Kleń, na letnią posuchę
Kleń, na letnią posuchę

Przetłumacz:

Tegoroczny sezon wędkarski jest bardzo dziwny. Najpierw pstrągowe i trociowe eskapady przerywała nam pandemia i zakazy. Następnie bardzo mieszana pogoda pokrzyżowała miłosne igraszki wielu gatunkom ryb.

W mojej subiektywnej opinii ich zachowanie stało się mniej przewidywalne niż w innych latach, dlatego jest trochę trudniej przechytrzyć fajną rybę. Co by się nie działo, to musimy dostosowywać się do warunków, jakie daje nam przyroda i jeśli chcemy połowić, musimy się czasem nieźle natrudzić, a szczególnie w lato… ale czy na pewno?

Chyba każdy z nas, spinningistów choć raz poznał trudy letniego polowania na drapieżniki podczas upałów.

Ryby ospałe, mocno chimeryczne są ciężkim poligonem nawet dla doświadczonych łowców. Chociaż dzień jest długi i teoretycznie mamy więcej czasu na penetrację łowiska, to jesteśmy skazani na wstawanie przed świtem, bądź czekanie na zmierzch, ze względu na lepszą aktywność interesujących nas gatunków ryb, właśnie w tych porach doby. Jest jednak pewien gatunek, który można łowić niemal przez cały dzień, jest wszędobylski, można go spotkać w rwących strumieniach, dużych rzekach, a niekiedy na wodzie stojącej. O rybach tych, mówi się, że mają oko w każdej łusce, są waleczne, a ich najczęściej spotykaną ksywką jest „kluska”. Chodzi tutaj oczywiście o jedną z najpopularniejszych w rodzimych wodach ryb drapieżnych z rodziny karpiowatych - klenia.

Kleń występuje w większości polskich rzek, jest jednak rybą bardzo ostrożną i wymagającą odpowiedniego podejścia
Kleń występuje w większości polskich rzek, jest jednak rybą bardzo ostrożną i wymagającą odpowiedniego podejścia

Popularne kluchy są dla mnie rybą, która jest lekiem na typowo letnie okresy posuchy, wówczas gdy dobrze dostałem w kość bezskutecznie poszukując szczupaków, czy dużych okoni. Rano, w południe, czy wieczorem - są bardzo dobrą opcją, bo kiedy poświęcimy im trochę czasu, to prawie zawsze uda się wydłubać rybę i to niezależnie od stosowanej metody. Sposobów na podanie im przynęty jest wiele, jednak podstawą jest samo wytypowanie miejsc bytowania klusek. Jak przy wszystkich gatunkach ryb łowionych na wędkę musimy znaleźć, gdzie interesujący nas gatunek ma dogodne warunki do żerowania. Kiedy szukam kleni w niewielkiej rzece zwracam szczególną uwagę na nawisy gałęzi (w cieniu których odpoczywają wszelkie gatunki ryb i z których spadają smakowite i tłuste kąski w postaci owadów), na zastoiska, powalone drzewa, dołki i spowolnienia przy głównym nurcie.

"Kluchy" są rybą, która jest lekiem na czas letniej posuchy
"Kluchy" są rybą, która jest lekiem na czas letniej posuchy

W dużej rzece szczególnie interesujące są kamieniste główki, a zwłaszcza ich napływy, opaski, rafki i przelewy (dające ukojenie w nagrzanej wodzie), kryjące masę pokarmu: od narybku, po wszelkie skorupiaki i robaczki. Wszystkie miejsca, poza regularnie płynącą wodą są potencjalną kryjówką i żerowiskiem, więc od nich powinniśmy zaczynać obławianie. Oczywiście zdarzają się też odstępstwa od tej reguły, ale niezależnie od tego, czy szukamy kleni w małej, czy dużej rzece, całkowitą podstawą i elementarną zasadą jest obserwacja wody i to najlepiej z daleka, bo jak to kiedyś ktoś powiedział – ryba ta ma oko w każdej łusce, co mówi nam o jej płochliwości (w moim odczuciu dorodną kluskę jest ciężej podejść niż pstrąga, a zwłaszcza w niewielkiej rzece). Podczas wielkorzecznych zasiadek, kiedy łowię ze środka pływającego, to staram się dużo wcześniej wyłączać silnik i dryfując napływać np. na główkę, a następnie kawałek przed nią postawić kotwicę, aby nie płoszyć ryb z potencjalnych miejscówek, będąc nad ich głowami.

