wtedy przypomniał sobie rozmowę z nim i walnął dłonią w czoło. Przecież gość ma pistolet na gaz, a Fort zostawił pukawkę na komendzie. Pobiegł do swojego stanowiska. Wrócił ze starym paralizatorem, który schował w kieszeni wiatrówki. Tymczasem karpiarz stał już przed swoim namiotem. Opierał się o niewielki dąb i patrzył wyczekująco na wędziska:
- Witam.
- Dzień dobry.
- Pokaże mi pan swoją kolekcję sztucznych owadów?
Sławomir spojrzał na Adama chytrze:
- Przekonał się pan wreszcie do Zigusia?
- Być może...
Po chwili karpiarz wrócił z plastikową skrzynką, która przypominała fragment witryny u jubilera. W czarny spód włożono szarą gąbkę z otworami, gdzie powtykano dwanaście sztucznych owadów. Większość z nich była czarna, czarno-czerwona albo żółta.
- Otworzy pan?
Kiedy Karoń uniósł wieczko, Fort wyciągnął jedyną oso-podobną imitację:
- Wie pan gdzie to było?
- Wiesiu mamrotał coś o drodze. - odpowiedział Karoń, jakoś dziwnie niepewnie.
- Leżało w wannie - Adam mówiąc te słowa ruszył głową w kierunku domu właściciela - Zamiast czterdziestki.
- Musiała mi wypaść w trakcie okazania - powiedział zdezorientowany Karoń
- To niemożliwe.
- Co pan sugeruje?! - spytał Karoń podnosząc głos i zamknął szybko skrzynkę.
- Nie sugeruje, ale twierdzę. Niech pan wymyśli bardziej prawdopodobne wytłumaczenie obecności tej przynęty w karpiowej wannie, albo przyzna się do kradzieży
- Czy jestem w ukrytej kamerze?
- Jeszcze nie, ale jak nasza rozmowa dalej tak będzie wyglądać, załatwię panu pobyt w miejscu z ukrytą kamerą i dołożę nawet lustro weneckie.
- Jaja pan sobie robi? Może ktoś podrzucił tą osę do wanny?
- Odwiedzał ktoś pana w namiocie?
- Nie.
- Zna pan tu kogoś?
- Stykałem się ze Strugarkiem.
- Gdzie?
- Na Złotym Przyponie. .
- Pokłócił się pan z nim na zawodach?
Karoń pokręcił głową i powiedział:
- Mieliśmy stanowiska daleko od siebie. Ponadto byłem w super humorze, bo wygrałem zawody rzutem na taśmę.
- I zgarnął pan niezłe nagrody.
- Łódź oraz pewne miejsce w World Carp Series. - pokiwał głową Karoń.
- Miał pan później z nim jakiś kontakt?
- Kilka razy spotkaliśmy się na tym łowisku.
- Mogę się tu rozejrzeć?
- Na władzę nie poradzę - powiedział Karoń rozkładając wielkie niczym płetwy dłonie w geście rezygnacji.

Konfrontacja z podejrzanym zakończyła się przeszukaniem
Konfrontacja z podejrzanym zakończyła się przeszukaniem

