Warciana życiówka
Warciana życiówka

Przetłumacz:

Moja przygoda z sumiarstwem zaczęła się na poważnie od momentu, w którym stałem się posiadaczem środka pływającego. Wcześniej też próbowałem, ale to nie było to...

Średnia ocen:

Odkąd nabyłem ponton i zacząłem poznawać miejsca, które do tej pory były dla mnie niedostępne, zrozumiałem, że to jest pasja, która zostanie ze mną na zawsze! Było to coś, czego mi dotąd brakowało i co uzależniło mnie bez reszty. Od tej pory w zasadzie każdy weekend w sezonie sumowym wiązał się z jedno lub częściej dwudobową zasiadką na przepięknym i dzikim odcinku mojej Warty. Pokochałem to obcowanie z naturą, szczególnie za sprawą rzadkich gatunków dzikiej fauny, której nigdzie do tej pory nie było mi dane z tak bliska zaobserwować. Tak więc wielkie, majestatycznie krążące bieliki, pikujące po rybę rybołowy (których w Polsce jest tylko ok 70 par lęgowych) oraz czaple białe na stałe wkomponowały się w mój krajobraz.

Zdarzały się też nocne wizyty dzików, które przychodziły podjeść trochę małży w okolicy obozowiska lub jelenie przeprawiające się na drugi brzeg na rykowisko. Zarówno jedne jak i drugie potrafiły nieźle podnieść adrealinę w środku nocy, wyrywając z czujnego snu, rekompensując czasami brak brań. Zresztą, czy były brania czy też nie, to każdy kolejny wypad traktowałem jak nową przygodę i bezcenne doświadczenia.

Doszło do tego, że jak tylko wracałem do domu, to już w poniedziałek rozmyślałem co mogę poprawić i dopracować w moich zestawach, na jaką miejscówkę wybiorę się w kolejny weekend i jak podam przynętę, żeby skusić jakiegoś wąsacza.

A możliwości było wiele, ze względu na mnogość różnorodnych miejsc do obławiania. Na odcinku, na którym łowię jest bardzo dużo główek, zakrętów, mniejszych i większych klatek. Niektóre są bardziej głębokie, niektóre mniej, jest też wiele zwalonych przez wiatr i czasem bobry, drzew. Wszystko to daje sporo możliwości nawet takiemu początkującemu sumiarzowi jak ja.

Świetna miejscówka na sumowe obozowisko
Świetna miejscówka na sumowe obozowisko

Dzięki ciągłej zmianie miejsca, każda wyprawa jest inna i nie ma monotonni. Jednak spośród wszystkich tych miejsc, jedno było wyjątkowe i to właśnie tam lubiłem wracać. Było tak z kilku względów. Po pierwsze, miejsce to było totalnie niedostępne z brzegu i jak mi się wydawało, było nieprzełowione i dziewicze. Jak sprawdzałem na GPS, do najbliższej wioski było 5 km przez las. Po drugie, było idealne do rozbicia nawet dwóch namiotów i jeszcze zostawało sporo miejsca na ognisko. Była to spora łacha piasku przy ostrodze, za plecami skarpa, a na niej las dający błogi cień przez większą część dnia. No i stosunkowo niedaleko od slipu. Tak więc miejsce było idealne, gdy jechałem z lepszą połową i naszym labradorem lub z kompanem. Wreszcie po trzecie, najważniejsze chyba, za każdym razem, z wędkarskiego punktu widzenia, na tym miejscu zawsze coś się działo. Od zeszłego sezonu udało mi się wyjąć co prawda trzy ryby, w przedziale 160-170 cm, ale brań niewykorzystanych miałem znacznie więcej. W tym dwa przypadki, które szczególnie zapadły mi w pamięci, gdy nie mogłem oderwać ryby od dna. Zrobiłem wtedy błąd, że nie wsiadłem w ponton.

Finał był taki, że za pierwszym razem ryba się wypięła, a za drugim plecionka 0.50 strzeliła na węźle. Jedno jest pewne - były to duże ryby, przynajmniej w porównaniu z tą 170 cm, która nie sprawiła dużych problemów. Miejsce, które opisuję, było jednym z najgłębszych w okolicy. Woda w klatce przed kolejną ostrogą na wysokości szczytu główki dochodziła do prawie 5 m. I to w sezonie, gdzie była wyjątkowa niżówka. Dodatkowo cała klatka między główkami była stosunkowo głęboka i bardzo duża, w porównaniu z innymi. A w jej narożniku było zatopione spore drzewo.

Upragniona ryba!
Upragniona ryba!

Wszystko to dawało super możliwości do wszelkiego rodzaju podwiązek. I na tej metodzie głównie się skupiałem do czasu, aż będąc na innych miejscach fajne efekty zaczął przynosić wirujący podwodny spławik.

Wtedy postanowiłem go zastosować na mojej sprawdzonej miejscówce przy wyjściu z najgłębszego miejsca tuż za szczytem ostrogi. Było to ciężkie o tyle, że główka ta była w górze rzeki w stosunku do mojego obozu i musiałem kombinować z odciągiem. Trochę się pomęczyłem, ale udało się postawić zestaw tam, gdzie chciałem. Miejsce jak się okazało, wytypowałem dobrze, po zmroku nastąpił strzał, jednak odciąg się nie sprawdził, bo po braniu powstał luz i w momencie zacinania plecionka zaczepiła się o przelotkę. Ryba się nie wpięła.