Napływając na kleniową miejscówkę trzeba zachować ciszę i ostrożność
Napływając na kleniową miejscówkę trzeba zachować ciszę i ostrożność

Jeśli już ryby są namierzone nie pozostaje nam nic innego jak dobrać im się do skóry (oczywiście w przenośni; nie jedzcie kleni, bo to świetne sportowe ryby i są podobno niesmaczne! :)). Można to zrobić na wiele sposobów, jednak jednym z moich ulubionych jest łowienie na fragment chlebka. Choć wielu uznałoby to za profanację, to używam do tego tej samej wędki co do łowienia na spinning. O zgrozo! Czasem zdarzy się taki dzień, kiedy kluski są ciężkie do przechytrzenia na woblerki czy inne błyskotki z naszych pudełek. Na takie okazję mam ze sobą bochenek świeżego chleba, który nie raz uratował eskapadę. Niezależnie od tego czy jest to duża, czy mała rzeka, pieczywo jest bardzo skuteczne. Są dwie najpopularniejsze wersje zbrojenia zestawu ze skórką chleba. Pierwszą z nich jest zestaw ze spławikiem w formie spławika - markera i około metr od niego pociągnięty haczyk oraz wersja z samym haczykiem. Oba warianty mają swoje plusy i minusy, jednak mocno się od siebie nie różnią. Spławik daje nam to, że widzimy, czy kleń zassał chleb i ucieka w którąś ze stron, szczególnie na dużych dystansach. Zaobserwowałem, że czasami troszkę odstrasza duże, sprytne kleksy, bądź odwrotnie - bardziej przykuwa ich uwagę, niż sama przynęta. Sam hak wydaje się bardziej naturalny, jednak skórka na nim, oddalona na znaczną odległość łatwo może się nam zlewać z wodą. Przed samym zarzuceniem zestawu warto jest wrzucić kilka kawałków chleba w celu sprawdzenia, czy w potencjalnej miejscówce znajdują się ryby. Jeśli tak, należy podać zestaw, możliwie nie wrzucając kleniom na głowę, tylko spuszczając go z nurtem, aby szedł jak najnaturalniej się da. Obojętnie, czy wprowadzamy go na małej rzeczce pod nawis drzewa, czy na dużej w prąd wsteczny klatki itd. Której z metod byśmy nie wybrali, to w przeciętnych letnich warunkach będzie skuteczna i przyniesie nam wiele frajdy, bo brania są zazwyczaj bardzo widowiskowe i dostarczają masę adrenaliny, a na zestawach z dużymi fragmentami chlebka nierzadko meldują się ryby powyżej 30-40 cm. Czasem jednak, podczas słabych brań warto też sięgnąć po pomoc koników polnych. Ta trochę oldskoolowa metoda przyniesie nam sporo emocji podczas powierzchniowych łowów, aczkolwiek często łowione przez nas ryby będą trochę mniejszych rozmiarów, co nie jest też sztywną regułą. Prosty zestaw: haczyk na końcu linki i kijek trochę powyżej owada, o funkcji rzutowo/spławikowej, słoik z konikami i można ruszać nad wodę! Reszta zależy już tylko od rybich humorów i naszego nastawienia.

Czasem dobrze wrócić do starych przynęt stosowanych przez naszych dziadków
Czasem dobrze wrócić do starych przynęt stosowanych przez naszych dziadków

Oprócz łowienia na chleb, czy koniki, moim kolejnym sposobem na trudy tegorocznego letniego marazmu jest delikatny spinning na dużej rzece. Po raz pierwszy miałem przyjemność spróbowania spinningu na odcinku Odry, który wygląda inaczej niż prosty kanał w dolnym jej biegu, czyli zawiera wszystkie te elementy, których na mocno uregulowanej wodzie do tej pory nie miałem okazji doświadczyć. Pierwszy raz w trakcie upałów postanowiłem wziąć się za sumienne obławianie napływów główek. Szybko zostałem oczarowany mnogością gatunków ryb, jakie można spotkać podczas penetracji powyższych stanowisk. Oprócz kleni, które najczęściej meldowały się na końcu lekkich spinningów, bywały: jazie, okonie, bolenie, a nawet sandacze i sumiki. Takie lekkie łowienie w lecie jest fajnym „odmóżdżaczem” wartym spróbowania.

Podczas poszukiwania klenia nierzadko zdarza się przyłów w postaci jazia lub okonia, a nawet większych drapieżników
Podczas poszukiwania klenia nierzadko zdarza się przyłów w postaci jazia lub okonia, a nawet większych drapieżników

Wszyscy wiemy o tym, że lato nie jest prostym okresem dla typowego spinningisty. Marzymy już o spadkach temperatur i pierwszych przymrozkach, które pchną drapieżniki do przedzimowego obżarstwa. Jednak trzeba sobie jakoś radzić i postarać się, aby ten trudniejszy okres przeczekać, a przy tym całkiem nieźle bawić się nad wodą. Ja przyjąłem taktykę „bez spiny” i wydaje mi się, że to był dla mnie najlepszy sposób na przetrwanie letniej posuchy… czego też i Wam życzę.

Skomentuj