Adam wszedł do namiotu. W przedsionku między wejściem, a moskitierą stały wiadra pełne kulek oraz pelletów i próżniowo pakowana kukurydza. Oczywiście ułożono je tak, aby nie tarasowały wejścia. Łóżko oparte na sześciu nóżkach stało przy ścianie vis a vis wejścia. Obok Fort zauważył klapki, zapasowe buty oraz ledową czołówkę. Tuż przy łóżku stał składany stolik z aluminiowymi nóżkami, a pod nim pudełko na przypony. Na stoliku znajdował się laptop z zatrzymanym filmem.
Przestrzeń między miejscem do spania i lewą ścianą namiotu wypełniała walizka oraz pozostałe akcesoria karpiowe. Po prawej stronie stał piecyk gazowy z butlą, a w pewnej odległości od nich lodówka. Na niej znajdował się talerz ze sztućcami, sterylnie wymyta niczym w restauracji Michelin szklanka i kubek. Żadnych walających się ciuchów, przewróconych szklanek, otwartych opakowań ze słodyczami czy śmieci, których pełno było u Forta. Aspirant nie znalazł również śladu karpia. Tak jak i wokół namiotu oraz w dostawczym Mercedesie Karonia.
W końcu zdezorientowany Adam poszedł do domu właściciela łowiska. Drzwi otworzyła Marta. Na widok policjanta w geście dezaprobaty podniosła wzrok do góry, potem uśmiechnęła się dziwnie i krzyknęła:
- Tato, policja do ciebie.
Następnie zeszła z drogi, nachyliła się i niczym służba na dworze wskazała dłonią, że Marcin ma wejść do środka. Fort pokręcił głową i z ironicznym uśmiechem przestąpił próg domu. Pan Wiesław właśnie schodził po schodach. Kiedy zobaczył aspiranta zwrócił się do córki:
- Przynieś nam kawy do salonu, kochanie.
- Może przejdziemy od razu do piwnicy. Chętnie rzucę okiem jeszcze raz na obraz z monitoringu. - pośpiesznie wtrącił aspirant z wyraźnym trudem zdejmując prawy but.
- Słyszałaś córeczko.
- Popieram. Są goście, którzy zdecydowanie lepiej komponują się z piwnicą niż salonem.
Pan Wiesław uniósł wzrok do góry, po czym chwycił policjanta przyjacielsko za ramię i powiedział:
- Niech pan jej nie słucha, panie władzo. Mamy Karonia?

Fort postanowił ponownie przejrzeć nagranie z monitoringu
Fort postanowił ponownie przejrzeć nagranie z monitoringu

Kiedy Marta przyniosła kawę, właściciel kończył uruchamianie odtwarzacza.
- Mówi pan noc, kiedy karp zniknął. Przejrzałem, ale co cztery oczy, to nie dwa - powiedział właściciel manewrując palcami po konsoli., po czym dodał. - Ok, jesteśmy na zmierzchu. Przejadę szybko do dwudziestej drugiej.
- Wtedy karp jeszcze był - kiwnął głową policjant, po czym uderzył się w czoło - Aha, póki pamiętam. Żadne stanowisko nie jest skamerowane?
- Tylko wanna i przestrzeń między płotem, a drogą. - pokręcił głową właściciel, po czym dodał - Dobra. Mamy to.
Pan Wiesław puścił obraz na podglądzie. Adam nie widział nic. Dosłownie i w przenośni cały kadr tonął w ciemności - jednolitej i pełnej niczym samorodek węgla. Znudzony aspirant sięgnął po kawę. Wziął kilka łyków. Kiedy ciemność ekranu zdawała się pulsować, przetarł zmęczone oczy. Obraz się nie zmienił, ale wydał bardziej wyraźny. Wreszcie kiedy na ekranie pojawiła się godzina 00:02 czyli koło północy zauważył, jak coś przypominającego świetlika rozbłysło u dołu kadru. Najpierw zignorował widok, po czym kazał panu Wiesławowi cofnąć obraz o minutę i odtworzyć bez przyspieszenia. Wytężył wzrok. Pierwsza była ciemność. Wreszcie pojawił się „świetlik”. Jednak dziwnie nieruchawy i duży.
- Może pan zbliżyć to światełko? - spytał Adam dotykając niemal twarzą monitora.
- Spróbuję. - powiedział równie podekscytowany właściciel i powoli przeciągnął palcami po jednym z przycisków.
Światełko stawało się większe niczym bomba podczas migawek z testowego wybuchu na przylądku Canaveral. Fort wytężył wzrok. Coś musiało leżeć na skraju wanny. Światełko zgasło i znowu na ekranie nastała ciemność. Aspirant pokręcił głową i powiedział wyraźnie zniecierpliwiony:
- Może pan wrócić na zbliżeniu.
Po chwili znowu zobaczyli przedmiot.
- Da radę jeszcze powiększyć?
- Zoom jest cyfrowy. - pokręcił głową pan Wiesław - Jeszcze tylko trochę, bo się zamaże.
Kiedy aspirant zobaczył przedmiot z jeszcze bliższej perspektywy odruchowo sięgnął po papierosa. Obraz był już lekko zamazany. Jednak święcący wielokąt coś Fortowi przypominał. Widział już go i to na tym łowisku. Zaciągnął się dymem. Wtedy „świetlik” zniknął i na ekranie znowu nastała noc całkowita.
- Musiał mieć wzrok, jak lampart. - powiedział pan Wiesław, a w jego oczach pojawiła się nutka podziwu.
- Kto?
- Złodziej. Było ciemno jak, nie powiem gdzie, a on bez latarki potrafił buchnąć karpia.
Adam uśmiechnął się głupio. Następnie uderzył dłonią w czoło, po czym zaczął powtarzać niczym niespełna rozumu człowiek:
- Kundelek, kundelek...
- Słucham? - właściciel szeroko otworzył oczy.

