Jesień nad nizinną rzeką
Jesień nad nizinną rzeką

Przetłumacz:

Minął czas letnich łowów, choć wcale nie upłynął on pod znakiem wszechobecnych niżówek. Częste zmiany pogody, lokalne, obfite opady, wahania temperatury wody i poziomu rzek spowodowały, że ryby bardzo często były zmuszane zmieniać swoje stanowiska, co mocno wpłynęło na ich aktywność. Liczę, że nadchodząca wielkimi krokami jesień, pozbawiona będzie anomalii, co pozwoli skupić się na walce z rybami, a nie przeciwnościami losu.

 

Dwa gatunki – dwa pudełka
Okres jesieni, to dla mnie czas, kiedy swoje wypady dzielę pomiędzy dwa drapieżniki. To bolenie i sandacze. Mimo wszystko, chyba jednak w takiej kolejności. Choć w moim łowisku, jakim jest Odra, udaje się te gatunki pogodzić jednym, w miarę uniwersalnym zestawem spiningowym. Ale o sprzęcie powiem w kolejnym akapicie. Jesienne ochłodzenie powoduje przetasowania pod powierzchnią wody.

Drobnica i białoryb zaczyna się grupować, a za nimi podążają drapieżniki. Wybieram więc zewnętrzne zakręty, gdzie nurt zbliża się do brzegu i odbijając się od ostróg, tworzy szerokie i relatywnie głębokie baseny. Dobrze jest jednak mieć w niedalekiej odległości prostkę, lub wręcz łuk wewnętrzny, bo część ryb potrafi bardzo długo pozostawać na płyciznach. Zdarza się, że po chłodnym poranku, następuje ciepły, słoneczny dzień, a wtedy płytkie, spokojne miejsca znowu zaczynają tętnić życiem. Właśnie na takie okazje, w swoim pudełku wciąż mam powierzchniowego bezsterowca. Głównie zabieram jednak ze sobą woblery sterowe, nierzadko modele ciężkie lub dociążone ołowianą lametą. Oprócz nich, pewniakami są bezsterowce z oczkiem umiejscowionym na grzbiecie, o pracy przypominającej cykadę. Drugie pudełko zawiera głównie gumy. Różnokolorowe, o odmiennej amplitudzie pracy, lusterkowania korpusu, czy ruchu ogona. Do tego zapas główek jigowych, których gramaturę dobieram na podstawie informacji o stanie wody. Im większy przepływ, tym wiem, że w "moich" miejscach woda będzie mocniej kręcić, co wymusi zastosowanie solidniejszej porcji ołowiu.

Smukła guma, o delikatnej wąskiej akcji bywa zabójczo skuteczna na sandacza
Smukła guma, o delikatnej wąskiej akcji bywa zabójczo skuteczna na sandacza

Dwa gatunki – dwa zestawy
I właśnie ta powyższa informacja determinuje, który zestaw wybiorę. Bo wciąż trzymam się zasady, o której wspominałem Wam już nie raz. Mianowicie w odrzański busz zabieram tylko jeden zestaw. Dla wygody, a także bezpieczeństwa. W trudnym terenie jedna ręka koniecznie musi być wolna. Stanowi o naszej równowadze, pozwala się podeprzeć, lub chwycić jakiegoś elementu otoczenia. Na jesienne łowy, przygotowane mam dwa zestawy spiningowe. Oba składają się z dwóch wędzisk o długości 2,75 m i mocnych kołowrotków w rozmiarze 3000 – 4000. Zestawy te różnią się swoją mocą, którą wybieram w zależności od stanu wody. Jak wspomniałem, wyższy poziom, wymaga od nas zastosowania większego obciążenia, co przy sandaczach łowionych z opadu na gumy, jest kwestią kluczową. Lżejszy zestaw, to moje ulubione, uniwersalne, całoroczne wędzisko o ciężarze rzutowym 4-18g, zawierające zapas mocy, pozwalający podbić z dna trzycalową, wąską gumę założoną na 12 – 14 gramową główkę.

Warto mieć w zanadrzu gumy o skrajnie odmiennych kolorach
Warto mieć w zanadrzu gumy o skrajnie odmiennych kolorach

Jeśli wiem, że warunki wymuszą na mnie cięższe łowienie, zabieram wędzisko o górnej granicy rzutowej na poziomie 30-35g. Żadna z tych wędek nie jest wklejanką. Blank musi mi pozwolić posłać przynętę na odpowiednią odległość, a następnie nadać jej pożądaną pracę. Plecionki, jakich używam, to odpowiednio 0,10-0,12 mm i 0,14-0,16mm w przypadku cięższego zestawu. Na koniec linki wiążę odcinek z fluorocarbonu. Chroni plecionkę przed przetarciem o kamienie i muszle podczas obstukiwania dna za sandaczem, a także czyni ostatni fragment zestawu niewidocznym, co może mieć znaczenie podczas kuszenia boleni.

