Muchowe szczupaki

Przetłumacz:

Mamy wiosnę, więc rusza upragniony, oficjalny już sezon na drapieżniki. Nad wszelkie zbiorniki wodne wkrótce wyruszą całe masy wygłodniałych entuzjastów łowienia tych ryb, którzy przez parę miesięcy przebierali z nogi na nogę, czekając na atomowe uderzenia głodnych, podwodnych bandytów.

Średnia ocen:

Przebieramy, uzupełniamy i przekładamy nowinki w nasze pudełka. Obmyślamy strategie i zastanawiamy się, jak to będzie w tym roku. Czy ryby będą już wytarte i chętne do współpracy, a może trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać? Z pewnością na początku sezonu spotkamy tłumy ludzi, często takich, którzy na co dzień nie interesują się wyżej wymienionymi rybami i tylko sezonowo poświęcają im swoją uwagę.

Nie ma w tym nic złego, bo są okresy, kiedy szczupaki czy np. sandacze są dużo łatwiejsze do przechytrzenia. Jednak ja osobiście przez pierwszych parę dni będę wybierał odludne, leśne jeziorka, aby uniknąć tłoku, kolejek do miejscówek i ogólnie mieć większe szanse na spotkanie z dużą rybą. Ale nie o trudnościach tu mowa, i co by się nie działo, to pierwszego dnia maja trzeba koniecznie stawić się nad wodą i zawalczyć choćby o „jacka”.

Nawet z takimi jest masa frajdy.

A może by tak rozpocząć trochę inaczej, niekonwencjonalnie? Ja na pewno zacznę od wypłynięcia na jezioro z mocną muchową wędką w dłoni. A dlaczego tak, a nie inaczej, postaram się wytłumaczyć w dalszej części tekstu.

Najpierw trzeba rozpocząć od kompletowania sprzętu. Zacznijmy od tego, że cały zestaw musimy dobrać według przynęt, których będziemy używać. Do dużych streamerów, nierzadko dwuczęściowych, które często będziemy musieli posyłać w potencjalne miejscówki, podczas sporych podmuchów wiatru, potrzebujemy mocnego, długiego oraz sprężystego kija w klasie 8-10 i długości 270-300 cm.
Początkowo najbardziej uniwersalnym w użyciu sznurem do połowu szczupaków będzie intermediate (wolnotonący sznur), którym to bez problemu obłowimy większość typowych, szczupakowych miejsc, od płycizn do stoków z litoralem. Do pętelki na końcu linki, dowiązujemy przypon z fluorokarbonu, do którego dalej montujemy miękką stalkę, odporną na szczupacze zęby, zakończoną agrafką i dalej wabikiem. Niektórzy używają też samego fluo, ale tu dochodzi kwestia kontrolowania gładkości po holach oraz wiary w jego wytrzymałość na przecięcie.

Nowy sezon - nowe wyzwanie!

Według wielu kołowrotek w zestawie muchowym jest to głównie magazyn na linkę. Należy jednak pamiętać, że musi być on odpowiednio dobrany do klasy naszego wędziska i powinien posiadać precyzyjny hamulec, by płynnie oddawał linkę przy zrywach dużej ryby, chociaż niekiedy - nawet trzymając sznur w ręku - możemy bez problemu wyholować szczupaka, dzięki naszemu sprężystemu kijowi, który perfekcyjnie i szybko męczy rybę.

Pierwszy raz styczność z łowieniem szczupaków na muchę miałem jakieś dwa lata temu. Początkowo bardzo dużo czytałem, pytałem i starałem się dowiedzieć, jak się za to zabrać, jednak w Internecie, jak zwykle, znalazłem wiele sprzecznych informacji, kłótnie i przechwałki. Jednak co nieco się dowiedziałem. Na moje szczęście lub nieszczęście miałem już małe doświadczenie w rzutach, bo wcześniej łowiłem trochę na suchą muchę (co, jak się później okazało, wcale nie przyspieszyło wchodzenia w świat „muchowych pajków”) i rozwiązanie wydało się bardzo proste – wziąć zestaw nad wodę i spróbować, tak jak to zrobiłem wcześniej.

Zestaw którym łowię i polecam - Vision Pike Set 2.