Dziwny, duży i nieruchomy świetlik pojawił się na nagraniu
Dziwny, duży i nieruchomy świetlik pojawił się na nagraniu

Kiedy aspirant wrócił na czternastkę, Karoń znowu opierał się o dąb lewą ręką. W prawej trzymał coś co przypominało Fortowi spłaszczoną krówkę. Aspirant spojrzał na karpiarza pytająco:
- Batonik jabłko i cynamon - powiedział Karoń, z dumą, po czym dodał - Smaczne i zdrowe.
- Nic takiego nie istnieje. - pokręcił głową Fort.
- Jem przecież...coś takiego.
- Nie wierzę. Zawsze, kiedy stawiali mi przed nosem danie i mówili, że jest zdrowe - było niedobre, jak cholera.
Karoń uśmiechnął się zdawkowo, po czym stwierdził:
- Nie przyszedł pan tu rozmawiać o zdrowej żywności.
Aspirant przytaknął i sięgnął po paczkę Fajrantów.
- Zostanę wyproszony z łowiska? - spytał Karoń nad wyraz spokojnie
- Na razie nie. - zaciągnął się Fort - Chodzi mi o Złoty Przypon.
- Już powiedziałem.
- Nie powiedział pan, jak sobie poradził Strugarek.
- Z tego co pamiętam był drugi. Prowadził długi czas, ale liczyła się tylko największa ryba. Puknąłem go dziesięć minut prze końcem pełnołuską dwudziestką. - zaśmiał się Karoń.
- Przed końcem powiada pan? - zamyślił się Adam, pogładził nos palcami i dodał - Muszę iść. Aha jeszcze jedno. Nigdzie nie zauważyłem u pana noktowizora?
- Bo tego wynalazku akurat nie posiadam.
Wtem rozległ się dźwięk, który przypominał zwarcie w transformatorze. Kiedy Adam się obrócił, Karoń trzymał już wędkę w dłoni:
- Niech pan zostanie! Przyda się pomoc przy podebraniu.
- Na Ziga? - spytał Adam, a następnie rzucił na ziemię niedopałek papierosa i spłaszczył go butem.
Karoń przytaknął, po czym poluzował hamulec w kołowrotku:
- Coś dużego?
- Trudno powiedzieć, jest za daleko - odpowiedział Karoń wyraźnie podekscytowany - Ale jedzie dostojnie i powoli. Chyba będzie koń.
- Jaką pan ma żyłkę?
- Najlepszą czterdziestkę i strzałówkę mono 0,60. Zdarzają się tu grube gałęzie na dnie.
Tymczasem ryba wybrała już trzydzieści metrów żyłki. Adam oparł podbierak o drzewo i odruchowo sięgnął po papierosy:
- Zaraz mi w coś wlezie. - odezwał się Karoń i nerwowo otarł pot z czoła - Muszę zrobić test sprzętu. Kiedy dokręcił hamulec wędzisko 3,5 lb przybrało niemal paraboliczny kształt:
- To nie worek cementu, to betoniarka! - wykrzyczał podniecony Karoń
- Szkoda, że nie można tu wypływać. - powiedział Fort chwytając świeży liść dębu, który zaczął nagryzać niczym herbatniki. - Może to sum?
- Właściciel nie mówił nic o sumach. - wycedził Karoń.
- Nie mówiłem, bo ich tu nie ma. - usłyszeli głos pana Wiesława wędkarze
Kiedy Adam odwrócił wzrok właściciel zsiadał właśnie z roweru.

Podbierak w gotowości - co za potwór jest na drugim końcu żyłki?
Podbierak w gotowości - co za potwór jest na drugim końcu żyłki?

Skomentuj