Perła z niebieskim grzbietem to nieśmiertelny, sandaczowy klasyk
Perła z niebieskim grzbietem to nieśmiertelny, sandaczowy klasyk

Zawsze zaczynam od boleni
Kolejność, jaką przyjmuję po zajęciu miejscówki, nie jest przypadkowa. Mimo ochłodzenia, to właśnie bolenie mogą zajmować stanowiska w nieco wyższych partiach wody. Mogą, ale wcale nie muszą. Każde interesujące mnie miejsce obławiam od powierzchni, schodząc głębokością pracy wabika w kierunku dna. W tym okresie skupiam się najmocniej na basenach pomiędzy ostrogami. Kiedy uznam, że miejsce zostało "wyczerpane" w kwestii boleniowej, na agrafce ląduje guma. Obławianie zaczynam od warkocza, przesuwając się w kierunku spokojniejszej wody. Łowię klasycznie, pojedynczym, lub podwójnym podbiciem. Technika szurania również potrafi przynieść efekty, jednak w miejscach, gdzie woda mocno kręci, wypłukanych jest mnóstwo przeszkód. Przyciągają one sporo ryb, ale generują także ogromne straty w pudełkach. Co ważne, należy koniecznie pamiętać o każdorazowej regulacji hamulca kołowrotka. Podczas boleniowania, choć nie zwijamy wabików w stylu "wakacyjnego ekspresu", niezbędna będzie amortyzacja, jaką zapewni luźniej ustawiony hamulec. Za to krótki pstryk sandaczowy w swobodnie opadającą przynętę, wymaga zacięcia idealnie w tempo. Mocnego, bez ubytków energii po drodze. Luźno ustawiony hamulec, będący naszym sprzymierzeńcem przy mocnym braniu boleniowym, może okazać się przekleństwem podczas próby wcięcia sandacza. Odwrotna sytuacja również może wiązać się z utratą ryby. Zawsze staram się łowić przy użyciu najlżejszego możliwego obciążenia. Szczególnie w chłodnej wodzie. Od tej reguły, jak zawsze, jest też wyjątek, kiedy ryby uaktywniają się dopiero po zastosowaniu przeciążonej przynęty, robiącej sporo zamieszania w strefie przydennej.

Duży boleń, nagroda za wytrwałość i trafnie dobraną taktykę
Duży boleń, nagroda za wytrwałość i trafnie dobraną taktykę

Warto zostać po zmroku
Jesienny dzień, choć krótki, również ma swoje lepsze i gorsze okresy. Co prawda,w odróżnieniu od letnich miesięcy, wcale nie musimy zrywać się w środku nocy, by zdążyć na świt, ale wcale nie oznacza to, że na brania możemy liczyć tylko w ciągu dnia. Wręcz przeciwnie. Nocne łowy sandaczowe trwają aż do samego końca sezonu, dlatego jeśli mamy ku temu możliwość, warto wydłużyć nasz wypad o pierwsze godziny po zachodzie słońca. Ważne, by miejsce wytypować jeszcze za dnia. Unikniemy dzięki temu problemów z czytaniem wody, poruszaniem się po brzegu i dotarciem do łowiska. Wraz z obniżającym się na horyzoncie słońcem, zaczynam łowić coraz płycej. W boleniowym pudełku mam zawsze pływające, płytko nurkujące woblery o dość wąskiej, migotliwej akcji. Rzut w poprzek nurtu i prowadzenie przynęty wachlarzem, to sprawdzony i skuteczny klasyk, od którego warto rozpocząć łowy. Sam nurt będzie nam dyktował, czy mamy wspomagać się kołowrotkiem, co zostanie nam zasygnalizowane osłabieniem pracy przynęty. Powolne prowadzenie wzdłuż kamienistej opaski również może przynieść spodziewane efekty. Nieprzewidywalność wędkarstwa powoduje jednak, że nigdy do końca nie wiemy, co zagości na końcu naszego zestawu i długo wyczekiwany i wypracowany "nocny wilk", może okazać się walecznym boleniem. Takie sytuacje zdarzają się na tyle często, że już chyba nie można rozpatrywać ich w kategorii przyłowu.

 

Nocny amator woblera
Nocny amator woblera

Skomentuj