Drugiego dnia, wracając, uwagę moją zwróciła kolejna główka w górę rzeki. Wcześniej nie zwracałem na nią uwagi, bo była stroma i zrośnięta, a w dodatku bardzo mała i rozbicie namiotu byłoby na niej niemal niemożliwe, a gdzie tu jeszcze dwie osoby z psem...

Jednak miejsce to idealnie nadawało się, żeby postawić z niego w lini prostej zestaw z podwodnym spławikiem w samej kipieli, tam, gdzie wcześniej niezbędne były odciągi, które się nie sprawdziły.

Bezpiecznie zważony sum pokazał całkiem niezły wynik na wadze
Bezpiecznie zważony sum pokazał całkiem niezły wynik na wadze

Długo się nie zastanawiając, postanowiłem, że w przyszły weekend muszę się właśnie tam jakoś rozbić. Tydzień minął szybko i w piątek o godzinie 17.00 byłem na slipie. Pozostało mi jeszcze tylko zaczekać na mojego kompana, który w ostaniej chwili zdecydował się dojechać. O godzinie 18.00 załadowany do granic możliwości gumiak dobijał do miejsca docelowego. Czekało nas jeszcze tylko sporo pracy maczetą przy karczowaniu pokrzyw i zielska. Po uprzątnięciu terenu okazało się, że główka nie była wcale taka tragiczna jak się wydawało patrząc z wody. Co prawda była stroma i kamienista ale jakoś udało się nam całkiem sprawnie rozbić.

Teraz pozostało już tylko powywozić zestawy, a jako przynęty posłużyły liny 25 - 40cm. W górę rzeki poszły dwa większe na zestawy z podwiązką postawione przy samym lustrze wody. A w dole rzeki idealnie udało się postawić zestaw z podwodnym spławikiem i z linkiem na włosie tuż na granicy głębokiej kipieli i wypłycenia przed główką. Pozostało tylko czekać…

Około godziny 23.00, rozmowy przy ognisku przerywa sygnlizator na wędce Bartka. Branie było bardzo gwałtowne. Myśleliśmy, że to spora ryba, jednak już w trakcie holu okazało się, że to raczej maluch. Po chwili zameldował się na brzegu 120-stak. Powędrował na smycz a my zabraliśmy się za ponowne przygotowanie zestawu.

Duży klamot w towarzystwie młodszego "kolegi"
Duży klamot w towarzystwie młodszego "kolegi"

Już mieliśmy wypływać, gdy kolejny raz odezwał się sygnalizator, tym razem na zestawie z moim podwodniakiem. Wędka na początku delikatnie zaczęła się uginać, by po dłuższej chwili wygiąć się w pałąk. Dodatkowo kołowrotek skręcony na prawie beton, zaczął oddawać plecionkę. Wiedziałem, że siedzi - dociąłem i zacząłem pompowanie. Jednak ryba przymurowała się do dna i nie mogłem jej ruszyć z miejsca. Wiedziałem, że jest duża i jak skończyły się poprzednio takie sytucje.

Szybka decyzja i już jesteśmy na pontonie. Sum w ogóle się nie ruszał, myśleliśmy, że jest w zaczepie. Dopiero, gdy doholowaliśmy się te 40 m i byliśmy nad nim dało się go oderwać od dna. Wtedy dopiero zaczęła się walka.

To się nazywa duży powód do radości!
To się nazywa duży powód do radości!

Ryba ruszyła w dół rzeki, a my, ze względu na bardzo niski stan wody nie odpalaliśmy silnika. Bartek przy pomocy wiosła starał się utrzymywać ponton na środku rzeki, a ja cały czas pompowałem. Spłynęliśmy tak ok 200 m, a cała walka trwała ponad 15 minut. W końcu się udało i wielki łeb pojawił się przy burcie. A po chwili wspólnymi siłami wciągnęliśmy go na pokład. W blasku latarek kolos zrobił na nas ogromne wrażenie. Pierwszy raz widzieliśmy taką rybę. Wiedziałem, że to życiówka i prawdopodobnie 2 plus. Byłem mega szczęśliwy.

Po dokładnym pomiarze wyszło, że ryba mierzy 210 cm
Po dokładnym pomiarze wyszło, że ryba mierzy 210 cm

Szybki powrót na bazę, wstępne pomiary i 204 cm! Wszystko na szybko, żeby nie męczyć ryby. Wiążemy suma na smyczy i kładziemy się spać.

Rano, po dokładnych pomiarach wyszło równe 210cm i 65kg! Radość była jeszcze większa. Szybka sesja i obie ryby wracają do wody. Z tego wszystkiego najbardziej cieszy nas fakt, że na naszym odcinku są wielkie ryby. Ostatnio znajomym udało się wyjąć również 2 plus niecałe 2km dalej. Pozostaje pytanie, czy te moje dwa wcześniejsze przegrane starcia to była ta sama ryba, którą wyjąłem, czy może w tym samym miejscu mieszka kilka kabanów. O tym jednak już mam nadzieję, że dane mi będzie się przekonać w przyszłym sezonie.

Skomentuj