Początki nie były łatwe, ale w parę godzin udało mi się opanować tę technikę (aczkolwiek odmienne zdanie może mieć mój łódkowy towarzysz wypraw na szczupaki, który to nieraz już oberwał muchą w plecy lub pozbył się czapki, dzięki moim „profesjonalnym” rzutom), i już podczas pierwszej wyprawy mogłem cieszyć się z dwóch niedużych szczupaków, które - choć niewielkie - dały mi nie lada satysfakcję. Radość była jeszcze większa, bo oba zostały sprowokowane na pierwsze, pokraczne streamery własnej produkcji.

Podsumowując swoje początki, pełne błędów i niewiedzy, osobom zaczynającym z tym pięknym rozdziałem polecam zacząć swoje „muchowanie” podczas dni z lekkim wiatrem, w dość płytkich łowiskach. Wodach z rzadkimi trzcinkami, dużą ilością wolnej przestrzeni, a następnie już pomiędzy kępami zielska, na skrajach rdestnic, grążeli itd. Należy zacząć prosto i wybrać sobie takie warunki, w których będzie nam najłatwiej celować niewprawną ręką i stopniowo podnosić sobie poziom trudności, aby nie zrazić się trudnym początkiem.

Mniejsze muchy też mają swój czas.

W większości przypadków, porównując skuteczność spinningisty i muszkarza w połowie szczupaków, zdecydowanie lepiej wypada spinning. A to głównie przez to, że jest dużo szybszy w posyłaniu przynęty w potencjalne miejscówki. Przy dwóch rzutach spinningiem muszkarz często wykona jeden, więc pierwszeństwo w zwróceniu uwagi aktywnych drapieżników ma ten pierwszy, co nie umniejsza jednak skuteczności muchy, którą te ryby równie chętnie będą atakować. Sytuacja ta występuje zazwyczaj podczas cieplejszych pór, kiedy to ryby są bardziej skore do współpracy. Mowa tu o początkach sezonu - wiosną, latem oraz wczesną jesienią. Wraz ze spadającą temperaturą ruchliwość ryb maleje i stają się one bardziej ospałe - zaczyna się kalkulacja. Większe ryby, widząc wabik, dość szybko przemykający im przed nosem, mogą nie być już tak skore do współpracy ze spinningistą. Na pierwszy plan wówczas, we wcześniej nierównej walce, wysuwa się mucha – wolna, niemal stojąca w toni, podszarpywana delikatnie i czasem odchodząca na boki. Takie uważne, powolne łowienie to klucz do sukcesu w zimnych porach roku oraz okresach, kiedy ryby są ewidentnie mniej aktywne.

Ulubiony wzór muchy w jaskrawej kolorystyce.

Niejednokrotnie wypływając na wodę ze znajomymi spinningistami, miałem znacząco większą ilość kontaktów z rybami (nierzadko okazałymi jak na polskie warunki), które ignorowały „niemuchowe” przynęty. Jak we wszystkim występują czasem odstępstwa od powszechnie przyjętych reguł i - jak to często bywa - musimy dostosowywać się do warunków zastanych nad wodą. Ryby niejednokrotnie nas zaskakują i stoją w dziwnych dla nas miejscach. Biorą wtedy, kiedy straciliśmy już wszelkie nadzieje lub gdy się tego zupełnie nie spodziewamy.

Pragnę dorzucić jeszcze jeden aspekt, który jest bardzo ważny, a o którym często zapominamy – bezpieczeństwo. Zaczynając od rozwagi przy wypływaniu na duże akweny, a kończąc na drobnostkach, takich jak okulary i czapka, szczególnie jeśli łowimy we dwójkę z łodzi. Muchy szczupakowe często są uzbrojone w duże haki, a wizyta na SOR zamiast wędkowania i cieszenia się łonem przyrody nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń.

Często nie jest łatwo wydostać przynętę.

Łowienie szczupaków na muchę jest bardzo uzależniające i choć z pozoru podobne do łowienia np. jerkami, to jest to coś odmiennego i w pewnym sensie elitarnego. Widok paszczy łykającej dużego streamera (którego ukręciłeś wieczorem, w przeddzień wyprawy), emocje, jakie towarzyszą każdemu braniu, które czujesz w ręce trzymającej sznur oraz widok wygiętego w pół kija i - na sam koniec - wyholowana ryba, która wynagradza wszelkie początkowe trudy i niepowodzenia… Każdemu, kto nigdy tego nie próbował, z całego serca polecam i zachęcam!

Skomentuj